Start w Piasecznie był nieplanowany. Zdecydowałam się w ostatniej chwili. Czułam, że jestem już zmęczona – to był mój 6 triathlon w tym sezonie. ale podjęłam wyzwanie. I tak jechałam, więc byłoby mi przykro gdybym stała z boku. Przyjechaliśmy dzień wcześniej – w piątek, ponieważ start na 1/8 IM przewidziany był na godzinę 9.00 w sobotę. Odebraliśmy pakiety i trafiliśmy na odprawę.

Woda jak zupa zielona, nie zachęcała do pływania, pogoda też się psuła i wiadomo było, że będzie padać. Zaczęło już wieczorem, padało w nocy, przestało nad ranem by znowu na dobre rozpadało się około 8 rano.

Nie wróżyło to nic dobrego. Zapowiadała się raczej ciężka walka w wodzie i deszczu. Mój pierwszy triathlon w takich warunkach. Ludzie z parasolami, w płaszczach przeciwdeszczowych, a ja w piance… 😂. Pomyślałam, że jak mam zmoknąć to lepiej w piance niż w ubraniach.

Tuż przed startem spotkałam grupę Rebeliantów: CzyWygra Wydra, Łukasz Jaworek, Youstka Ya Rarámuri 😀.

Okazuje się, że Łukasz Jaworek to niezły zawodnik. Ukończył zawody na 22 miejscu open 😱👏. W klasyfikacji generalnej GIT jest na 4 miejscu open, a 2 w M30. Miło spotykać na swojej drodze takich ludzi, bo inspirują.

Wydra oczywiście wygrał! 😱 Patrząc na to zdjęcie przypomina mi się scena z mety. Wydra biegł ubrany, ale kiedy ja wbiegłam na metę, zaraz za mną wbiegł inny zawodnik bez koszulki. Sędziowie od razu do niego podeszli. Nie wolno biec bez koszulki!!! Przestrzegam!!! Za to grozi dyskwalifikacja.

Było też kilku znajomych z Płocka: Stasiu Dymek, Grzesiu Sebastianowicz, Tomek Górecki, Krzysiek Lipiński i Robert Ławnicki. Chłopakom poszło jak zwykle świetnie: Tomek zakończył z czasem 1:12:28 i tym samym jest na 40 miejscu open, a 8 w K30. 👏👏 Robert 1:1:31 i 10 w M30. Pisze o tych wynikach, bo chłopaki ostro trenują i poważnie podchodzą do sportu, a zaczęli swoją przygodę w zeszłym roku. Bezkonkurencyjny Stasiu Dymek, o którym piszą w Gazetach jest na 20 miejscu open w klasyfikacji generalnej GIT. 💪👏

Biuro zawodów oraz całe miasteczko triathlonowe zlokalizowane było przy ul. Osikowej w Piasecznie, na terenie domków jednorodzinnych, w sąsiedztwie lasu. Nie spodobało mi się to miejsce od razu, bo było za ciasno. Czułam, że znowu będą problemy z mieszkańcami, fochy i skargi. Tak też było. Ludzie nawet nie wyszli z domów kibicować , tylko rzucali zza okien złośliwe spojrzenia. Pewnie ich obudziliśmy, a oni chcieli się akurat wyspać, bo wolna sobota. Raz na jakiś czas nie można wyjechać z posesji swoim jaguarem i od razu sypią się pinezki na ziemię, pękają dętki, ludzie krzywo na nas patrzą. Mojemu koledze, bardzo zdolnemu triathloniście – Grzesiowi Sebastianowiczowi, który miał szansę w tych zawodach na podium i dobry czas, na 8 km pękła nowiutka opona. Sam opowiadał, że koło było nowe, dętka i opona też, tym bardziej dziwne… Osobiście widziałam jeszcze kilku innych zawodników, którzy z trasy rowerowej wracali prowadząc rower. To nie mógł być przypadek! Okoliczni mieszkańcy kompletnie nie zwracali uwagi na odbywające się tam zawody, wyjeżdżali autami przez zagrodzone chorągiewki i ignorowali służbę porządkową. Na moich oczach, z posesji wyjechało BMW na trasę biegową. Następnie wysiadła pani, która zaczęła podnosić chorągiewki, zagradzające wjazd na trasę rowerową. Na pytanie porządkowego: co pani robi? Odpowiedziała: akurat jedziemy do lekarza. 😂😂 Wierzę bo muszę!!! 😂😂 Nie wiem co tam się działo dalej, bo pobiegłam na drugie kółko, ale sytuacja nie wyglądała na przyjemną. Ludzie! Odrobina wyrozumiałości i elastyczności.  Czy tak trudno zrozumieć, że ktoś kocha sport i bawi się w niego zamiast spać do południa?! HELOŁ…

Sama miałam kiedyś taki przypadek, że klęłam triathlonistów. ☺ Jechałam na chrzciny do Warszawy i nie sprawdziłam dzień wcześniej, czy aby przypadkiem nie ma tego dnia jakichś zawodów i blokady dróg. Cały kościół czekał na matkę chrzestną. 😂  To była moja wina, nie mogę nikogo winić. Trzeba sobie wcześniej wszystko zaplanować, a wtedy nie będzie nieprzyjemnych niespodzianek. Impreza z cyklu Garmin Iron Triathlon jest cykliczna, więc informacja o blokadzie dróg musiała  być podana wcześniej. Kwestia, jak interesuje się tym co dzieje się na moim osiedlu. Najczęściej ludzie nie czytają ogłoszeń ani ulotek informacyjnych, a potem mają pretensje. Tak było rok temu w Płocku. W tym roku ludzie nauczeni doświadczeniem, nagle nie mieli żadnych pretensji, a nawet kibicowali. W Piasecznie na trasie kolarskiej stały tylko  trzy grupki ludzi dopingujących. Dziękujemy Wam!!! Była w Was moc!

Cały dystans 1/8 IM odbył się w lejącym deszczu. W wodzie było jak zwykle bardzo ciasno, a pod pomostem tak się korkowało, że nie byłam w stanie pospieszyć. Dawno nie oberwałam tyle razy w brzuch. Pływanie poszło mi fatalnie – 14 min to porażka i strata, której na rowerze nie zdołałam nadrobić. Tam straciłam jeszcze więcej, bo pogoda tak się popsuła, że opadłam z sił. W jedną stronę deszcz tak zacinał, że cała twarz mnie bolała, a z powrotem poza lejącym deszczem jechalo się pod wiatr, który spowalniał i utrudniał rywalizację. Rower ciężki nie dawał rady.  Mimo wszystko, ktoś przyłapał mnie z uśmiechem 😀.

Dobrze, że na strój triathlonowy założyłam koszulkę to było mi trochę cieplej, a na nos okulary, to deszcz nie wlewał mi się do oczu. Woda kapała po kasku na nos i brodę, jak topiący się sopel lodu podczas odwilży. Zza okularów nie widziałam kompletnie nic. Buty momentalnie przemokły i zrobiły się pół kg cięższe każdy. Wiadomo było, że to walka o przetrwanie. Na całej trasie było szaro, smutno i samotnie. Stały dosłownie trzy grupki wesołych i przebranych kibiców, którym deszcz nie był straszny i zagrzewali nas do walki. Wielkie dzięki Wam za ten doping, nawet nie macie pojęcia ile on dla nas znczył!!!

Ostatnio dokucza mi ból lewego ścięgna, dlatego tutaj nie byłam w pełnej dyspozycji. W czwartek byłam u fizjoterapeuty – Dominik Kansy znalazł i rozmasował zbite mięśnie, a następnie nakleił tapy. Czułam, że ta noga nie jest jeszcze w pełni sprawna już na rowerze. Na biegu można rzec, że wlokłam ją za sobą. Była sztywna i ciężka. Włożyłam dużo wysiłku aby zrobić wspaniały czas 26:12 min na 5 km. Pobiegłam lepiej niż ostatnio w Bydgoszczy. Jednak treningi od Przemka Stelmaszewskiego działają. 😊 Dzięki trenerze. Mnie na ostatnim kółku wyszło piękne słońce – to chyba w nagrodę za ten deszcz na rowerze, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Niektórzy, szybsi zawodnicy, tak jak Grzesiu mieli cały czas deszcz. Grzesiek pomimo pęknięcia dętki ukończył zawody w świetnym czasie 1:16:02 i tym samym jest na 9 miejscu w klasyfikacji generalnej M30.

Teraz czeka mnie miesięczna przerwa w startach i zasłużone wakacje, ale nie wolne od treningów.

Może warto pomyśleć na następny rok o zmianie Piaseczna na inne ciekawe miejsce. Warszawiacy są już zmęczeni tymi ciągłymi imprezami sportowymi. Jest tyle interesujacych miejsc w Polsce, które chętnie zorganizują triathlon w ramach promocji miasta.  A Wy znacie takie?

Monia

GIT Piaseczno – czy na pewno git?

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *