„Gdy widzisz ptaka w locie jak wolny jest

Jak płynie sobie, aż po nieba kres

Wiedz – niebo bywa pełne wichrów i burz

A z lotu ptaka już nie widać róż…”

Tak śpiewał Marek Grechuta o wolności, kiedy jeszcze nie uczono nas tego w szkołach. 11 listopada 2018 w setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości odbyły się liczne biegi i marsze uliczne. Pierwszy raz również w Płocku. Po 123 latach niewoli, Polska znowu wróciła na mapę świata. To dzięki sile, nadziei i marzeniom Polaków udało się tego dokonać. Ta wolność prowadziła nas dziś ulicami wielu miast. Co roku biegacze z Płocka rozjeżdżali się po całej Polsce, by szukać wolności i ją czcić. W tym roku nie musieli. W tym roku 272 biegaczy – 79 kobiet i 193 mężczyzn, pobiegło 1. Bieg Niepodległości w Płocku – Bieg Stulecia. Organizatorem biegu był Płocki Klub Wesołego Biegacza oraz Fundacja Szybciej Wyżej Dalej Rafał Nagadowski. MOSiR Płock udostępnił swój obiekt a współorganizatorami byli: Fundacja Rykowisko,  No Age Limit – Płock biega, MUKS Płock, oraz TKKF Płock. Sponsorem była: Coca-Cola i Darek Guzowski.  To dzięki firmie Coca-Cola mieliśmy w pakiecie napój izotoniczny Powerade! Partnerami biegu byli: MOSiR Płock, Gaja, Anti Aging – medycyna estetyczna i radiomixx.pl. Patronat honorowy sprawował „nowy, stary” Prezydent Miasta Płocka Andrzej Nowakowski . Robert Czwartek ze swoim zespołem z WSTiR Urzędu Miasta czuwał nad porządkiem. Pakiety można było odebrać już dzień wcześniej w Galerii Mazovia w ZDROFITWszyscy, którzy pomagali przy wydawaniu pakietów dokładnie pilnowali aby każdy zawodnik dopełnił wszystkich formalności. Byłam, słyszałam i widziałam. Bardzo się cieszę, że znowu zorganizowana została strefa dla dzieci. Pogoda o tej porze roku bywa kapryśna, więc wszystkie dmuchańce i uciechy zorganizowano w bezpiecznym i ciepłym miejscu, pod zadaszeniem w Orlen Arena.

Dzięki temu wiele matek mogło pobiec tego dnia, wielu biegaczy mogło zostawić tam dzieci, nie bojąc się, że będzie nudno.  Nie zabrakło też dla nikogo gorącej kawy, herbaty, ciastek i naprawdę dobrej zupy. Ten bieg to nie tylko cel, lecz także szansa dla Płocka i wielu płockich biegaczy. Bieg został również wprowadzony na listę Grand Prix Płocka, co dodatkowo uatrakcyjniło go. Trasa idealna, wręcz wymarzona dla biegacza: bo prosta, bez podbiegów i zbiegów, szeroka i szybka.

Start biegu został zaplanowany tak jak w innych miastach na godzinę 11:11. Trasa wiodła spod Orlen Areny ulicami: Batalionów Chłopskich, 7 czerwca 1991, Gałczyńskiego, Miodowa, Dobrzyńska, Kazimierza Wielkiego, Kwiatka, Kolegialna, Gradowskiego – gdzie była nawrotka i z powrotem Sienkiewicza, Kazimierza Wielkiego, Dobrzyńska, Miodowa, Gałczyńskiego i Meta przy Orlen Arena. Dla wielu z nas to było ostatnie, decydujące starcie w tym sezonie. Każdy biegł po swoją wolność, swoją szansę. Tego dnia, jak na złość pogoda była wyjątkowo brzydka. Było szaro, mgliście i wietrznie. Ranga tego dnia i wrodzony optymizm biegaczy sprawił, że wcale nam to nie przeszkadzało. Dziś był ten dzień: dzień chwały i zwycięstwa! I o zwycięzcach będzie mowa, bo ciężko pracowali na nie w tym sezonie.  Faworytów do zwycięstwa było kilku, ale szansę wykorzystał tylko jeden. Choć do drugiego kilometra biegli razem, ramie w ramie, to tempo 3:22 zwycięzcy okazało się być bezkonkurencyjne.

Zwycięzcą 1. Płockiego Biegu Niepodległości został Przemysław Obara, który z czasem 33:42 wbiegł na metę w kapitalnym stylu. Przewaga nad drugim zawodnikiem Cezarym Mysera wynosiła 1,5 minuty.

To w końcu musiało się stać! Przemek solidnie przepracował ten sezon pod dobrym okiem trenerskim zabiegani Dobrowolscy. Chłopak ma dobrze poukładane w głowie, choć ma dopiero 23 lata. Dziś tak trudno o mądrą młodzież. Drugi na mecie z czasem 35:10 zameldował się „Biegający NieNaŻarty”, zawodnik z Sierpca – Cezary MyseraCzarka poznałam zupełnie przypadkowo na biegu w Toruniu, zanim jeszcze usłyszałam o jego rekordach. To świetny zawodnik, który biega nie od dziś i stale robi postępy.

Trzecim zawodnikiem na mecie był nasz płocki mistrz Przemek Giżyński, który depcząc Czarkowi po piętach wbiegł na metę z czasem 35:27. Przemek to zawodnik na bardzo wysokim poziomie więc nie dziwi fakt.

W czołówce znaleźli się także Sebastian Dymek i Michał Ruciński. Sebastian pokazał w końcu na co go stać. Czas 35:40 jak sam mówi – to nawet nie bylo marzenie.

Wśród kobiet bez niespodzianek: Mariola Sudzińska – 37:45, Agnieszka Budek – 37:58, Ania Żuchowska – 39:11.  Kim jest Mariola? Mariola ukończyła AWFiS w Gdańsku, mieszka w Olsztynie i reprezentuje AKM Olsztyn i jest wielokrotną Mistrzynią Polski na tym dystansie. Oto co Mariola napisała mi o sobie:”Wróciłam do biegania w 2016 roku, po 17-letniej przerwie. Jako juniorka i w kategorii młodzieżowej biegałam na dystansach 1500-10000m. Wielokrotnie stałam na podium Mistrzostw Polski. Moja życiówka (stadion) 5000m -16.49”, 10000m – 34.49”
Dziś moje bieganie to raczej pasja i dobra zabawa. Dużo startuje w zawodach (43 starty 2018) na dystansach 3 km do półmaratonu. Jestem swoim trenerem personalnym😆😆😆
Ten rok był trochę pechowy. Wiosną zapalenie oskrzeli, jesienią zabieg i to wszystko w momencie BPS. Mimo tego zaliczyłam wiele biegów na wysokim poziomie, w większości zakończonych sukcesem. Zdobyłam GP Płocka I, GP Gdynia III, GP Warmii i Mazur I, GP Traktu Brzeskiego I.
Jestem świadoma, że gdyby nie startowanie w tylu zawodach mogłabym pobiec poniżej 36’. W tym roku najlepszy czas na 10 km atest – 36.43 Gdynia i 36.50 Gdańsk.
Bieganie łączę z pracą zawodową i wychowaniem trójki dzieci w wieku 15,14,12 lat. Pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego, instruktor tańca i prowadzę grupę lekkoatletyczną. Na brak zajęć nie narzekam 😴😴😴 Czasami doba mogłaby się wydłużyć. Kocham sport ❤❤❤
Moi chłopcy grają w piłkę nożną – radzą sobie doskonale. Laura to urodzona biegaczka, ale biega tylko rekreacyjnie. Mieszkam w Olsztynie, reprezentuje Amatorski Klub Maratończyka (AKM) Olsztyn.
Motywacji i determinacji nie brakuje, czasu trochę. Teraz roztrenowanie, odpoczynek, regeneracja i planowanie.
Plany na przyszły sezon ambitne, oby zdrowie dopisało, resztę się dopracuje🤔🤔🤔”

Agnieszka Budek bardzo ciężko pracowała na swój nowy sukces i rekord życiowy. Podczas tego biegu ani na chwilę nie odstawała od swojej rywalki. Przez kawałek trasy biegła razem z Darkiem Kiełbasą, ale potem była na siłach zwiększyć tempo, by powalczyć o super czas.

„Triathlon – Biblia treningu”, którą czytam cały czas małymi kroczkami  donosi: „Myśl jak trzmiel, trenuj jak koń”. Otóż trzmiele to dość duże owady o stosunkowo małych skrzydłach. Jak to możliwe więc, że takie małe skrzydełka są w stanie unieść takie duże i włochate ciało trzmiela? Po wielu badaniach naukowcy dowiedli, że trzmiele latać nie mogą! Ale… one o tym nie wiedzą i latają, pomimo tylu przeciwieństw. To właśnie od trzmieli możemy się wiele nauczyć m.in. że wiara w siebie i we własne możliwości zwycięstwa jest podstawą do osiągnięcia sukcesu. Koń sportowy zaś podobny jest do człowieka sportowca. Odbywa treningi na tej samej zasadzie. Nie zastanawia się nad tym czy trenuje za dużo czy za mało. Po prostu robi to co trener karze.

A teraz opowiem Wam o dziewczynce, która przeszła długą drogę aby być tu gdzie jest. Kiedy była mała, dzieciaki w szkole biegały za nią i wołały „cztery oczy, piąta szyja” bo nosiła okulary. Nie była wtedy doskonała, nawet nie była w połowie tak dobra jak jej rówieśnicy i rówieśniczki. I może wtedy jeszcze o tym nie wiedziała, ale była bardzo pilna, ambitna i zawzięta. To ją wyróżniało. Te cechy, ta determinacja pozwoliły jej wywalczyć sobie swoją własną wolność i niezależność. Wiele jej koleżanek, w tamtym czasie było  bogatsze, ładniejsze, miały powodzenie u chłopaków. Tylko, że one wiedząc o tym przestały nad sobą pracować, rozwijać się. Wiele z nich szybko założyło rodziny i teraz są już babciami. Ona, nigdy nie poprzestała na minimum, zawsze chciała więcej bo wiedziała, że to jedyna szansa do wolności. Teraz ma 42 lata i jest niezależna, nie potrzebuje być na utrzymaniu męża czy rodziców i ma pasje. Wolność stała się dla niej szansą. Tego uczy swoje dzieci, i tłumaczy, że  „ wolność to wśród mądrych ludzi żyć…to wiara w ludzi…”. ☺

Zawziełam się! Powiedziałam sobie: nie poddam się bez walki! Spróbuję powalczyć na Biegu Niepodległości o złamanie tych 49 min. Postawiłam wszystko na jedną kartę i postanowiłam iść na całość. Wystartowałam dość szybko, nie oglądając się za siebie. Widziałam, że moja rywalka Monika Jaroszewska zabezpieczyła się i biegła z pacemakerem – Piotr Zawadzki to dobry ultrabiegacz.

Dobry „zając” nie jest zły 😉. Kiedy robiłam koronę półmaratonów zawsze biegałam z prowadzącym na konkretny czas zającem. To było naprawdę dobre, bo pozwalało niedoświadczonym, umiejętnie rozłożyć siły: zaczynać wolno aby na koniec zostało dużo powera na finisz. Do 5 km biegło mi się świetnie, średnie tempo wyszło 4:57 a moja konkurentka nadal była za mną. Niestety na 6 km zrobiło mi się bardzo gorąco i zaczęłam słabnąć a tempo spadło do 5:06. Wiedziałam, że dalej będzie już ciężko. Na punkcie nawadniającym niewiele pamietam, ale znajomy biegacz biegnący obok zapytał: Monia chcesz wody?! I nie czekając na odpowiedź podał mi kubek z wodą. Bardzo mu dziękuję, bo to mnie uratowało przed zasłabnięciem. Widziałam już gwiazdy na niebie, a pod szyją odzież dusiła. Czułam, że przesadziłam z ubiorem. Ta zimna i wietrzna pogoda zmyliła mnie i niepotrzebnie założyłam odzież termiczną. Zwykle wole biegać przy takiej pogodzie na krótki rękaw i tylko w samej koszulce. Około 8 km pojawiły się myśli, pełne słabości, beznadziejności, załamania i utraty wiary w siebie. Czułam, że głowa odmówiła współpracy. Mieliście kiedyś podczas biegu jakiś kryzys, zwątpienie? Jak sobie poradziliście? Wiem, że to nie maraton tylko zwykłe 10 km, ale organizm zmęczony długim sezonem powiedział STOP. W końcu zrobiłam w tym roku kilka zawodów rowerowych MTB, 2 biegi z przeszkodami, 8 triathlonów i jeszcze 8 biegów do Grand Prix. Można być zmęczonym?

Moja konkurentka w tym czasie wyprzedziła mnie i zmierzała do mety w dobrym czasie.

Szósty kilometr okazał się najwolniejszy, ale ważne, że mogłam biec dalej. Powoli zaczęłam przyspieszać aby utrzymać tempo 4:58. Na 9 km dogoniła mnie Agnieszka Kajak, która chwile biegła ze mną, motywując mnie do walki, ale bezskutecznie. Dziękuję Ci bardzo Aga, bo takiego sportowego zachowania dawno już nie pamietam wśród biegaczy. Pomimo rywalizacji Agnieszka powiedziała tyle pozytywnych słów, że aż chciało się biec dalej.

To piękny przykład, że pomimo rywalizacji, nadal a nawet tym bardziej się lubimy i szanujemy, że rywalizacja niczego nie zmienia w naszych stosunkach, że jesteśmy znajomymi, bez zawiści, zazdrości. Aga miałam wtedy łzy w oczach…

Ostatkiem sił wbiegłam na metę szczęśliwa i wolna. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! Nie udało się i pewnie długo się nie uda złamać granicy 49 minut. Zapraszam do rywalizacji ze mną na dystansie sprinterskim i średnim. ☺

Nie mam predyspozycji do długodystansowego biegania, ale podjęłam wyzwanie. Wbrew pozorom dystans 10 km nie jest taki łatwy, jak się wydaje. Niech długodystansowcy spróbują zmierzyć się z krótkim dystansem, gdzie potrzebna jest siła i szybkość. Zrobiłam wszystko co na ten czas mogłam z siebie dać by zbliżyć się do złamania magicznych 49 minut. Przemek Stelmaszewski trener lekkiejatletyki  i właściciel Ergosport, którego poprosiłam o pomoc, uprzedzał mnie, żebym za dużo sobie nie obiecywała. Żeby biegać rekordy musiałabym dużo trenować, nie pracować, nie mieć zmartwień. Jednak cieszę się, że wróciłam do biegania w granicach 49 min, bo to pozwoliło mi w Biegu Niepodległości wbiec na metę jako 20-ta kobieta a 2 w kategorii K40. I choć głowa mówiła NIE, to nogi nie poddały się i biegły do końca. Nie udało mi się pokonać mojej rywalki w kategorii wiekowej – Moniki Jaroszewskiej, ale dzięki niej i tej rywalizacji każda z nas miała cel i mobilizację. Monika powinna iść za ciosem, trenować dalej i więcej, bo ma możliwości, a niedługo może osiągnąć jeszcze lepsze czasy.

Jednak nie tylko o rywalizację tu chodzi, a o zwykły ruch i odrobinę endorfin. Już w starożytnej Grecji odbywały się igrzyska, a ludzie uprawiali sport dla zdrowia i dobrej kondycji. To sport był najważniejszą częścią życia towarzyskiego Greków. Nam też dziś lepiej biega się w grupie. Wielu biegło ten bieg na zupełnym luzie, bez zbytniego przygotowania i trenowania, lub po długich przerwach i to im należą się największe brawa.

Oni pokonali: brak czasu, slodycze, zmęczenie, lenia, kanapę, pilot tv  i wiele innych urządzeń przeszkadzających w zdrowym trybie życia. Ty też możesz do nas dołączyć! Wielu biegło pomalowanych w nasze barwy narodowe na znak solidarności i patriotyzmu. 🇵🇱

Była też grupa Rykowisko, która biegła z flagami bez ścigania się, za to z uśmiechem na twarzy.

Podczas tego biegu rozstrzygnięty został konkurs Grand Prix Płocka w biegach ulicznych i przełajowych. Wszyscy czekaliśmy na to z wytęsknieniem. Oto najszybsi biegacze w roku 2018: Przemek Obara, Cezary Mysera, Przemek Giżyński, Michał Ruciński, Krzysztof Kujawa i Marcin Stańczak.

Wśród kobiet najszybsze w Grand Prix okazały się: Mariola Sudzińska, Agnieszka Budek, Aneta Turalska, Anna Żuchowska, Żaneta Cybulska i Agnieszka Pachniewska.

Ponieważ w Grand Prix mogli startować także zawodnicy spoza Płocka, dlatego osobno oceniano też biegaczy  z Płocka w kategorii Płocczanie. Oto oni: Przemek Obara, Przemek Giżyński, Michał Ruciński, Krzysztof Kujawa, Piotr Kreft i Piotr Malinowski.

A oto i One, te najszybsze plocczanki: Agnieszka Budek, Żaneta Cybulska, Agnieszka Pachniewska, Karolina Giżyńska, Monika Jaroszewska i Monika Brulińska.

Drużynowo wygrał TKKF, zaraz za nim Biegaj z Dymkiem i Więckowski Team. Brawa dla Was! 👏👏👏

W kategoriach wiekowych zawodnicy byli nagradzani finansowo. Za I miejsce – 1500 zł, II – 1000 zł, III – 500 zł, IV – 300 zł, V – 300 zł. Muszę przyznać, że organizatorzy postarali się o wspaniałe nagrody. Dla niektórych jest to bardzo motywujące, a dla innych sposób na życie.  Szczegółowe wyniki znajdziecie na stronie MOSiR Płock.

Jestem kobietą i matką i apeluję do takich jak ja: zapracowanych, Matek Polek, kobiet w każdym wieku – zróbcie coś dla siebie, pomyślcie o sobie, zaszalejcie i zacznijcie się ruszać! To może być każdy rodzaj ruchu np. Bieganie, pływanie, Nordic Walking. Przecież nie chodzi o to żeby być najlepszym, tylko żeby wygrać ze swoimi złymi nawykami. Zobaczycie, że odzyskacie wolność i niezależność, poczujecie jej smak i już nie będzie odwrotu. A Pani Krysia!? Pani Krysia królowała na stadionach nie od dzisiaj … 😜

Pani Krysia jest już na emeryturze, ale nadal pracuje jako pielęgniarka w Sierpcu i bawi się w bieganie. Można? Można! To kto rusza do zabawy w przyszłym roku?

Monia

Dziękuje za udostępnienie zdjęć: Paweł Krupa, Andrzej Ziółek, Michał Zieliński, Jerzy Stankowski.

Bo WOLNOŚĆ to nie CEL lecz SZANSA – 1. Płocki Bieg Niepodległości

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


2 thoughts on “Bo WOLNOŚĆ to nie CEL lecz SZANSA – 1. Płocki Bieg Niepodległości

  1. Jak zwykle świetna relacja tu jest wszystko historia , marzenia,wysiłek,rywalizacja, walka z samym sobą,motywacja,interesujące fakty i statystyki, nawet nauka.
    Artykuł usiany jest emocjami, jak się to czyta to odrazu człowiek czuję to wszystko co przeżywałaś,wszystko co napisałaś podszyte jest ogromną pasją.
    Gratuluję super się to czyta

  2. Dziękuję! Pisze sercem a przeszłość wraca. Poza tymi okularami było jeszcze sporo innych niedoskonałości, ale już nie będę się tak obnażała bo wszystkie je zamieniłam na atuty i niech tak zostanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *