Kim jesteśmy? My wszyscy trenujący, startujący w zawodach, wygrywający, schodzący z trasy, wbiegający ostatni na metę, młodzi, Masters, walczący z kontuzjami, wierzący w to co robimy, ścigający się bardziej lub mniej, pracujący dodatkowo gdzieś…

Wikipedia wyraźnie podaje definicję: „Sportowiec – osoba uprawiająca pewną dyscyplinę sportową. Sportowcem jest zarówno osoba uprawiająca sport zawodowo, jak i amatorsko, a jej trening opiera się zazwyczaj na odpowiednio przygotowanym planie treningowym. Sport ten może wymagać wysiłku fizycznego i zręczności (np. piłka nożna), ale również może ograniczać się do zaangażowania umysłu (szachy).

Przyznam, że nie planowałam w tym sezonie dłuższych biegów ulicznych. Przygotowania trwały pod sprint i 1/8 IM w triathlonie. Kiedy dowiedziałam się o GP Płocka postanowiłam spróbować. Fajna inicjatywa ze strony miasta, ponieważ pozwala zatrzymać zawodników w ich własnym mieście. Warunkiem klasyfikacji jest udział w minimum 7 z 8 biegów w Płocku. Na liście tych biegów znalazł się również Bieg Obrońców Płocka 1920 organizowany przez No Age Limit. Środek lata, szczyt sezonu i wysokie temperatury powietrza nie wystraszyły sportowców. Na starcie można było spotkać większość czołowych płockich biegaczy oraz gości z Ukrainy, Ciechanowa, Żychlina, Gąbina, Sierpca czy Włocławka. Wystartowała rekordowa liczba zawodników, bo ponad 230. Zdecydowanie bieg ten zyskał dzięki wpisaniu go na listę GP Płocka. Nikt nie zmusiłby mnie biegać w takich warunkach pogodowych, gdyby nie GP. ☺ Żar lał się z nieba całe lato, a tego dnia było wyjątkowo gorąco i duszno. Tuż przed startem około godziny 17, słońce schowało się i wszyscy chcieliśmy aby już tak zostało, ale ono miało swoje plany… dopiec nam!  😎 Pomimo godzin popołudniowych mocno dało się wszystkim we znaki. Bieg został zorganizowany ku pamięci żołnierzy poległych w obronie Płocka w roku 1920. Sportowcy pobiegli 10 km tymi ulicami miasta, którymi wtedy toczyły się walki. Start z ulicy Tumskiej prowadził dalej brukowanymi ulicami: Pl Narutowicza, Grodzka, Jerozolimska, Staromiejska, Bielska, Zuńska, Okrzei, Kazimierza Wielkiego, aleja spacerowa wzdłuż K. Wielkiego, Skarpa, Kościuszki, Pl. Dąbrowskiego. Przy Wieży Ciśnień była zawrotka na kolejne 5 km.

Trasa może nie była strasznie trudna, bo żadnych podbiegów, ale raczej nie na życiówkę ze względu na liczne zakręty, które mocno wyhamowywały oraz wysokie chodniki. Mnóstwo ludzi ścinało zakręty, biegło na skróty tam gdzie się dało. Przy kinie Przedwiośnie był START i META. Całą imprezę prowadził Michał Kublik z radiomixx.plBardzo mi się podobało ponieważ nie tylko mówił on sam, ale dawał też możliwość wypowiedzenia się innym. Zapraszał do mikrofonu zawodników i przeprowadzał z nimi rozmowę.

Ja nie spodziewałam się po sobie super wyniku, ponieważ od dwóch lat nie trenowałam do tego dystansu. Ostatni miesiąc rzeczywiście się przyłożyłam, ale na efekty trzeba jeszcze poczekać. Trenowałam praktycznie codziennie i chciałam choć trochę zbliżyć się do mojego rekordu sprzed dwóch lat. Jak wiecie trudno pogodzić bycie mamą, pracownikiem i sportowcem. Hmmm… No właśnie…sportowcem…Czy ja właściwie nim jestem? Czy mogę siebie tak nazywać?

Trenowalam kiedy się dało: tydzień wstawałam rano i biegałam o 7, kolejny tydzień popołudniami, trochę w górach i wieczorami zabierając ze sobą dzieci. Ostatni trening wykonałam w czwartek po godzinie 20 z gromadką dzieci. W końcu na tym najbardziej mi zależy: promować lekkoatletykę wśród najmłodszych. Kiedy postanowiłam, że wezmę udział w Grand Prix Płocka poszłam po poradę do człowieka, trenera LA, do którego chodziłam cały sezon zimowy na zajęcia motoryczne – Przemka Stelmaszewskiego . Przygotuj mnie, proszę! Nie licz na cuda – powiedział. Masz potencjał na 800 m, a nie na długie dystanse. Przemek podszedł do zadania bardzo ambitnie, co ucieszyło mnie. Częste i trudne treningi przypadły akurat na okres urlopu, wakacji i upałów. Stawiałam się, płakałam, prosiłam o mniej, pytałam jak żyć?! Ale nie zmiękł ani trochę, wręcz przeciwnie pokazał mi, że mogę. Jestem mu wdzięczna bardzo, ponieważ jego wiedza i znajomość zasad treningowych pozwoliły mi osiągnąć na tym biegu całkiem przyzwoity czas.

Plan minimum został osiągnięty. Gdyby nie te treningi, mój czas byłby dużo gorszy – jestem pewna!  Oczywiście znam swoje możliwości, świadomie zrezygnowałam z biegania dłuższych dystansów ponieważ kolano mocno dawało się we znaki i nie widziałam progresu. Sprint był w zasięgu moich możliwości, który kochałam od lat. Wiem, że nie będzie ze mnie długodystansowca, ale dalsze treningi pozwolą mi osiągnąć godny czas w kolejnych startach.  Nie będę również ukrywać, że udziałem w GP, kończę etap długich biegów. Od listopada moim celem będą Mistrzostwa Świata Masters, które odbędą się pod koniec marca 2019 w Toruniu. Jaki dystans pobiegnę to jeszcze  nie zdecydowałam, ale gwarantuje Wam, że powalczę o medal! Na starcie biegu spotkałam same sportowe sławy i aż miło było przy tej okazji porozmawiać, wymienić poglądy i zapytać o dalsze plany. Przyszło też sporo kibiców, również biegaczy, bez których dopingu trudno się biegnie. Bardzo dziękuje za wszelki doping, słyszałam, ale uwierzcie, że nie miałam czasem siły zareagować. Odbyl się również bieg dla dzieci, który poprowadził Przemek Giżyński. Tym razem bez moich dzieci.

Każdy zawodnik ukończył bieg w zdrowiu, a to jak wiecie jest priorytetem.  Pogoda była jedynym złem, które nam towarzyszyło bo skatowała najlepszych. Ludzie wbiegali na metę w opłakanym stanie: zmęczeni, sponiewierani, niedowierzając, że ukończyli ten morderczy wyścig z temperaturą. Niespodzianką okazał się zwycięzca biegu Michał Makowski – Żołnierz Wojska Polskiego z Ciechanowa, a służący w jednostce pod Przasnyszem.

W wywiadzie dla radiomixx.pl stwierdził, że liczył na szybszy bieg. Kiedy okazało się, że inni zawodnicy mają wolniejsze tempo, postanowił narzucić swoje i zyskał tym taką przewagę, że Artur Kamiński walczył już tylko o drugą pozycję z Przemkiem Obara.

Wśród kobiet królowała Tetjana Wernygor z Ukrainy, którą goniła Mariola Sudzińska z Olsztyna i Agnieszka Budek.

Podium wśród kobiet rozegrało się pomiędzy tymi trzema zawodniczkami. Czy one też są sportowcami? Czy mamy prawo tak o sobie mówić?

Brakuje młodych kobiet w kategorii K18, tutaj była tylko jedna i to nie z Płocka. Mężczyzn  jest więcej. Kochani rodzice, to w was nadzieja, że przekażecie swoim córkom dobre wzorce zdrowego stylu życia. Przemek i Karolina właśnie to robią.

Niech dziewczynki nie myślą, że mają tylko „leżeć i pachnieć”, że spocić się to coś złego. 😉 Może kiedyś wyrosną z nich takie oto sportsmenki.

No właśnie…Sportowcy, sportsmenki…czy nimi jesteśmy? To słowo padło dziś tutaj wiele razy.  Kto może być sportowcem? Jaka jest jego definicja? Młody? Masters? Dziecko? Ktoś kto wbiega na metę pierwszy czy ostatni? Kto? A może tylko ktoś kto zawodowo uprawia sport? Kszczot, Lewandowski, Swoboda itd… Czy amator taki jak ty czy ja też? A co z tym kto sobie tylko trenuje, ale z nikim się nie ściga? Czy mam prawo nazywać siebie i Was sportowcem? Czy to tylko zabawa w sport i nie ma nic wspólnego z byciem sportowcem…A co z tymi co trenują więcej niż ja i mają lepsze wyniki? Może tylko oni są sportowcami? A może nikt z nas? Czy zabawa w sport może wykształcić sportowca? Czy tylko sportową postawę? Czy w wieku 35+ już wszystko stracone?  Są ludzie, którzy uważają, że sportowcem jest tylko zawodowiec do 35 r. ż. A Wy jak myślicie? Napiszcie w komentarzu swoje opinie.

Monia

Czy jesteśmy sportowcami?

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


2 thoughts on “Czy jesteśmy sportowcami?

  1. Tak. Uwazam sie za sportowca,to co ze amator.
    3,5 roku wazylem prawie 100kg i bylem typowym kanapowcem wchodzenie na 3pietro zaczynalo sprawiac mi problem.
    Powiedzialem dosc i wzialem sie za bieganie.
    Przez 3,5 roku tysiace km ,setki litrow potu po co???
    Po to zeby sobie cos udowodnic i przekroczyc granice swojego organizmu.Jesli mial bym podjac ta decyzje jeszcze raz ,podjal bym ja bez wachania.
    p.s rewelacyjna relacja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *