Ostatnie trzy tygodnie były dla mnie bardzo pracowite. Myślę, że nie tylko dla mnie. Widziałam wielu trenujących płockich biegaczy, często te same twarze. Trenowałam codziennie. Rano jak zwykle pobódka o 6, aby wyszykować siebie do pracy i dzieci do szkoły. Potem rzecz jasna praca zawodowa, dom, dzieci, sprawdzenie lekcji, zajęcia dodatkowe i dopiero wtedy mój trening. Też tak macie? 😀

Postanowiłam powalczyć o życiówkę na 10 km. Teraz albo nigdy, pomyślałam. Czułam się zdrowa i coraz mocniejsza, choć w głowie mnóstwo różnych myśli. Forma szła wyraźnie do góry, a mostówka nie była mi już taka straszna. Czas na treningi miałam ograniczony ze względu na obowiązki dnia codziennego. Nie ma czasu na nudę. Przyznam, że wole tak spożytkować czas wolny, niż siedzieć bezczynnie jak wielu rodziców. To co jeszcze szwankuje to dieta i regularne odżywianie. Pewnie u wielu z Was jest tak samo. Dla sportowca, biegacza to podstawa udanego startu i zdrowego treningu. Jednak nie zawsze się da. Praktycznie wszyscy gdzieś pracujemy zawodowo, szybko żyjemy i dodatkowo trenujemy. Spokojne życie, relaks, odpoczynek – o to raczej trudno. Nie mamy czasu na gotowanie, spokojne jedzenie, odżywiamy się byle gdzie i byle jak. Uciekający czas często powoduje, że jemy na stojąco, na zimno co jest dla naszego żołądka bardzo zdradliwe. Często kończy się osłabieniem, zatruciem lub ogólną niedyspozycją żołądkową. Na pewne choroby mamy wpływ, ale na niektóre nie. Dlatego jeśli planujemy ważne zawody nie kombinujmy z dietą. Nie zmieniajmy jej bo ktoś nam powiedział, że ciemne pieczywo jest zdrowsze, na śniadanie najlepsza owsianka a kasza to samo zdrowie. Owszem jest, ale organizm tak jak do wszystkiego musi się przyzwyczaić. Nagła zmiana diety może skończyć się wtedy bieguną lub niedyspozycją żołądkową. Dzień czy dwa przed zawodami nie sięgajmy po fast-foody, raczej ograniczmy też podróże, które sprzyjają zatruciom. Pomimo, że teoretycznie wiemy o tym, to w praktyce nie stosujemy tego. Na sukces sportowy składają się trzy rzeczy: trening, dieta i regeneracja. Jeśli zabraknie któregoś z nich, nie ma mowy o dobrym wyniku. Dieta to taki łącznik pomiędzy treningiem a regeneracją.

Ja tym razem źle to wykombinowałam. Praca, podróż i fast foody na dwa dni przed biegiem doprowadziły do zatrucia, choroby i odwodnienia. Czy zdarzył się Wam kiedyś start w chorobie? To może być każdy rodzaj choroby: przeziębienie, grypa, rotawirus, kontuzja, ból kręgosłupa, kolana, ścięgna, niedyspozycja żołądkowa, zatrucie pokarmowe, arytmia, bóle serca, a także stan pochorobowy. Generalnie to wszystko wyklucza nas nie tylko z pracy i życia ale przede wszystkim ze sportu. Organizm jest osłabiony, wyniszczony, zmęczony chorobą, antybiotykami a często odwodniony. Być może każdy z nas miał choć raz taką sytuację i ważny start lub trening na drugi dzień. Leczymy się, ale wiemy, że nie zdążymy. Co zrobić? Wystartować czy nie? Konsekwencje mogą być okropne. Oczywiście sportowcy amatorzy, często nie grzeszą zdrowym rozsądkiem. Ryzykują i biegną z różnym skutkiem.

Tak jak ja… Gdybym była rozsądna… gdybym umiała rezygnować… gdybym umiała odpuszczać… gdybym…

Długo czekaliśmy w tym roku na datę 7 Tumskiej Dychy. Było to spowodowane wyborami. Dopiero po ogłoszeniu daty wyborów, MUKS wyznaczył datę biegu. Tumska Dycha wróciła na starą trasę po modernizacji nabrzeża. W końcu mogliśmy pobiec w niedzielę 28 października starymi ale odnowionymi ścieżkami: Małachowskiego, Stary Rynek, Kazimierza Wielkiego, Parowa (kółko wokół Sobótki), Rybaki, Mostowa, Tumska, Pl. Narutowicza, Grodzka i małe kółko ul. Zduńską, Okrzei i Meta na Starym Rynku. Start przewidziany był na godzinę 11, wcześniej odbył się bieg krasnala dla dzieci do 6 lat. Moje starszaki tym razem zostały w domu. Było zimno i pochmurno, co nie zachęcało do wyjścia na spacer. Bieg zgromadził około 300 biegaczy z różnych rejonów Polski. Wielu z nich biegło ten bieg ze względu na Grand Prix Płocka. W związku ze 100 – leciem odzyskania przez Polskę niepodległości, koszulki miały akcent patriotyczny. Biegnąc wyglądaliśmy jak Husaria.

Organizatorzy przewidzieli cenne nagrody pieniężne dla najlepszych 6 kobiet i mężczyzn. Za I miejsce – 600 zł, II – 400 zł, III – 300 zł, IV – 200 zł,  V – 150 zł, VI – 100 zł. Do startu tegorocznego biegu stanął m.in.   Łukasz Kalaszczyński. 

Nie było łatwo wygrać bo konkurencja była olbrzymia i dużo młodsza. Tempo 3:16 zwycięzcy Rafała Pogorzelskiego i 3:18 Konrada Nosarzewskiego przyprawia o zawrót głowy. Ramię w ramię biegli Artur Kamiński i Przemek Obara. Przemek to się pewnie spieszył do pracy, bo zaraz po zawodach znikł, a Artur po tylu latach po prostu już nie potrafi wolniej biegać. 😀

Ramię w ramię w tempie 3:49 biegły także dwie kobiety: Justyna Korytkowska i Mariola Sudzińska. Wbiegły na metę praktycznie jednocześnie.

Dziewczyny biegły w iście doborowym towarzystwie: Darka Kiełbasy i Piotrka Malinowskiego. Charty…

Darek Kiełbasa to nietuzinkowa postać wśród płockich biegaczy. Człowiek orkiestra: Prezes Zarządu Budmat, maratończyk, działacz charytatywny, prezes gąbińskiego stowarzyszenia Gąbin Biega. Wspólnie z innymi biegaczami z Gąbina biegają po całym świecie. Byli już w Izraelu i biegli przez pustynię Negew, na Syberii i biegli po tafli zamarzniętego jeziora Bajkał, a dwa tygodnie temu na Litwie. Wszystko to po to, aby wybudować dom dla młodzieży przy Szkole Specjalnej w Mocarzewie oraz pomóc choremu synowi Darka. Każdemu biegowi przyświeca jakiś cel. Dodam, że nie jest to jakieś wolne bieganie, ale naprawdę szybkie z sukcesami na koncie. Na tegorocznej Tumskiej Dyszce wywalczył 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej i 22 miejsce open. Tak się biega! 🙂

Bez paniki i w dobrym tempie 3:58-3:59 pobiegły też Agnieszka Budek, Ania Żuchowska i Aneta Turalska.

Chyba coś w tym jest, że aby robić wyniki trzeba się „zestarzeć”. 😉 Przykładem tego jest Agnieszka Pachniewska, która pomimo, że w starszej kategorii wiekowej – biegła równo z Żanetą Cybulską w tempie 4:24-4:25 zajmując wysoką 7 pozycję open i 2 w swojej kategorii wiekowej.  Im starsza tym lepsza…

Od kiedy Żaneta Cybulska trenuje pod okiem Wojtka Więckowskiego zrobiła duże postępy. Widać to z  biegu na bieg. Ma dziewczyna predyspozycje i ambicje. Znajduje się teraz w czołówce płockich biegaczek. Brawo! Często ją widuję na stadionie miejskim, gdzie ja też trenuję.

Na podium widać też nowe twarze, a to znak, że idzie nowe. Marta Kuczmarska z Kaja team i Ewa Kępczyńska jeszcze nie raz nas zaskoczą. Kategorie wiekowe na tym biegu są co 10 lat, ale tak inaczej bo jest: K 25, M25, a potem K 26-35, M 26-35, K36-45, M 36-45 itd.  Można dzięki temu porównać bieganie 20-latka i 30- latka, 30-latka i 40- latka…

W biegu brał udział także najstarszy uczestnik Pan Zbigniew Jezierski. Pozazdrościć zdrowia i kondycji. 👏👏👏

No właśnie gdybym… Gdybym nie wystartowałam w tym biegu, nie byłabym klasyfikowana w GP Płocka, a został już tylko jeden bieg. Liczyłam się z tą decyzją, ale pozostawiłam ją niepodjetą do samego końca. Czekałam także na opinię lekarzy i wyniki badań. Szkoda mi było zaprzepaścić tyle miesięcy treningów i startów. Ja się tak łatwo nie poddaję! Pobiegnę postanowiłam rano, najwyżej zejdę z trasy w sytuacji krytycznej, ale walkowerem się nie poddam. Przed startem uchwycił mnie z konkurencją znany fotograf Andrzej Ziółek

Andrzej poza tym, że też biega to prowadzi studio fotograficzne zzstudio. To dzięki jego zdjęciom, ten bieg z szarego zmienił się w kolorowy i wesoły. Po mnie kompletnie nie widać choroby. 😂

Byłam naprawdę osłabiona i wyniszczona zatruciem pokarmowym, biegunką i podróżą. Całą sobotę zmagałam się z silnymi napadami bólu brzucha, które aż skręcały mnie i zatykały oddech. W tej sytuacji plan był taki aby po prostu pobiec, może nawet jak najszybciej jeśli zajdzie taka konieczność. Byle do mety, byle bez bóli, byle się nie pos@ać. 😩

W dniu startu, na śniadanie zjadłam tylko kromkę pieczywa ryżowego z dżemem i popiłam miętą, z kawą wolałam nie ryzykować. Zapodałam leki rozkurczowe typu No-Spa i IPP oraz węgiel. Adrenalina przed startem i tak mocno dała mi się we znaki. Wzięłam na wszelki wypadek jeden żel sprawdzonej firmy Alle. Byłam mocno obolała, trasa z górki i być może to sprawiło, że początkowe tempo było dość szybkie 4:30-4:40. Potem oscylowało w okolicach 4:54 i takie było średnie. Byłam skupiona i przez cały bieg myślałam tylko o jednym: jak to się skończy? Kibiców bylo bardzo mało. Na trasie praktycznie wcale. Poza kolegą Rafałem Podolewskim oraz fotografem Andrzejem Ziółkiem i Agnieszką Bieńkowską mało znajomych. To chyba oni wywołali uśmiech na mojej twarzy dopingując nad Sobótką, bo wcale nie było mi do śmiechu.

Duża liczba kibiców czekała na biegaczy na mecie. Jednak kiedy na ostatnich jeszcze metrach walczymy o cenne minuty i szukamy resztek sił – nie widzimy nikogo. Biegunka okazała się dobrym zającem biegowym, bo czas 49:16 jest moim nowym rekordem na 10 km, poprawionym o 7 sekund. Mina na mecie bezcenna… 😂

Po biegu podczas rozmów ze znajomymi okazało się, że jest wielu, którzy ten bieg pokonali w chorobie. A to kręgosłup, a to pasmo piszczelowo-biodrowe, kolano, a to przeziębienie…

Tacy dorośli, tacy mądrzy a zero zdrowego rozsądku… 😜

Jakie jest Wasze wspomnienie z biegu w chorobie?

Monia

Dziękuję za udostępnienie zdjęć Andrzej Ziółek i Portal Płock.

7 Tumska Dycha – czy startować w chorobie?

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


6 thoughts on “7 Tumska Dycha – czy startować w chorobie?

  1. Brawo gratulacje . Ja też ten bieg pokonałem w chorobie byłem przeziębiony było dobrze do 8 km a później walka z samym sobą .

  2. Pierwszy raz przeczytałem „od deski do deski” Twój komentarz. Gdybym Cię Monisiu nie znał, to pomyślałbym ,że pisze to trenerka kadry narodowej Polski w L.A.Czyta się to fajnie. Nie dociekam, skąd masz tyle czasu na pisanie i trenowanie? Z tej wiedzy teoretycznej, to powinnaś biegać przynajmniej, jak Agnieszka Budek.” ….a zero zdrowego rozsądku”- też to robiłem w przeszłości, ale o znacznie większą stawkę. Monisia! Grand Prix Płocka to nie mistrzostwa świata, żeby tak ryzykować. I co masz z tego Twojego rekordu? Jednak , ja też takie rzeczy robiłem i skwintuję to znanym porzekadłem- ” zapomniał wół, jak cielęciem buł/był/” Pozdrawiam, ale więcej nie rób takich głupot, dla własnego zdrowia.

    1. Stasiu dziękuję, że znajdujesz czas na czytanie moich relacji. Wiesz, że jesteś dla mnie od dawna wzorem. Może gdybym więcej trenowała to miałabym lepsze osiągnięcia, ale niestety nie mam tyle czasu. Może kiedyś na emeryturze to nadrobię, jak dożyje. ☺️ Pisze zwykle po nocach lub w przerwach w pracy. Masz racje z rekordu nic nie mam jedynie jakaś tam satysfakcja, że jednak mogę. Lubię doprowadzać sprawy od początku do końca dlatego tak się zawzięłam. Podobnie jak z korona połmaratonow: pamietam, ze został mi ostatni do zrobienia i ostatni w ogóle z kalendarza wpisanego na listę i co!? Przytrafiła się kontuzja, ale nie zrezygnowałam, pobiegłam z bólem kolana i zrobiłam to.
      Teraz rzeczywiście Mistrzostwa Świata Masters przede mną. Trzymaj kciuki i mam nadzieje, ze się spotkamy.

  3. Gratuluję, choć biegania w stanie choroby nie pochwalam. Wynik tym bardziej cenny, że trasa TD nie jest trasą „rekordową”. Podbieg raczej wyklucza bicie rekordów na 10km i trudno to wytłumaczyć, ale wielu biegaczy biega tu szybko i z dużym zadowoleniem, i satysfakcją na mecie. Ktoś nawet kiedyś napisał, że Tumska Dycha ma swoją magię 🙂
    Życzę powodzenia w kolejnych startach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *