Pierwszy raz o Warszawskim Triathlonie Zimowym, usłyszałam 3 lata temu od koleżanki, która go ukończyła. Już wtedy mi się spodobał i wiedziałam, że kiedyś go zrobię. Na łyżwach jeździłam jako dziecko na wszystkich możliwych, zamarzniętych stawach, więc nie było przerażenia. Tylko ten termin ciągle mi nie pasował. W zeszłym roku wypadł akurat w środku ferii zimowych i niestety musiałam odłożyć plany.  W tym roku 2019, odbył się akurat dzień przed moim wyjazdem na ferie, na dodatek  30. JubileuszowyPo przemyśleniu doszłam do wniosku, że dam radę. W końcu nazwa „kobietarakieta” zobowiązuje 😜. Zanim podjęłam wyzwanie przeczytałam kilka artykułów na temat tego triathlonu. Śledziłam wszystkie posty, jakie na temat startu pubikowała na Facebooku Aktywna Warszawa., która jest organizatorem imprezy. Zadawałam pytania, na które na szczęście szyko otrzymywałam odpowiedź. Przeanalizowalam szczegułowo regulamin, choć to do mnie niepodobne 😂. No nie mogłam zrobić tego totalnie w ciemno. Dzięki temu wiedziałam kiedy odebrać pakiet, gdzie jest strefa zmian, ile okrążeń robić oraz najważniejsza rzecz: obowiązkowy kask na łyżwy! W końcu startowałam w nim pierwszy raz. Teraz, kiedy jest już po, wiem, że wiele rzeczy nie przemyślałam, ale nie taki był cel.  Wystartowałam na totalnym luzie, dla zabawy i dobrego humoru. Przyjechałam dzień wcześniej i przenocowałam u brata. Tak się akurat składa, że Warszawski Triathlon Zimowy odbywa sie na Torze Stegny, a obok mieszkają moi bracia. To mi bardzo pasowało. Zwykle na różne zawody jestem na styk, ponieważ pobłądzę albo zaśpię. Tutaj nic nie musiałam szukać, bo droga była prosta i krótka. Zawody zostały podzielone na dwie części: sztafety i indywidualne. Mogła w nich startować młodzież już z rocznika 2001 i młodsza. Jestem zaskoczona ilością młodzieży i ich profesjonalizmem w tych zawodach. Naprawdę spodziewałam się hartów, tylko trochę starszych, ale nie młodzieży 15 letniej. Aż miło było popatrzeć na ich rywalizację oraz świetną jazdę na łyżwach.

Start drużyn rozpoczął się o 10:30, natomiast start indywidualny o 12:30. Nie można było się spóźnić, skoro nawet ja zdążyłam 😜. Po zdrowym, sportowym śniadaniu, które zaserwowała mi moja bratowa, przyjechałam na rowerze na lodowisko Stegny.

W ośrodku Stegny spotkałam znajomych sportowców z Płocka – ekipa reprezentacyjna: Piotrka Malinowskiego, Michała Różańskiego i Zbyszka Chrzanowskiego support.

To właśnie Zbyszek (ZIBI) jest autorem większości zdjęć i dziękuję mu za ich udostępnienie. Trzymałam się z nimi już do końca, zawsze to raźniej. Przyznam, że nigdy nie myślę o samotności na zawodach, bo zwykle kogoś się pozna, z kimś zagada albo przyczepi i jest wesoło. Okazało się, że Michał startował pierwszy raz w zeszłym roku, a w tym, przyjechał poprawić czas ☺, Piotrek zaś podobnie jak ja startował po raz pierwszy. Ich towarzystwo naprawdę dodało mi sił i pewności siebie. Przy okazji rozwiali kilka moich wątpliwości np. kolejność konkurencji to: bieg, łyżwy, rower. Trasa triathlonu okazała się wcale niełatwa: 4 km biegu (2kółka), 2 km łyżwy (4 kółka), 10 km rower (5 kółek) i trzeba było liczyć sobie samemu, tak aby się nie pomylić.

Wszystko zostało zorganizowane tak aby wykorzystać jak najmniejszą powierzchnię tuż przy lodowisku. Świetny pomysł, bo dzięki tym zakrętom trasa była trudniejsza i nie przeszkadzała mieszkańcom. Jak przystało na Triathlon Zimowy impreza odbyła się w 4 stopniowym mrozie, pięknym słońcu i dużej ilości śniegu.

Nie czułam się samotna, bo wokół byli inni pasjonaci triathlonu, znajomi oraz przyszedł mi kibicować jeden z moich braci. To była prawdziwa niespodzianka. Do biegu nie ustawiłam się z przodu tylko zupełnie przypadkowo „byle-gdzie”. Nie byłam nastawiona na wygrywanie tylko dobrą zabawę i relaks.

Z przodu zostawiłam miejsce dla szybszych ode mnie, ale po starcie okazało się, że Ci szybsi wcale nie są tacy szybcy, na dodatek bardzo się korkowało.

Na zakrętach zmuszona byłam zwalniać bo inni zwalniali. Wyprzedzanie było możliwe tylko bokiem po zewnętrznej, niewydeptaną ścieżką i po śniegu. Leżący śnieg i śliskość trasy nie pomagały.

Po około pierwszym kilometrze, sytuacja na tyle się rozluźniła, że można było swobodnie przyspieszyć i biec swoim tempem.

Teraz z perspektywy czasu, żałuję, że nie ustawiłam się z przodu, ale to już zostawiam na za rok. 4 km biegłam 22:36 min, chłopakom poszło zdecydowanie lepiej: Piotrek – 16:59; Michał – 19:07. Po biegu przyszedł czas na łyżwy. I tutaj dopiero była jazda…bez trzymanki! Strefa zmian nie była przypisana poszczególnym numerom, po prostu kładło się łyżwy tam gdzie było miejsce, a potem po biegu szukało ich. Ja swoje zostawiłam w torbie. Nie miałam problemu ze znalezieniem ich, ale z wyjęciem z torby. Następnym razem wyjmę je i położę na torbie, wtedy skrócę czas w strefie zmian. Ludzie mieli bardzo różne łyżwy od figurówek po panczenowe. Jak ta młodzież śmigała na tych panczenach, to możecie zobaczyć na tym zdjęciu poniżej: ja i obok zawodowy, szybki panczenista 😂. Śmigali po zewnętrznej jak najszybsze samoloty.

Ja najbardziej bałam się, że pomylę liczbę okrążeń. Jadąc, byłam bardzo skupiona, aby wszystko dobrze policzyć. Już kiedyś zdarzyło mi się źle policzyć okrążenia na zawodach i od tamtej pory pilnuję tego. 6:10 zajęły mi łyżwy razem ze strefą zmian. To o połowę dłużej niż panczeniści. Jestem w stanie jeszcze to skrócić, bo troche się szamotałam przy ich zakładaniu i zdejmowaniu.

Piotrek 6:43! 👏 No i kto mu podskoczy!? No kto?! 😜

Michał 5:50! 👏 Michał chyba całe latno nic nie robił, tylko na łyżwach trenował 😜

Po łyżwach przyszedł czas na najtrudniejsze – rower. Trasa była dość wymagająca ze względu na liczne zakręty, śnieg i liczenie kółek. Podczas jazdy zapytalam chyba każdego kogo wyprzedzałam lub koło kogo jechałam, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że 5 razy trzeba przejechać pod linią mety i to już koniec. 😂

Kiedy robi się coś pierwszy raz, wszystko jest trudne i niewiadome. Jazda 10 km rowerem zajęła mi 33:16 min. Było ślisko, było pod górkę i było ciasno. Trudno wyprzedza się rowerem, kiedy wszędzie leży śnieg na dodatek nierozjeżdżony. Bardzo łatwo wtedy o wywrotkę. Widziałam na trasie niejedną. Mój czas 1:02:02 jest dobry, ale do poprawy w przyszłym roku.

Piotrek był 6 min lepszy ode mnie 27:16, a Michał przyjechał na metę zaraz za Piotrkiem z czasem 27:39!

Michał tak jak obiecał, tak zrobił: poprawił czas na 52:36. Piotrek z nas był najlepszy – 50:58 i 4 w swojej kategorii M 50.  Oczywiście do czasu zwycięzcy Piotra Małka – 41:59 jeszcze nam daleko, ale przecież jesteśmy amatorami. Dodam, że zwycięzca należy do kategorii wiekowej M 40 😄. Co wy na to?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Drugi Jarosław Górecki – M 30 z czasem 44:04, a trzeci bardzo młody zawodnik z M 16- Michał Lachowicz czas 45:53. 👏👏👏 dla tych panów i młodzieży. Od samego początku zawodów prowadził Tomasz Szala – nabiegał czas 14:00 min, a łyżwy zajęły mu 3:16 min. Całość pokonał w czasie 41:18 min. Niestety z powodu braku kasku na łyżwach został zdyskwalifikowany 😥. Dlatego trzeba czytać regulaminy, powtarza mój kolega! Ważne, że dobrze się bawił, a za rok pokaże na co go stać nawet w kasku! 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwsza pani – Anna Sajnóg wjechała na metę z czasem 51:38, kategoria wiekowa K20. Druga była Bojdzińska Ewelina – K30 z czasem 52:30 a trzecia Śliwińska Natalia – K16 z czasem 52:32. 👏👏👏 młodzieży !!! Niesamowity wg mnie wynik uzyskała pierwsza kobieta w kategorii K40 – rocznik 69 dodam – Chmielewska Magdalena 57:30 😱. Mocna zawodniczka i dobra rywalka!

W zawodach brał udział, jeszcze jeden zawodnik z okolic Płocka – Radek Wilgocki z ekipy Gąbin biega. Radek nabiegał 18:16 min, najeździł na łyżwach 6:16 min a na rowerze 31:06 minut, co dało mu w sumie całkiem dobry czas 55:38. Dobra robota!

Kiedy z piskiem opon 😜, wjechałam na metę, koledzy już czekali na mnie i wiwatowali 😜 jak przystało na fanów sportu.

Można się było sponiewierać 😀. Ważnym aspektem był dobry, przemyślany ubiór. Zawody w zimie to już nie byle co. Widziałam zawodników nawet w krótkich spodenkach, ja się nie odważyłam. Po ciepłym posiłku, zabrałam sprzęt i pojechałam. Po godzinie dostałam informację, że wyczytują mnie na podium w kategorii wiekowej. Niestety już nie dojechałam po odbiór. Podczas tych zawodów czas mierzyła firma datasport. Chyba mieli spory bałagan, bo ciągle korygowali te wyniki. To duży mankament jak na tak doświadczoną imprezę. Tyle edycji a takie proste błędy, które dotknęły także mnie. Ja o wyniku ostatecznym, otrzymałam sms o godzinie 17:39 😂. Marzy mi się wynik poniżej godziny i wiem, że jestem w stanie to zrobić. Za rok tam wracam!

Zawody organizowane są od 30 lat i wciąż cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem zarówno wśród młodzieży jak i dojrzałych sportowców. Myślę, że chętnych byłoby dużo więcej, gdyby nie te łyżwy 😂. Wtedy robi się wyzwanie. W tym roku wystartowało aż 211 zawodników indywidualnych, w tym tylko 51 kobiet. Najmniej w kategorii K 40 i K16. Nadal dominującą grupą są mężczyźni 30-to i 40-to letni. Jestem pewna, że liczba ta z roku na rok będzie rosła, że będzie przybywało młodzieży. To oni są przyszłością narodu! Ja na pewno za kilka lat namówię moich synów do udziału w tych zawodach. Są genialne! Póki co uczą się jeździć na łyżwach. Niestety w małych miastach są mniejsze możliwości. Nie ma w Płocku całorocznego lodowiska, a to które jest w zimie jest bardzo małe, brak instruktorów łyżwiarstwa, trenerów panczenów. Bliskoś Warszawy sprawia, że jeśli ktoś jest funem niecodziennego sportu, jeździ do stolicy. Niemniej nie jest to żadną przeszkodą aby amatorsko nauczyć się jeździć na małym lodowisku. Ja zaczynałam od stawów na wsi 😂.

Monia

30. Warszawski Triathlon Zimowy – bieg, łyżwy, rower

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *