Tak się składa, że Mistrzostwa Polski w Lekkiej Atletyce Masters wystartowały na drugi dzień, kiedy dowiedzieliśmy się, że Pani Ireny nie ma już wśród nas. Przez całe życie była, jest i będzie moją idolką. Kimś, kim zawsze chciałam być -sportowcem, sprinterką, działaczka PKOlu, silną kobietą, matką i żoną. Mój start w tych Mistrzostwach zadedykowałam właśnie Jej. Ja już nie dokonam tego  co Ona, ale tę drugą cześć życia chcę poświęcić dla sporu i  biegania.

Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że musiałam zweryfikować swoje plany startowe oraz zawodowe. Kiedy 7 latek łamie rękę, nie może sprawnie wykonywać wielu czynności, nie może tak aktywnie jak dotychczas żyć, jeździć na rowerze. Żywe i ruchliwe dziecko bardzo to odczuje. Do tego przyplątała się jakaś wirusówka, która totalnie wyłączyła nas z życia. Moje plany związane ze startem w MTB Lotto Poland Bike Marathon w Płocku musiałam odłożyć więc na przyszłość. Szkoda wielka, bo zawody na miejscu, w pięknych okolicznościach przyrody i najlepszej trasie ”ever”. Do mojego docelowego startu w tym sezonie, pozostało wtedy 2 tygodnie. Najważniejsze było wrócić do zdrowia, tak aby pozwoliło ono na udział w bardzo ważnych dla mnie zawodach, bo Mistrzostwach Polski Masters. To już nie byle co. Żaden bieg uliczny nie da Ci tyle satysfakcji i przyjemności co te zawody lekkoatletyczne. Tutaj na medal trzeba naprawdę ciężko zapracować. Nagradzane są tylko trzy pierwsze osoby w każdej kategorii wiekowej. Nigdy nie byłam kolekcjonerką medali, raczej kolekcjonerką lepszych czasów. Ludzie tu przyjeżdżający uprawiają sporty z pasji i miłości dożywotniej, a nie z pobudek materialnych. Prestiż daje zdobyty medal, zajęte miejsce, dobry czas lub po prostu odwaga startu. W tych letnich, trwających 2 dni Mistrzostwach Polski Masters zapisała się i przyjechała do Torunia rekordowa liczba zawodników. Mistrzostwa  odbyły się na stadionie miejskim im. Grzegorza Duneckiego w Toruniu, a nie jak wiosenne i zimowe na hali. Wtedy właśnie następuje weryfikacja, ponieważ warunki zwykle są dalekie od idealnych. Tak było i tym razem. Pierwszego dnia Mistrzostw w sobotę wiał bardzo silny wiatr, co zdecydowanie nie pomagało zawodnikom. Z Płocka w tych Mistrzostwach Polski wystartowała silna grupa zawodników TKKF w składzie: Przemysław Giżyński, Edmund Sowiński, Karolina Giżyńska, Paweł Stawski oraz moja skromna osoba.

Ja do tych Mistrzostw zaczęłam przygotowania już w zeszłym roku, kiedy to moją wagę i zły sposób odżywiania zweryfokowały wyniki. Brzuch, który został po ciążach, teraz zaczął mi przeszkadzać podczas startów z bloków przy sprincie. Złe nawyki żywieniowe wyniesione z domu pokazały, że zupełnie nie dbam o to co jem, kiedy i jak. Przede wszystkim piłam za mało wody. Sportowiec, taki jak ja powinien dziennie wypijać min 2 litry wody niegazowanej, a ja może pół litra wypijałam. Na dodatek szybkie życie, praca, dom, dzieci i zapominałam o sobie, o jedzeniu. Wyjeżdżałam do pracy na cały dzień bez żadnego jedzenia, a kiedy wracałam po południu nie mogłam się najeść. Postanowiłam wtedy to zmienić i poszłam po rozum do głowy. Poprosiłam dietetyka o rozpisanie mi diety pod kątem mojego życia, wieku i treningów. Zmiany zachodziły bardzo wolno. Najpierw musiałam nauczyć się robić zakupy a dopiero na końcu przygotowywać  posiłki. Nadal jeszcze szwankuje ten sposób odżywiania, ale teraz już zabieram ze sobą jedzenie do pracy, wypijam min 2 l wody, nie jem chleba na kolacje, jem więcej białka. Zauważyłam z czasem, że mam więcej siły, pomimo, ze jadłam mniej a częściej, No i schudłam. Dalsze postępy mam zapewnione u naszego mobilnego dietetyka z TKKF – Karoliny Giżyńskiej. Trenowałam przy okazji treningów do triathlonu: rower mtb, biegi OCR, basen.  Trening siłowy zawsze procentuje. Postanowiłam zapisać się na trzy dystanse 100 m, 400 m i 800 m. Ponieważ okazało się, że bieg na 800 m jest w niedziele, a ja nie mogłam zostać do niedzieli, zdecydowałam przepisać się na 1500 m. Szkoda, bo kiedyś biegałam właśnie 800 m i chciałam się sprawdzić, ale będzie jeszcze okazja. Przyjechałam razem z dziećmi, bo kto będzie dla mnie lepszym kibicem jak nie one.

Było wielu zawodników z rodzinami, więc dzieci nie nudziły się. W trakcie moich biegów kibicowały mi, a w przerwach ćwiczyły skok w dal. 😎

Bardzo zależało mi aby poprawić czas na 100 m z zeszłego roku i udało się, choć nie był to mój rekord życiowy. W tych warunkach pogodowych – siła wiatru 2,5 – było to raczej niemożliwe. Startowały same sławy sprintu: Asia Balcerzak, Gosia Adryjańczyk, Ania Orzeł.

Czas poprawiony aż o 2 s na 14:93, choć mój rekord z Szybkiej Trójki, przy idealnych warunkach to 14:21 s. Dało mi to 4 miejsce w mojej kategorii wiekowej K40. Jestem bardzo zadowolona i wiem, że ten wynik mogę jeszcze poprawic, czuje to. Robię postępy i oby zdrowie dalej na to pozwoliło.

Godzina odpoczynku i kolejny bieg, tym razem na 1500 m. Tutaj nie robiłam sobie dużych nadziei, ponieważ konkurencję miałam bardzo mocną: dziewczyny z JKLA Jawor, SKB Stalowa Wola, Krysia Pieczulis, Dorota Pawłowska. Wszystkie startowałyśmy razem, niezależnie od wieku. Dobre dziewczyny z klubów wystartowały bardzo szybko i nadały tempo.

Ja musiałam trzymać się moich założeń, aby nie wystartować za szybko i potem utrzymać takie tempo, aby wystarczyło baterii. Średnie tempo udało mi się utrzymać w granicach 4.21 min/km. Wbiegłam na metę 11 open z czasem 6:31:18, co dało mi znowu 4 miejsce w kategorii wiekowej K40. ☺ I to uczucie kiedy biegniesz, a twoje dzieci stoją na trybunach i krzyczą Mamo! Mamo! Mamo! 😍😘 Do dziś dźwięczy mi w uszach. Po tym biegu od razu solidnie się trzeba było rozciągnąć, żeby mięśnie nie dostały szoku, kontuzji i skurczów. Były bardzo zbite.

Na koniec odbył się bieg na 400 m, a w nim 3 serie w zależności od kategorii wiekowej. Start z bloku startowego i dystans – jedno okrążenie na stadionie. Ten właśnie start, jako koronny dystans Ireny Szewińskiej zadedykowałam własnie Jej.

Znowu obok mnie zawodniczki z wielkimi osiągnięciami na swoim koncie: mistrzynie i wicemistrzynie, sprinterki z całej Polski. Byłam już  trochę zmęczona, ale dobrze rozgrzana aby pobiec na wysokim poziomie.

To był najtrudniejszy dla mnie bieg. Trudność jego polegała na tym, że najpierw biegnąc na 6 torze kompletnie nie widziałam rywalek. Byłam gdzieś z przodu i musiałam tak rozłożyć siły aby nie spalić się za bardzo na początku.  To bardzo trudne dla takiego amatora jak ja. Zaraz po łuku nastąpiło zrównanie zawodniczek oraz zderzenie z bardzo silnym wiatrem, który wręcz zatykał i spowalniał. Te silniejsze i szybsze nie dały się wiatru i pomknęły. Ja biegłam cały czas na czwartej pozycji. Dopiero po kolejnym łuku, a na następnej prostej tuż przed metą udało się skończyć na trzeciej pozycji. Chyba pomogła mi moja idolka. Serce waliło mi nawet w głowie, a nogi były jak z ołowiu. Średnie tempo 3,07 min/km było dla mnie aż niedowierzające. Czas 1:15:43 można uznać za oficjalny mój rekord na tym dystansie. Wygrała oczywiście wspaniała Gosia Adryjańczyk, zaraz za nią na metę wbiegła Iwona Zglińska. Gazele!!! 😀

 

W tym samym czasie na stadionie odbywały się tez inne konkurencje lekkoatletyczne: skok w dal, rzut dyskiem, skok w zwyż, bieg ppł. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Przyznam szczerze, że chodzi mi po głowie kiedyś skok w dal oraz pięciobój. Skok w dal jest bardzo po drodze z moim bieganiem na 100, 400, 800 m więc kto wie…

Przemek Giżyński wystartował pierwszego dnia w biegu na 10000 m i wywalczył tytuł Wicemistrza Polski. To utytułowany zawodnik, więc nikogo nie dziwi fakt.

Cieszy bardzo ten medal zwłaszcza, że Przemek wraca do szybkiego biegania po kontuzji, a warunki pogodowe, zdecydowanie nie ułatwiały zawodnikom. Drugiego dnia zawodów Przemek powalczył na dystansie 5000 m. Znakomicie mu poszło, bo wywalczył brąz w swojej kategorii M35. Z czasem 17:04:54 zameldował się na mecie toruńskiego stadionu.

Czarnym koniem tych Mistrzostw okazał się Edmund Sowiński, który wystartował w kilku konkurencjach: 10000m, 400m, 800 m, 1500 m i 5000 m. Wszystko w dwa dni. Gigant! Edmund już pierwszego dnia zdobył trzy krążki: dwa złote i jeden srebrny.

Drugiego dnia dorzucił jeszcze brąz na 800 m i złoto na 5000m. Brawo Mistrzu!!!

 

Jak tak patrzę na Edmunda, to chciałabym chociaż dożyć tylu lat, a co dopiero jeszcze ścigać się w tym wieku i mieć taką formę. Dzięki aktywnemu trybowi życia Edmund wyglada na dużo młodszego niż jest, pozazdrościć.

Karolina Giżyńska, sława szybkiego, płockiego biegania przyzwyczaiła siebie i nas do wygrywania. Kiedy Karolina startuje zawsze jest nadzieja na medal. Karolina jest bardzo mocną i ambitną zawodniczką, co pokazuje wielokrotnie podczas zawodów. Ja nie mam z nią żadnych szans. Karolina wystartowała na 5000 m i walczyła bardzo dzielnie z trudnymi zawodniczkami: Dorotą Pawłowską, zawodniczkami z JKLA Jawor. Z czasem 22:00:89 wbiegła na metę jako 4 zawodniczka w swojej kategorii wiekowej K35. Brawo! Brawo! Brawo!

Karolina teraz robi karierę jako mobilny trener i dietetyk i życzę jej samych sukcesów na tej drodze. Ma wiedzę i doświadczenie, które może wiele nas nauczyć.

Szkoda, że Paweł Stawski jednak nie dojechał. Złośliwość rzeczy martwych. Paweł! Pokażesz co potrafisz następnym razem, na pewno byłeś doskonale przygotowany. 😊

Jestem teraz w trakcie czytania książki pt. „4 pustynie- biegnij i znajdź swoją drogę”. Historia 4 Polaków, 4 pustynie i 1 śmierć, którzy wystartowali w najcięższym na świecie biegu -przez 4 pustynie. Książka nie tylko o sporcie,triathlonie i bieganiu, ale przede wszystkim o bólu,  cierpieniu, przekraczaniu własnej strefy komfortu, zmianach i przyjaźni. „O tym dokąd dotrzesz w życiu, decyduje nie tyle to, gdzie zaczniesz, ile czy zaczniesz”. Ja zaczęłam wszystko od nowa w wieku 38 lat, ty też możesz …

Napisz co Ty zacząłeś i czy było warto.

 

Monia

Być jak Irena Szewińska – 28 Mistrzostwa Polski Masters w Lekkiej Atletyce

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


4 thoughts on “Być jak Irena Szewińska – 28 Mistrzostwa Polski Masters w Lekkiej Atletyce

  1. Monia, super relacja. Małe jednak sprostowanie 🙂 Obecnie realizuje się zawodowo jako terapeuta dzieci z autyzmem. Trenowanie innych i dietetyka to wielka moja pasja i zawsze chętnie służę radą i pomocą! Gratuluję medalu i życzę dalszych sukcesów i wiele radości z biegania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *