10 minut po mnie, na metę wbiegł pierwszy kenijski półmaratończyk…

Dzisiejszy dzień 16 września, zapisał się na kartach nie tylko płockiej historii, ale i światowej.  Podczas BMW Berlin Marathon  – Eliud Kipchonge z Kenii

wybiegał nowy REKORD ŚWIATA w MARATONIE osiągając czas

To wychodzi średnie tempo 2’51/km.  Można się było tego spodziewać, że Kipchonge wcześniej czy później pobije ten rekord. W zeszłym roku w warunkach wręcz laboratoryjnych, stworzonych na torze Monza we Włoszech, przebiegł maraton w 2 godz 25 sek. Towarzyszyli mu  pacemakerzy jadący przed nim autem. To był eksperyment na zlecenie firmy NIKE, w celu zbadania złamania 2 godzin w maratonie. Z tego też względu nie może on być uznany jako oficjalny rekord świata. Niesamowite osiągnięcie, bo pokazuje do czego zdolny jest ludzki organizm. 16 września 2018 r w Berlinie został pobity dotychczasowy rekord świata o 78 sekund. W czym tkwi sukces Kenijskich czy Afrykańskich biegaczy? Od dawna staramy się rozwiązać tę zagadkę, ale odpowiedzi jest wiele. Po pierwsze bardzo ciężko trenują, po drugie trenują i tylko trenują, po trzecie odpowiednio się regenerują – umieją odpoczywać, po czwarte genetyka –  badania dowodzą, że rasa ta jest szczególnie predysponowana do takich długich dystansów, ponieważ mają dużo włókien mięśniowych wolnokurczliwych. Po piąte doskonale się odżywiają – brak u nich produktów przetworzonych, jedzą dużo warzyw jak fasola i węglowodanów, dużo ryżu, po szóste styl życia w jakim dorastają będąc dziećmi – wciąż są w ruchu i dużo biegają na boso, po siódme miejsce zamieszkania – oni są  przyzwyczajeni do życia na wysokości, umieją tam oddychać jak nikt inny.Powietrze tam jest uboższe w tlen, przez to trudniej się oddycha. Przyjeżdżając do Europy biegać, nie mają problemu z oddychaniem. Czy to mało?! Kenijczycy od dawna budzą wielkie kontrowersje – sama skóra i kości, a biegają jak lamparty! Ale o to właśnie chodzi: im mniejsza masa ciała tym łatwiej biec szybciej. Tracą mniej energii i dzięki temu mogą biec dłużej. Kenijscy biegacze często nie mają nic do stracenia, dlatego robią wszystko na maxa. To ciężka praca dla nich, aby wydobyć rodzinę z biedy i uciec  w świat. Polscy maratończycy, trenujący z Kenijczykami np Mariusz Giżyński , doskonale wiedzą jaka jest prawda: jakie są ich możliwości i czego możemy się u nich od nich nauczyć. Ile pracy trzeba włożyć, aby dojść do takiego celu…?…

Półmaraton Dwóch Mistów w Płocku też zdominowali Kenijczycy. Triumfowali zarówno na 21 km, jak i na 11 km. Odbył się on już po raz siódmy. Z roku na rok zdobywa sobie coraz większe grono zwolenników. Kenijczycy zaś, są już stałym punktem programu. W tym roku w Płocku, wystartowało aż 9 osób z grupy Benedek-Team. Zarówno w kategoriach męskich jak i kobiecych zajęli czołowe miejsca.

Kiedy spojrzymy na ich roczniki: 94, 97, 84, 86, 82, to widzimy, że są to głównie młodzi zawodnicy z kategorii 20 i 30- latków. Pierwszy z grona Kenijskich zawodników wbiegł na metę w czasie 1:05:02 – Kimaiyo Hillary Kiptum Maiyo ustanawiając tym samym rekord trasy.

Kiedy sobie liczę jakie on miał tempo przez cały czas biegu to wychodzi mi 3’05/km . Takie tempo to ja mam tylko na krótkich odcinkach podczas biegu.  Pośród tych kenijskich zawodników znalazło się na szczęście dwóch wspaniałych płockich biegaczy: Artur Kamiński i Przemysław Giżyński.

 

Obaj są w kategorii wiekowej M 30, ale są starsi od czołówki kenijskiej. Kenijczycy w tym wieku już nie biegają. Piszę o tym, żeby pokazać, że przy odpowiednim treningu i sposobie odżywiania, a także pracując zawodowo można się świetnie wytrenować w Polsce. Zarówno Artur jak i Przemek są na podobnym poziomie biegowym. Zawsze walczą ramie w ramie i ta różnica czasów zwykle jest niewielka. Nie trenują w Kenii, nie samym treningiem żyją i mają wokół wiele pokus. Artur wybiegał czas 1:15:44 a Przemek 1:16:52, to jest średnie tempo 3’35 i 3’39! Przemek dołożył również swoją cegiełkę do trzeciego miejsca TKKF w klasyfikacji drużynowej. Niesamowita jest moc ludzkiego organizmu!

W tym roku ze względu na prace na wale, trasa półmaratonu w ostatniej chwili uległa zmianie. Start był z Mostu im. Legionów Piłsudskiego i biegł przez Radziwie ulicą Dobrzyńską,a następne ścieżką rowerową prowadzącą do Mostu Solidarności, Grabówką, Norbertańską koło ZOO – dwie pętle, a na koniec podbieg ul. Mostowa, Małachowskiego i META na Starym Rynku. Trasa szybsza i trochę przyjemniejsza. Organizatorzy: Miasto Płock, POKiS oraz MOSiR działając wspólnie w kooperacji mogą sobie pogratulować. Na trasie było aż 6 punktów nawadniających i kurtyna wodna, oraz dwa punkty odżywcze. Po prostu „biec i nie umierać”. Strzałem w dziesiątkę okazała się zmiana godziny startu zawodów na poranną. Pamietam, trzy lata temu, kiedy ja biegłam pierwszy raz ten półmaraton, start był praktycznie w samo południe. Rozżarzone słońce, naprawdę mocno dawało się we znaki. Przez wiele lat ta godzina, przynosiła straty w ludziach i wynikach. Tego dnia o godzinie 8:30 czuć było jeszcze poranny chłód, choć słońce było już wysoko na niebie. Dla mnie idealna godzina do biegania. Czuję się wtedy wyspana, rześka i silna. Myślę, że to wpłynęło także na lepsze wyniki i mniej sytuacji wymagających interwencji medycznej.

Wspaniała walka rozegrała się również pomiędzy trzema znanymi biegaczami: Sebastianem Dymkiem, Krzyśkiem Kujawą i Michałem Rucińskim. Każdy z nich inny, każdy w innym wieku, każdy inaczej szybki, ale cel mieli jeden… Każdy z nich walczył sam ze sobą o lepszy czas, miejsce i satysfakcję. Walka była bardzo wyrównania i jak sam Sebastian wspomina: „ Z Krzyśkiem do 18 km ramie w ramię, a z Michałem do 21 km”.

Ja nie miałam takiego szczęścia do rywali na moim poziomie. Na dystansie 11 km, na którym wystartowałam, czołówka była za daleko aby móc z nią rywalizować. Ale też nie podeszłam do tego biegu na 100% możliwości, tylko zachowawczo.  W tym roku pierwszy raz obok dystansu półmaratońskiego, wystartował dystans połowę krótszy cyli 11 km. Gratuluje pomysłu, bo dzięki temu, mogli wystartować ci, którzy czują się lepsi na krótszym dystansie. Ja w swoim życiu zrobiłam już 6 półmaratonów, w tym koronę i nie mam w planach biegania już takich dystansów. Mogłam sobie odpuścić jeden bieg do GP, więc to zrobiłam. Wcale nie żałuje, bo pierwszy raz od dawna pobiegłam z lekką głową – „nic nie muszę”.

Świadomość tego, że biegnę tylko jedno kółko podziałała na psychikę wyśmienicie. Średnie tempo 5’09 jest dla mnie zadowalające, a czas 56:39 wyglada obiecująco. Oczywiście to nie było moje maksimum możliwości, ale nie miało być. Będąc matką dwójki dzieci, najważniejsze jest dla mnie ukończenie biegu w zdrowiu. Biegło mi się naprawdę przyjemnie i lekko, a dodam, że początek roku szkolnego przyniósł nowe obowiązki i wyzwania. Nie miałam czasu trenować tyle ile kazał trener Stelmaszewski, bo dzieci są najważniejsze. Nie chce się tu porównywać do osób, które tych obowiązków nie mają, lub innych zobowiązań zawodowych – ja podążam własną, indywidualną drogą sportowca. Na mecie miałam jeszcze spory zapas sił, bo nie upadłam bez życia, a VO2max wyszło 42 czyli nieźle.

 

Na moim dystansie wystartowało 4 Kenijskich zawodników, którzy oczywiście zajęli czołowe miejsca, ale nie wszyscy byli najlepsi. Pierwszy z czasem 33:50 finiszował Kibire Moses Kipruto. Wśród nich było kilka polskich perełek i jedna Płocka perła – Przemek Obara. Jak on biega….jak on wysoko nogi podnosi…jaką ma technikę… a ile siły… aż miło popatrzeć. Od razu widać, że chłopak nie ma starych i złych nawyków tak jak inni. To zawodnik MUKSu, który od dawna wie czego chce i zawsze jest w czołówce. Czas 37:56 dał mu 5 pozycję open i pierwszą w jego kategorii płocczan. Obok Przemka nagrodę za drugie miejsce odebrał Maciej Żytowiecki. Maciek do  tej pory nie wierzy, ale jak trenował to wie dlaczego znalazł się tu gdzie się znalazł.

Z numerem 1 biegł Prezydent Miasta Płocka Andrzej Nowakowski, który zawsze bierze czynny udział w płockich biegach i imprezach sportowych. Uścisk dłoni Pana Prezydenta jest bezcenny. Pan Andrzej może być z siebie dumny, bo nie tylko przebiegł cały dystans 11 km w niezłym czasie, ale potem dekorował zawodników. Nagrody były bogate, podobnie jak i pakiet startowy. W pakiecie można było znaleźć poza koszulką, która jest standardem, szybkoschnący ręcznik, buff, elastyczny bidon – ufundowany przez wodociągi płockie, Wisła izotonik drink, elastyczną nerkę – do której można schować klucze. Co do koszulki to niby mamy ich sporo, bo w każdym pakiecie jest, ale często marnej jakości i po kilku praniach jest do wyrzucenia. Czasem warto postawić na lepszą jakość aby ona służyła przez lata. Na tej nie ma metki ze składem, wiec trudno powiedzieć jak sie będzie nosiła i prała, ale wszyscy mi jej zazdroszczą. 😀 Nie ma co milczeć na ten temat, ale Pan Robert Czwartek i jego załoga z Wydziału Sportu, Rekreacji i Turystyki płockiego ratusza wykonali kawał dobrej roboty organizacyjnej, a Pan Prezydent bardzo się postarał o nagrody finansowe. Dodatkowym sponsorem poza Urzędem Miasta był także ORLEN, Galeria Handlowa MAZOVIA, Gymfood, MOSiR, PiK, Wodociągi Płockie. I jak tu nie biegać w Płocku?! 💪👏

Wśród kobiet na dystansie 11 km, na metę pierwsza wbiegła nie Kenijka, ale zawodniczka Gks Fabianki- Andżelika Dzięgiel. Brawo Polki!!!  Wśród płocczanek na dystansie 11 km, królowała zawodniczka biegów OCR – Małgorzata Daszkiewicz.

Małgosia ma na swoim koncie wiele tytułów mistrzowskich w biegach OCR i na pewno nie jest tu przypadkową osobą. Ciężko trenuje, ciężko pracuje, a to owocuje . Ten bieg to była dla niej „bułka z masłem” i lekki trening bez nadużywania wielkich pokładów energii. Nie zdziwiło mnie wcale, gdy na podium zobaczyłam  także Martę Motylewską, która wśród płocczanek zajęła drugie miejsce. Marta nie tylko szybko biega, ale też świetnie jeździ na rowerze, a o pływaniu nie wspomnę. Tak szybko, że po biegu śmignęła i tyle ją widziano.

Powiem Wam, że miło się stoi w takim towarzystwie.  Doświadczenie w wychodzeniu na podium moje dzieci już mają, więc liczę, że kiedyś im się to przyda 😉. Krzysiek właśnie wziął udział na koloniach letnich w maratonie pływackim. Ma 11 lat, a przepłynął kraulem w wodach otwartych 800 m. 😱 💪👏🏊‍♂️

W imieniu firmy ORLEN, nagrody wręczała Pani Wioletta Kulpa. Trzeba powiedzieć, że ORLEN nas nigdy nie zawodzi. Zawsze dofinansowuje lub sponsoruje tego typu imprezy, oraz nagradza zwycięzców. Dziękujemy!!!

Półmaraton to trudny bieg i nie wygrywa się go przypadkowo. Ten kto kiedykolwiek biegł, to wie. Dlatego trzeba tutaj powiedzieć o zwycięzcach, a szczególnie z Płocka bo to nasza regionalna impreza i nasi ludzie. Oczywiście każdy z nas biega dla zabawy bo jesteśmy amatorami, ale kiedy w grę wchodzi wygrana, to kończy się zabawa a zaczyna prawdziwa sportowa rywalizacja. I choć Kenijki są poza naszym zasięgiem to w Płocku mamy taką co biega prawie jak Kenijka. Kto się okazał królową płockiego półmaratonu?! Oczywiście, że Agnieszka Budek! 💪


Jak sama o sobie mówi – biega z pasją. Ma możliwości i ma apetyt na więcej. Trenuje pod okiem Sebastiana Dymka, podobnie jak Aneta Turalska, które stanęły tego dnia na podium. Drużyna BzD zajęła w klasyfikacji generalnej pierwsze miejsce, a Sebastian wśród płocczan piąte! Brawa dla Was!!!👏👏👏

Dziewczyny wybiegały odpowiednio 6 i 7 miejsce open, co dało im wśród płocczanek 1 i 2 lokatę. Tuż za nimi była zawodniczka Więckowski Team – Żaneta Cybulska, a jej Team w klasyfikacji drużynowej był drugi! Wszystkim dziewczynom bardzo gratuluje, bo wiem jak bardzo wygrana motywuje do dalszej pracy.

Organizacja zawodów na najwyższym poziomie. Widziałam wśród pomagających nie tylko pracowników MOSiR Płock, ale także Mariusza Giżyńskiego i Przemka Stelmaszewskiego. Mariusz stał na mostówce i wskazywał drogę tym co biegli 11 km lub pytał ile km biegną. To ważne, bo sami doskonale wiece ile razy zdarzyło się zawodnikom pomylić trasę, lub źle policzyć kółka nawet jeśli jest ich tylko dwa.

Bardzo ważny okazał się także akcent muzyczny. Na rozstaju dróg mostówka – most stała ekipa ze Szkoły Muzycznej, z sekcji perkusji z panem Mieczykowskim na czele i waliła w bębny zagrzewając do walki. Powiem Wam, że to działa i mobilizuje. Ja od razu przyspieszyłam. 😀 Na ostatnim kilometrze to mi nawet wyszło tempo 3:41, jakby mnie ktoś gonił. 😂

Myślicie, że wygranymi są tylko zwycięzcy? Nie! Wygranymi jesteśmy wszyscy! Każdy, kto przebiegł i ukończył zawody jest zwycięzcą! Byli tacy co biegli pierwszy raz, ale byli też tacy którzy kolejny, oraz tacy, którzy mają wszystkie 6 medali w swojej kolekcji i chcieli mieć siódmy.

Dwa mosty… Dwa dystanse… Jeden cel…

A jaki był Twój cel?

Monia

Dwa mosty, dwa dystanse, jeden cel!

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


2 thoughts on “Dwa mosty, dwa dystanse, jeden cel!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *