20 września odbyły się w Płocku ostatnie zawody z cyklu Garmin Iron Triathlon. Były to dla każdego triathlonisty ważne zawody ponieważ w ramach tej imprezy odbyło się: Podsumowanie sezonu GIT, Mistrzostwa Mazowsza, Mistrzostwa Płocka, Mistrzostwa Polski na dystansie średnim (1/2IM). Wystartowało prawie 800 zawodników na 3 różnch dystansach: sprint, 1/4 i 1/2 IM. W tym roku było tych zawodów tak mało, że każdy był spragniony startu. Nawet ci, którzy nie planowali startować, zapisywali się w ostatniej chwili. Ja mój start w Płocku planowałam juz od zeszłego roku. Od kiedy uprawiam triathlon, startuję na własnym podwórku. Muszę przyznać, że los był łaskawy dla nas, bo po przełożeniu tej imprezy z czerwca na 20 września różnie mogło być nie tylko z pogodą, ale także z sytuacją epidemiologiczną. W tym roku Płock reprezentowała bardzo liczna grupa triathlonistówz PTT Delta. Organizacja liczy ponad 65 członków w tym jest sekcja lekkoatletyczna i rolkowa. PTT Delta istnieje już od 1994 roku i nadal się rozwija. Obecnym prezesem klubu jest teraz Waldemar Gieres – trener lekkiej atletyki, nauczyciel wychowania fizycznego i triathlonista.

Organizacja rośnie w siłę i nadal się rozwija. Poza wieloletnimi członkami, wzbogaciła się w tym roku o nowych, młodych członków w tym także kobiety. Nie mogliśmy się wszyscy już doczekać tych zawodów. Niektórzy trenowali cały rok, pod ten jeden konkretny start. Oczywiście sam start to tylko dopełnienie tego co tak naprawde najbardziej lubimy czyli trenowanie. Cieszy mnie fakt, że dołaczyłam do tej grupy, ponieważ sport ten łaczy trzy różne dyscypliny sportu: pływanie, kolarstwo, bieganie. Dzieki możliwości startowania w sztafetach udział w triathlonie może wziąć każdy kto tylko biega, tylko pływa lub tylko jeździ na rowerze. I tak naprawdę od tego się wszystko zaczyna.

Niedzielę 20 września 2020 r przywitała Płock piękna pogoda. Bardzo szybko wyszło słońce, z którego wszyscy ucieszyliśmy się. Niektórzy nawet mówią, że drugiej fali na 1/4 IM, sztafetom i finiszerom 1/2 IM przygrzewało zbyt mocno. Zalew Sobótka nie zdążył jeszcze na dobre wystygnąć po letnich upałach. Wszystkie glony zostały wykoszone i wygrabione na tyle, że nadawał się do pływania. Od  wczesnych godzin rannych tętnił życiem ponieważ start dystansu 1/2IM zaplanowano już na godz. 8:30.

Klimat i atmosferę zawodów można było już poczuć dnia poprzedniego, kiedy to część zawodników wprowadzała rowery do strefy zmian w tym ja. Skoro mam zawody na miejscu to chociaż raz chcę mieć rano spokój, bez nerwówki. W poniedziałek i środę wykonałam jeszcze dwa ostatnie treningi open water na Sobótce z PTT Delta. Nie pływałam w tym sezonie tutaj wcale, więc w końcu trzeba było się przepłynąć. Przyznam, że miałam ambitne plany co do swojego startu: Zależało mi bardzo żeby poprawić wynik sprzed roku na tej trasie. Wiedziałam, że jestem całkiem dobrze przygotowana, wybiegana i wyjeżdżona więc to była tylko kwestia dyspozycji dnia i tego nieszczęsnego pływania, które psuje mi wszystko. Od czerwca, kiedy aktywowałam „Damskie Szosy” zrobiłam około 1000 km, potem tygodniowy trening w Bieszczadach to kolejne 200 km. W niedzielę rano czułam się wyjątkowo dobrze, pewna siebie, rozluźniona i przygotowana na ogień! Start dystansu 1/8 IM zaplanowano na 9:15. Z tego powodu, że na trasie pływackiej byli już zawodnicy z 1/2 IM nie moglismy zrobić dobrej rozgrzewki. Pozwolono nam jedynie zamoczyć się z boku ale bez rozpływania. Dobre i to. Woda jak na tę porę roku była wyjątkowo ciepła. I ruszyliśmy!

Roling Start to świetna sprawa, bo dzięki temu wchodzimy do wody falami i każdy ma mierzony czas od momentu przekroczenia belki pomiarowej. Przyznam, że wbiegłam dość szybko bo czułam się na swoim akwenie nieco pewniej. Od razu przeszłam do kraula. Niestety ci z tyłu byli szybsi i doganiali mnie. Musiałam lekko przesunąc się, żeby na mnie nie napłynęli. Woda była dość niespokojna i falowała. Bardzo dużo ludzi płynęło na raz i zrobiły się lekkie fale. Oczywiście co? Zachłysnęłam się! 😀  To mnie troszke wystraszyło i spowodowało, że musiałam przejśc do żabki. Zanim się uspokoiłam trochę straciłam czasu. Potem było mi trudno zdecydować się znowu na kraul. No ale przecież nie będziesz wszystkiego płynęła żabką „gupia”-pomyślałam. Dawaj po 2 minutach znowu kraul. No i jakoś już poszło. Do końca potem wszystko już przepłynęłam kraulem. Czas niezbyt zadowalający, ale dla mnie ściganie zaczyna sie po wyjściu z wody.

Strefa T0 poszła mi całkiem sprawnie a słynny podbieg po schodach Wzgórzem Tumskim bez jakichkolwiek męk. No jest on ciężki, jak każdy podbieg po schodach, ale pokonałam go bez zatrzymywania się czy marszobiegu. Może troszkę wolniej niż PROsi, 😉 ale kiedy dobiegłam do strefy zmian T1 nie miałam większej zadyszki. Bardzo szybka i sprawna zmiana obuwia i po 8 minutach byłam już na trasie rowerowej. Muszę nadrobić te minuty stracone na pływaniu. Wiem, że jestem w stanie. Strefa zmian T1 poszła mi wyjątkowo sprawnie, ponieważ troszkę inaczej przygotowałam sobie kask i okulary. Zwykle wszystko wisiało na kierownicy. Teraz kask leżał na lemondce odpiety i już przygotowany do założenia a w nim okulary na rower również przygotowane, żeby tylko w nie wskoczyć. Podpatrzyłam to u innych i zadziałałao. Wszystko poszło sprawnie. Najwięcej czasu oczywiście zajmują buty rowerowe, ale chyba w tym wieku nie jestem już w stanie uczyc się wskakiwać na rower i wpięte w niego buty. Wybieram wariant z butami kolarskimi nie triathlonowymi. Kiedy znalazłam się na trasie rowerowej wiedziałam, że tutaj muszę dać z siebie wszystko. Mam przecież tę trasę opanowaną do perfekcji. Często na niej trenuję, wiem gdzie są jakie zakręty, podjazy, zjazdy i w którym miejscu zahamować a gdzie już wcześniej przerzucić przeżutkę. Słowem odpaliłam rakietę. Starałam się cały czas nie schodzić poniżej 30 km/h, poza podjazdami gdzie wiadomo, że nie dało się. Wyprzedzałam wszystkich, którzy wyszli tuż przede mną z wody. Jechało mi się bardzo lekko i przyjemnie. Wiatru nie było prawie wcale więc to było cudowne. Wiedziałam że zrobię rekord tej rasy i udało się. Pokonałam ją w 45min. Ale plany mam ambitniejsze: w przyszłym roku pokonam ją w 40 min! Na trasie cały czas mijaliśmy się zamiennie z kolegą z Ciechanowa, którego to poznałam w Ślesinie. O! Rakieta! Znowu się spotykamy i mijamy! Krzyczał Paweł. Przyznam, że to jego wyprzedzanie mnie jeszcze bardziej motywowało. Ostatecznie okazał się troszkę lepszy ode mne. Strefa zmian T2 troszkę dłuższa ze względu na powieszenie roweru, zmiana butów, zjęcie kasku i okularów. Miałam problem z zawieszeniem roweru bo było ciasno. Do ręki zabrałam buff, cole i wybiegłam po 2 minutach na trasę biegową. Ubierałam sie biegnąc, piłam biegnąc. Buty startowe Nike Air Zoom Streak 7, które kupiłam niedawno sprawdziły się wyśmienicie. Miałam male obawy co do nich, bo dopiero co przyszły i nie miałam szansy ich przetestować, ale kolega doradził, że 5km to żaden dystans i nic nie powinno się przytrafić. Tak też było. Biegło mi się w nich jak w skarpetach: miękko, lekko i szybko. Byłam zachwycona. Grzałam jak oszalała. Nogi same niosły. Na trasie stało też mnóstwo znajomych: Sławek Wilkoński, Adam Kaźmierczyk, Maciek Salmonowicz i inni których doping mega mi pomagał. To jest to czego ja najbardziej potrzebuje: doping!!! Trasę 5,12 km pokonałam w 25 minut. Wbiegłam na metę i padłam.

 

Wiedziałam, że dałam z siebie wszystko. Tuż przed metą z emocji i ze zmeczenia prawie płakałam. Za metą nie mogłam się podnieść. Nogi były jak z waty i odmówiły kompletnie posluszeństwa. Słaniałam się i trzymalam barierek żeby nie utrudniać ruchu. Czasem krótki dystans zrobiony na maxa, jest cięższym wyrzeczeniem dla organizmu niż dłuższy a zrobiony wolniej. Rzeczywiście tak było. Miałam wrażenie, że jestem bardziej zmęczona niż po 1/4 IM w Malborku. Byłam jednak szczęśliwa bo wiedziałam, że dałam z siebie wszystko. Czas, który zobaczyłam w wynikach był mega – 1:33:46. Nawet nie śniłam o takim czasie. Chciałam urwać ze 2 minuty w stosunku do zeszłego roku, ale 5 minut to już kosmos!

Razem ze mną na dystansie 1/8 IM startowali z Delty: Jacek Kozłowski, Darek Tymiński, Bohdan Pociej, Korona Sylwia, Jakub Misztela, Waldek Gieres. Jestem pod wielkim wrażeniem zawodników z PTT Delta, ponieważ większość z  nich stanęła na podium.

Reprezentują naprawdę wysoki poziom sportu. Bohdam Pociej wygrał w swojej kategorii wiekowej, Waldek Gieres był drugi, młodziutki zaledwie 15 letni zawodnik Jakub Misztela wygrał swoją kategorię wiekową.  a debiutująca w triathlonie Sylwia Korona z klanu Misztela była druga w swojej kategorii.

Większość są to doświadczeni już zawodnicy, ale chciałabym w tym miejscu zatrzymać się na osobie młodziutkiego Kuby Misztela. Chłopak ma dopiero 15 lat, a pływa jak ryba. Miał 5 czas po wyjściu z wody, dość trudną trasę rowerową z kilkoma ciężkimi podjazdami pokonał w 40 minut a 5 km biegł przez 20 minut. Jestem pod wrażeniem tego chłopaka i jak tak dalej pójdzie, jeśli oczywiście tylko będzie chciał to wywróci świat triathlonu do góry nogami.

Jacek Kozłowski po swoim starcie zabrał Gośce aparta i poszedł przeżywać kolejne emocje, tym razem jako fotograf. 🙂 Dzięki temu mamy te piękne zdjęcia jako pamiątkę.

Na dystansie 1/4 IM z sukcesami wystartowali: Agnieszka Burżacka-Tyc, Marcin Celmer, Tomasz Misztela, Tomek Górecki, Grzegorz Augustyniak, Adam Budziło, Wojtek Woźniak, Irek Bedyk. Delta stanowi jedną wielką rodzinę. To tutaj zawiązują się przyjaźnie na całe życie. Poniżej Irek Bedyk i Tomasz Misztela wbiegający razem na metę! I pośród tego mnóstwa medali to jest najważniejsze!

Agnieszka wywalczyła 1 miejsce kategorii wiekowej. I choć jak mówiła nie jest w najwyższej dyspozycji to jednak wyniki mówią same za siebie. Brawo Aga!

Marcin Celmer, którego to był dopiero trzeci sezon triathlonowy, uzyskał tytuł Mistrza Płocka. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona dyspozycją Marcina. Od kiedy pojawił się wśród triathlonistów wiadomo było, że ambitnie podejdzie do treningów. Marcin przeszedł ogromną metamorfozę w tym czasie: nie tylko fizyczną bo schudł, ale także mentalną. Oby zdrowie dopisywało bo chęci są.

Tytuł Mistrzyni Płocka wywalczyła Marta Motylewska, która nie należy do Delty, ale godnie reprezentiowała płockie kobiety na tych zawodach. Jakby tego było mało to Marta była 3 kobietą open na mecie. Porównałam czasy Marty i dwóch pierwszysch zawodniczek i powiem Wam – Kapelusze z głów! Dwie pierwsze zawodniczki ścigały się na rowerach czasowych, a Marta na zwykłym szosowym. To jest wyczyn i wartsztat w nogach. Gratuluję Marcie i cieszę się, że czasem mogę z nią jeździć na „Damskich Szosach”.

Byli też tacy odważni, którzy wystartowali na dystansie 1/2 IM: Andrzej Piętka i  Zdzisław Lenart. Na tym dystansie odbywały się tego dnia Mistrzostwa Polski. Wzięła w nich udział cała czołówka zawodników PRO. Walka była zacięta i ostatecznie wygrał Tomasz Brembor.

Nasz płocczanin Łukasz Kalaszczyński tym razem zajął 6 miejsce. Tuż po wbiegnięciu na metę udało mi się nawet natknąć na Łukasza. Był bardzo zmęczony, ale zgodził się zrobić zdjęcie. Zapytany jak się biegło? odpowiedział, że dobrze i szkoda, że tak dobrze mu się nie jechało na rowerze. Łukasz przyzwyczaił nas wszystkich do wygrywania więc wszyscy chcieli żeby teraz też tak było. Tym razem się nie udało, ale taki jest właśnie sport!

Andrzej Piętka pomimo groźnego upadku na rowerze nie zrezygnował tylko przebiegł potem jeszcze półmaraton i zajął 6 miejsce w swojej kategorii wiekowej a Zdzisław Lenart był 3 w swojej kategorii M60.

Świetnie spisała się również sztafeta w składzie: Jarosław Sosnowski, Robert Peciakowski i Tomasz Nowakowski zajmując drugie miejsce wśród sztafet. Brawo chłopaki!!! Jak mówią koledzy prezesi miało być dla fanu, a wyszło jak zwykle… 😉  Pytanie: Co poszło nie tak! 😉 😀  Od początku było wiadomo, że to faworyci. Pokonali nawet sztafetę #dawajkalach Team w składzie Runeat!

Na dystansie 1/4 IM wystartowały aż 4 ekipy sztafet z Płocka i okolic: Szwagry team w składzie: Stępczyński Mariusz, Matacz Jarosław i Zych Marek zajmując 1 miesjce.

Chłopaki odbili sobie zeszłorocznego pecha, kiedy to z powodu pomylenia trasy biegowej zostali zdyskwalifikowani. Należało im się to już w zeszłym roku, ale niestety błędy kosztują. Kolejna sztafeta reprezentowała team Biegaj z Dymkiem w skladzie: Michał Kosowski, Grzegorz Kępiński i Jarosław Bieńkowski. O tej sztafecie coś powiem więcej i mam nadzieję, że będzie ona przykładem dla wielu innych, którzy tylko biegają albo tylko pływają albo tylko jeżdżą na rowerze. Sztafeta powstała w ostatnim tygodniu przed zawodami, a pomysł na nią rownież zrodził się w ostatniej chwili. Biegacz Jarosław Bieńkowski tak bardzo chciał sobie pobiegać w zawodach, że stwierdził, iż w zasadzie czemu by to nie miał być triathlon. Skompletował drużynę i tym sposobem BZD stanęli na linii startu. Najdłużej trwały poszukiwania pływaka, bo jak wiemy z tym nie jest łatwo. Wszystko szczęśliwie się udało, kiedy Jarek przypomniał sobie, że ma szwagra, który świetnie pływa. Michał jest świetnym pływakiem, ale podszedł do zawodów praktycznie bez przygotowania, bo zwyczajnie nie zdążył i był zachwycony swoim czasem na pływaniu: 950 m w 21 minut. Grzegorz, który należy do Płockiego Klubu Kolarskiego doskonale poradził sobie z trudną trasą rowerową w 1:23 godziny a Jarek pobiegł na miarę swoich oczekiwań w 53 min.

Ekipa była bardzo zadowolona, bo każdy włożył tam swoje serducho. Chciałabym, żeby więcej było takich sztafet i ludzi, którzy potrafią bawić się w triathlon. Zwykle od tego właśnie zaczyna się przygoda z tym sportem. Nigdy na nic nie jest za późno. Pływać można nauczyć się w każdym wieku! Też jestem na to żywym dowodem. Była jeszcze sztafeta: Małachowianka team i Gąbin biega. I ja cenię najbardziej takich ludzi. To są zwykle amatorzy, którzy trenuja dla zabawy i godzą to z życiem rodzinnym, zawodowym i prywatnym. Oczywiste jest, że zawodnicy PRO tylko trenują, bo mają sponsorów i w ten sposób zarabiają na życie, ale są tacy, którzy tylko trenują bo nie mają rodziny, czy nie pracują jak niektóre triathlonistki. Osiagaja świetne wyniki, którymi się szczycą. Tylko z czym to godzą? 😉 Jakie jest tutaj poświęcenie poza poświęcaniem całego czasu na trening? NO chyba, że wychodzą z nałogu i zamieniają jeden nałóg na drugi to rozumiem i nawet chylę czoła. Razem z Darią poznałyśmy na zawodach weterynarza z Legionowa. Startował razem z nami na 1/8 IM. Oto co powiedział:”Słuchajcie dziewczyny, ja nigdy nie będę miał tyle czasu co inni. Mam troje dzieci, pracę, która staram się jakoś godzić z pasją. Nie myślę o IM czy innych dystansach bo zwyczajnie nie mam tyle czasu, ale ciesze się z tego co robię. Daję dobry przykład moim dzieciom.” Tylu mądrych ludzi można spotkać na triathlonie, że nawet z tego powodu chce się go uprawiać. Poznałam też cudownych ludzi z Legnicy, którzy tym razem kibicowali swoim kobietom na dystansie sprintu i zapraszali nas koniecznie do Sławy na przyszły rok. Jak zaprosili to jedziemy!

Na dystansie 1/8 IM również wystartowały dwie płockie sztafety. Jedna z nich również kompletowana była w ostatniej chwili. Kolega zapisany na sprint z powodu kontuzji nie mógł wystartować, a ponieważ nikt nie chciał żeby pakiet się zmarnował to postanowiono utworzyc sztafetę. I tym sposobem popłynął Przemek Stelmaszewski, który jest po operacji kolan i w ramach rehabilitacji wolno mu tylko pływać.  Na rowerze pojechał Paweł Krupa, który kiedyś dużo startował w triathlonie a wspomogła ich Marta Kuczmarska z TKKF Płock, która pobiegła 5 km w 22 min! 😮 Wszyscy dobrze się bawili a Marta z pewnością łyknęła bakcyla triathlonowego.

Nie mogę nie wspomnieć o Darii Zawadzkiej, która w tym roku debiutowała w triathlonie. Daria pochodzi z Płocka, a teraz mieszka w Łomiankach. Dziewczyna tak się napaliła na ten triathlon, że machnęła w tym sezonie aż 3 starty z cyklu GIT. Jest wzorem godnym do naśladowania dla wielu kobiet. Jako samodzielna matka pięknie godzi pracę z wychowywaniem dzieci i swoją pasją. Na co dzień Daria jest instruktorką tenisa. W ten weekend przyjechała do Płocka na turniej tenisowy, który odbył się w sobotę i wywalczyła tam 2 miejsce, a na drugi dzień zrobiła jeszcze dystans sprinterski w triathlonie. W klasyfikacji generalnej zajęła 40 miejsce open, 12 wśród kobiet i 2 w K30. I kto powiedział, że się nie da?! Brawo Daria!!!

Planowałam wziąć udział w 4 imprezach z cyklu GIT, aby móc brać udział w klasyfikacji generalnej. Pandemia wszysto popsuła. Wzięłam udział w dwóch oraz imprezie towarzyszącej czyli Castle Malbork Triathlon. W zasadzie do klasyfikacji generalnej liczyły mi sie tylko dwa starty: Ślesin i Płock. To wystarczyło abym została sklasyfikowana na 118 m open, 24 wśród kobiet i 3 w K40. Jestem z siebie naprawdę zadowolona. Może nie są to wyniki jakieś nadzwyczajne, ale mi się podobają. Nadal umiem się tym bawić, cieszę się z udziału w każdych zawodach, zawsze jestem wdzięczna losowi, że ukończyłam cała i zdrowa czego i Wam życzę. Delta Siła!

p.s. bardzo dziękuję za użyczenie zdjęć: Małgorzata Kozłowska, Jacek Kozłowski, Leszek Bukowski.

Delta Siła! – Garmin Iron Triathlon Płock 2020

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *