„Dostajesz w życiu to, o co masz odwagę poprosić” – wiem, bardzo odważna i niepokorna myśl! Jedni powiedzą: zachłanna, inni: inspirująca, jeszcze inni: zbyt bezpośrednia i bezczelna. To tak jak w handlu – jeśli nie powiesz czego i ile chcesz, nie dostaniesz tego. Tym bardziej warta przemyślenia i wcielenia w życie.

Z tą myślą wystartowali, 8 czerwca zawodnicy w XIV Triathlonie o Puchar Prezydenta Miasta Płocka, VII Mistrzostwach Polski Lekarzy w Triathlonie MTB oraz Otwartych Mistrzostwach Płocka Amatorów w Triathlonie. Organizatorem zawodów, jest Płockie Towarzystwo Triathlonu „Delta”.

Mój debiut w tych zawodach odbył się rok temu, na dystansie amatorskim. W tym roku bez namysłu zapisałam się na ten sam dystans. Ponieważ jednak moje plany w ostatnim czasie uległy zmianie, postanowiłam się przepisać na ten dłuższy dystans. Dostałam możliwość reprezentowania mojej firmy, w której pracuję, w zawodach Ironman 5150 Warsaw. Drugi raz taka okazja może się nie zdarzyć, dlatego … mam odwagę…☺. Poza tym jestem lwem i łatwa zdobycz, kompletnie mnie nie interesuje. Lubię wyzwania, zwłaszcza te sportowe.

Mieli odwagę też wszyscy ci, którzy wystartowali na dystansie amatorskim m. in. Justyna, Wojtek, rodzice startujący ze swoimi dziećmi: Antek Buchacz z tatą, Kuba Dylik z tatą, Mateusz Kaźmierczak z tatą, Klimczak Hubert i Mateusz z tatą, Grzegorczyk Julia z tatą, rodzina Kopeć, Mazurek oraz młodzież poniżej 16 r ż.

Miałam okazję przypatrywać się zmaganiom zawodników na dystansie amatorskim i powiem Wam, że były emocje i ciarki. To była piękna, partnerska walka dwóch pokoleń, zarówno w czołówce zawodników jak i pozostałych. Pierwszy z wody wyszedł młody, zaledwie 14-letni Kuba Misztela i on też prowadził przez całą trasę rowerową.

Zamiana nastąpiła w strefie zmian z trasy rowerowej na biegową, gdzie dogoniło go drugie pokolenie w osobie Andrzeja Piętki.

Kuba dzielnie walczył do końca i ostatecznie wbiegł na metę dokładnie minutę po Andrzeju 😱💪. Niesamowite! Brawo młodzież!!! Jesteście przyszłością narodu!

Jak tak dalej pójdzie, a widać, że chłopak ma charakter i talent to za kilka lat będziemy mieli Mistrza światowej klasy.

Na tym dystansie wystartowali również moi znajomi z projektu MOSiR, triathlon 2020: Justyna Szałańska, Marcin Jeżewski i Wojtek Kuliński. Dla Wojtka był to pierwszy w życiu start w triathlonie, Marcin w zeszłym roku zrobił triathlon bez przygotowania, a w tym roku postanowił profesjonalnie się przygotować i zrobił to. Dla Justyny był to już drugi start. Dziewczyna tak się zawzięła, ze idzie jak burza. Miała odwagę… spełnić marzenia i robi to! Dziś zgarnęła wszystkie możliwe nagrody, jakie tylko mogła: 1 miejsce w kategorii wiekowej i 2 wśród płocczanek 👏👏👏. Justyna tak jak ja, jest matką, pracuje i realizuje się. Często siedzi do późna w pracy, ale ma odwagę prosić życie o więcej! Wiem, że Justyna nie chce tego kończyć, chce dalej trenować i brać udział w tym projekcie. Ja też, bo przecież dopiero zaczęłam, więc jest nas już dwie. Obie potrzebujemy profesjonalnych treningów i wsparcia trenera. Jeśli nie dostaniemy go z MOSiR to sobie go same załatwimy inaczej. ☺

Wojtek Kuliński dołączył do naszej grupy stosunkowo niedawno, ale w jego żyłach płynie krew sportowca. Pamiętam go z biegu Arena Challenge, a teraz już wziął się także za Triathlon. Wojtek też miał odwagę wyciągnąć rękę po coś więcej.

Największe emocje wzbudziły we mnie pary triathlonowe: ojciec i syn, ojciec i córka, matka i córka itp.

Kiedy patrzyłam jak razem wychodzą z wody, potem razem biegną do strefy zmian, żeby potem wsiąść na rower i razem do samego końca się motywować, to miałam łzy w oczach.

To taka bezwarunkowa miłość, poświęcenie dla drugiej osoby, walka pokoleń aby nauczyć się … mieć odwagę… Kiedy patrzyłam na te dzieciaki, zaledwie 10 letnie, z jakim zapałem to robią, wpatrzone w swoich rodziców, często pośpieszające ich na trasie, to widziałam tam pasje i wolę walki. Mnie samej marzy się kiedyś wspólny start z synami, ale muszą przyjść i powiedzieć mi, że chcą. Tylko wtedy to będzie miało sens.

Debiutował na tym dystansie także Paweł Stawski. To biegacz, który swoją przygodę ze sportem rozpoczynał od treningów z TKKF, a teraz trenuje z Active Runners. Paweł zachęcony atmosferą w triathlonie, postanowił spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Zrobił to, na co miał odwagę się zdecydować. Chyba mu się spodobało. 🙂 .

Świetny wynik na tym dystansie osiągnął Jarek Matacz. Jestem pod wrażeniem, bo rozwalił system. Ze startu na start jest coraz lepszy, coraz bardziej pewny siebie.  Z czasem 36:57 wbiegł 6 open na metę. Treningi, zaangażowanie, wsparcie rodziny przyniosły efekt. Myślę, że po tym występie jest mu mało i chce więcej .

Te zawody poprzedził u mnie bardzo ciężki tydzień nie tylko pod względem pogody, ale i pracy. Miałam dużo wyjazdów służbowych poza Płock, egzaminy dzieci w szkole muzycznej z instrumentów i ostatnie klasówki przed końcem roku. Były dni, że jadłam dopiero o 16, co nie było mądre. W czwartek wykonaliśmy z naszym trenerem Przemkiem Stelmaszewskim ostatni trening zakładkowy na „Sobótce”. Piątek był ogólnie jakiś zabiegany. Czułam, że jestem przemęczona i mogę nie zdążyć się wyspać przed startem. Na ostatnią chwilę zostawiłam też przygotowanie roweru. Z nieba spadli mi koledzy z Płockiego Klubu Kolarskiego, do którego wstąpiłam niedawno, i który dziś reprezentowałam. Polecili mi dobry i tani serwis rowerowy pg bikes w Płocku. Miałam dwa rowery mtb: mój i syna i dylemat na którym wystartować. Oba jednak kompletnie nie były przygotowane do zawodów. Mój nie dość, że stary i ciężki to jeszcze nie miał powietrza w przednim kole, a w drugim szwankowały przerzutki. I jak tu się ścigać?! 😱 Nie spodziewałam się takiej szybkiej pomocy, bo zwykle rower trzeba zostawić na dobrych kilka dni. Nie dość, że praktycznie za darmo, to jeszcze tego samego dnia rowery były gotowe. 😘 Pomogli także rozwiać dylemat – na którym wystartować: na lżejszym! „Błogosławię” dzień, w którym spotkałam Czarka Bijaka na treningu, i mnie zaprosił do tego zgrupowania: „jak się zamykają jedne drzwi, to się otwierają drugie”. Wybrałam rower syna: nowszy, lżejszy, większe koła, szeroka kierownica. W piątek, dzień przed startem czułam już duże zdenerwowanie. Nadal nie wiedziałam czy płynąć w piance czy bez. Ten upał przecież wykańcza, ale z drugiej strony pianka daje wyporność i bezpieczeństwo. Ostatecznie wystartowałam w piance, tak jak większość.

Od dawna wiem, że pływanie jest moją najsłabszą stroną w triathlonie. Niemniej, z wczorajszego mojego pływania jestem bardzo zadowolona. I nie chodzi tutaj o czas, ale o technikę i styl. Praktycznie cały dystans pokonałam kraulem, płynąc spokojnie, z wyregulowanym oddechem. Do żaby przechodziłam tylko przy opływaniu bojki. Tuż przede mną płynął Krzysiek Lipiński, Marta Motylewska, więc nie ma tragedii. Lipa to chyba z aparatem płynął  😜.

Nie miało dla mnie znaczenia, która płynę, bo podniosłam sobie poprzeczkę trochę wyżej – nie nerwowo a dokładnie i dobrze! Na tym dystansie startowali głównie mężczyźni, kobiet było tylko 8. Są to czołowi zawodnicy PTT Delta, więc gdzie mi do nich.

Kiedy oni kończyli pierwsze kółko, ja zaczynałam dopiero drugie. Nie wyprowadziło mnie to z równowagi, bo wiem, że uratuje mnie tylko spokój, a płynę po swoje. Trochę sobie nagrabiłam 😉, bo wyszłam z wody w towarzystwie glonów. 😂

Cieszyłam się jak dziecko i byłam mega dumna z tego mojego kraula na całej trasie. Jednak mogę! Jednak mam siłę! Jednak dam radę! W oddali słyszałam głos Sebastiana Dymka, który wymieniał co lepszych zawodników,którzy kończyli już pierwsze kółko na rowerze. Teraz  biegłam do strefy zmian po rower i czekało mnie 5 okrążeń wokół Kąpieliska Sobótka w tym słońcu i spiekocie.

Trasa rowerowa była tak skonstruowana, że nie nudziłam się. Pierwszy raz nie nudziłam się na rowerze. Wiecie dlaczego? Bo wkoło byli inni zawodnicy, którzy albo już biegli, albo jeszcze jechali. Można było się dopingować nawzajem, motywować, przybijać piątki i wspierać. Dublowali mnie różni zawodnicy m.in. zwycięzca tych zawodów Przemysław Szymanowski.

Kolega  Krzysztof  Tomiński, który krzyknął : złap się koła i jedź za mną! …ale to nie takie proste! Jechało mi się świetnie, lekko przede wszystkim i czułam, że mam moc na tym rowerze, choć warsztat słaby. Płyty i ograniczniki spowalniały oczywiście i zmniejszały komfort, ale chyba każdemu.

Naprawdę się uwijałam na tym rowerze. Zależało mi żeby chociaż wyszedł z tego dobry trening. Za tydzień będę musiała przejechać 40 km na zawodach, więc trzeba trenować. Kiedy byłam na czwartym kółku, najlepsi już kończyli bieganie, ale nie zniechęciło mnie to do dalszej walki. Na trasie nadal byli zawodnicy, a zawody trwają do ostatniego zawodnika! Znowu startował mężczyzna, którego spotkałam na Garmin Iron Triathlon. Facet jest konsekwentny, chce się cieszyć zdrowiem i sportem do późnej starości. Bije mu brawo, bo ma odwagę wyciągać rękę po więcej!

Przyznam, że bardzo imponująco wyglądają wyniki Zbyszka Chrzanowskiego – naszego płockiego Ironmana.

Widziałam Zbyszka na trasie biegowej, gdy ja jechałam jeszcze na rowerze  😂. Kiedy ja zaczynałam trasę biegową, on kończył już swoje zawody. 8 open z czasem 1:12:54 – to wygląda optymistycznie, zwłaszcza, że Zbyszek przygotowuje się do poprawienia czasu na pełnym dystansie Ironman w Roth. Już 7 lipca trzymajmy za niego kciuki, bo będzie tego potrzebował! Zapytałam Zbyszka o kilka słów na temat swojego sobotniego startu i czy jest zadowolony? Oto co mi powiedział:

„Triathlon w Płocku jest zawsze na mojej bucket list. Nie mogłoby być inaczej, bo to przecież nasz dom. Każdego roku niezmiernie cieszę się, gdy możemy wspólnie spotkać się na Sobótce i porywalizować. Atmosfera tu panująca jest nieziemska a powietrze rozgrzane do czerwoności. Nasi kibice spokojnie podnoszą temperaturę o kilka stopni. Najfajniejsze w Płocku jest to, że każdy kibicuje każdemu . Nie ma podziałów na lepszych i gorszych i każdy dostaje taką samą porcję dodatkowej energii od kibiców. Wiem, „porywalizować”, ale jest to naprawdę zdrowa rywalizacja i każdy życzy all the best swoim rywalom. Swój start oceniam bardzo dobrze, bo dałem z siebie wszystko. Pomimo ciężkich przygotowań do Ironmana, walczyłem dzielnie i starałem się wygrać. Cieszę się, że mogłem stanąć na podium z moimi kolegami: Grześkiem i Tomkiem. Grzesiek to „młoda krew”, w którym widać duży potencjał i już odnosi on sukcesy. Tomek natomiast to tytan pracy, którą często wykonuje naginając czasoprzestrzeń. To triathlon czyni nas lepszymi nie tylko w sporcie, ale również w codziennym życiu. Stawia priorytety, pozwala spełniać marzenia i buduje silny charakter. ”

I w tej wypowiedzi zawiera sie też cała tajemnica triathlonu.

Grzesiek Sebastianowicz, o którym wspominał Zbyszek, zdążył nas już przyzwyczaić do swoich sukcesów. Jest młody, ambitny i konsekwentnie trenuje. 6 open z czasem 1:10:12 załapał się na podium i myślę, że ma dużo ambitniejsze plany, chce być dalej…

Jako, że są tutaj także rozgrywane Mistrzostwa Lekarzy to nie sposób nie wspomnieć o naszym jedynym triathlonowym, płockim doktorku – Grzegorzu Augustyniaku.

Znam Grzegorza również służbowo i wiem, że aby znaleźć czas na trening, to o 6 rano jest już z synami na basenie. Grzesiek jest triathlonistą długodystansowym, startuje już w zawodach 1/2 IM, więc ten dystans to dla niego rozgrzewka. Starta się także swoją pasją zarażać swoje dzieci, co bardzo cieszy.

Rywalizacja była bardzo zacięta do samego końca. Każdy walczył z piekielnym upałem o jak najlepszy czas. Kiedy wiedziałeś, że dałeś z siebie wszystko, padałeś szczęśliwy na mecie, bo dostałeś tyle, o ile odważyłeś się powalczyć!

Po dość optymistycznym rowerze przyszedł czas na bieg. Czułam, że mam mocne nogi i wystartowałam dość szybko jak dla mnie, bo w tempie około 5’0. W tym upale, w tym tempie wytrzymałam tylko jedno kółko. Na drugim okrążeniu czułam już, jak ręce mi wysychają i opadam z sił. Czułam, że jestem totalnie odwodniona. Zaczęło mi się już kręcić w głowie pod koniec. Modliłam się, żeby tylko mnie nie odcięło, żeby jako-tako dotrzeć do mety. Pomógł mi punkt z wodą, gdzie dziewczyny podawały i polewały wodą oraz chmury na niebie, które nagle naszły i zwiastowały rychły deszcz. Naprawdę czarno to już widziałam. Słyszałam w oddali jak kolejne zawodniczki wbiegały na metę: Anetka Turalska, Marta Motylewska i ja też już chciałam. Anetka dała czadu na trasie biegowej. Jak sama opowiadała: w pewnym momencie była już 4 spośród kobiet, ale dzięki temu, że dobrze biega, obroniła 2 pozycję. Ja oczywiście w nosie mam czytanie regulaminów, więc nawet nie wiedziałam, co jest do wygrania. Załapałam się na 6 pozycję open i drobne  :-), oraz 2 miejsce wśród płocczanek.

Niby małe, lokalne zawody, ale tak profesjonalnie przygotowane, że nie ma się do czego przyczepić. Pakiet startowy dość bogaty: koszulka, buff, izotonik, batony energetyczne, czepek i co się rzadko zdarza numer startowy nie byle jakiej jakości. Numer nie za duży, nie za mały, nie sztywny i przeszkadzający w biegu, ale wodoodporny, lekki, zwiewny i mały. Było też spaghetti, które po takim wysiłku smakowało jak wykwintne danie! Statuetki, puchary i medale na najwyższym poziomie. Jestem pod wrażeniem. Waldek Gieres – prezees PTT Delta i organizator nie oszczędzał, a inni powinni się od niego uczyć. Nie dość, że wszystko organizował, to jeszcze wystartował na dystansie amatorskim. Frajda i zadowolenie jest!

Szkoda, że tego dnia pokryły się w Płocku dwie imprezy sportowe:triathlon Delty i Orlen Olimpiada, bo na pewno byłoby więcej uczestników. Organizatorzy powinni w tej sprawie dogadywać się, bo są tacy, którzy chcieliby wystartować w obu tych imprezach, a nie mogli. No, była jedna taka odważna – Marta Motylewska, która najpierw wystartowała w wyścigu kolarskim na Orlen Olimpiadzie, a potem szybko teleportowała się na triathlon.

Postanowiłam zapytać Sebastiana Dymka, który komentował te zawody:

– jakie są Twoje odczucia po tym triathlonie? Oto co odpowiedział:

-„Budujące jest to, że coraz więcej młodych osób startuje w triathlonie. I to nie takich po 25 czy 30 roku życia, ale 10-12 latków. Patrząc na występ Kuby Misztela, jestem spokojny, że Płock doczeka się następcy Kalacha”.

 

„Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga”, jak długo ma jeszcze czekać?

 

Monia

Dostajesz w życiu to, o co masz odwagę poprosić- XIV Triathlon o Puchar Prezydenta Miasta Płocka

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


2 thoughts on “Dostajesz w życiu to, o co masz odwagę poprosić- XIV Triathlon o Puchar Prezydenta Miasta Płocka

  1. Co ja mam ci Monia napisać jak zwykle rozwaliłaś system, świetnie się to czyta of samego początku do końca. Może jak będziesz miała chwilę czasu pomiędzy obowiązkami napiszesz książkę 😉, będzie rewelacja i pierwszy ją przeczytam. Dziękuję za dobre słowo na mój temat. Pozdrawiam i do zobaczenia na trasach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *