Chodzenie po górach z dziećmi nie jest łatwe i wymaga odwagi i dobrego planowania. Oczywiście są ludzie, którzy nie boją się i z małymi dziećmi wędrują szlakami, nocując w schroniskach. Większa jednak cześć z nas robi krótkie i łatwe wyprawy.  Dziś chciałabym Wam opowiedzieć, jak w dwa dni zdobyć trzy szczyty razem z dziećmi. Trasa została tak opracowana, aby dzieci dały radę przejść i miały z tego przyjemność.

Moje dzieci mają 7 i 11 lat i chodzą ze mną po górach dopiero od dwóch lat.  Są wychowywane w duchu sportowym, ale to nie znaczy że mają wyjątkowo dużo siły. Do wszystkiego trzeba ich zachęcić i odpowiednio zmobilizować. W zeszłym roku zdobyły Śnieżkę robiąc jednego dnia 17 km, ale było dużo narzekania. Naszą mobilizacją w przypadku młodszego syna było zbieranie monet i pieczątek ze wszystkich schronisk i szczytów, które zaliczymy. Polecam Wam również tę metodę – działa i daje dużo satysfakcji. Karkonosze to łatwe góry, a szlaki są proste i przyjemne. My naszą wyprawę zaczęliśmy o godz 12:30 spod hotelu Blue Mountain Resort w Szklarskiej Porębie bo tam mieszkaliśmy. Najpierw trzeba było jakoś dojechać do Karpacza. Ponieważ transport autobusem kosztowałby niewiele mniej, postanowiliśmy pojechać taxówką. Polecam Taxi „Pączek” – bo tak kazał na siebie mówić kierowca, podwiózł nas za 100 zł do Karpacza, pod sam wyciąg na Kopę. Był przy tym bardzo wesoły i rozmowny. Ponieważ odcinek z dołu na Kopę jest nudny i mało ciekawy, wyjechaliśmy na Kopę wyciągiem krzesełkowym.

Nowy 4- os wyciąg krzesełkowy funkcjonuje od 1 maja 2018 r i pozwolił nam zaoszczędzić 1,5 h marszu, ale kosztował 150 zł. Dzieci miały frajdę i były zadowolone, że nie muszą cały czas iść. Spod Kopy poszliśmy pięknym, kamienistym czarnym szlakiem do Domu Śląskiego. To jakieś 2 km i zajęło nam pół godz. Jeśli ktoś był  już w Domu Śląskim i na Śnieżce, i nie chce tam już iść, wtedy idzie kawałek czarnym szlakiem i odbija od razu w prawo, na czerwony szlak prowadzący prosto do Schroniska Odrodzenie.

Ponieważ Śnieżkę zdobyliśmy w zeszłym roku, a brakowało nam tylko pieczątek w książeczce PTTK postanowiłam, że wbiegnę na Śnieżkę sama.

Była to pora obiadowa, a trasa została zaplanowana na dwa dni, bez wracania do hotelu, więc moje dzieci zjadły w tym czasie obiad, a ja wbiegłam na Śnieżkę. Była to też cześć mojego planu treningowego. Oczywiście można tam wejść. Jeśli więc ktoś chce z dziećmi wejść na Śnieżkę 1602 m n p m to polecam. Mi zajęło wszystko pół godziny w bardzo dobrych warunkach pogodowych. Można wbiec szybciej, ale tyle ludzi szło, że trudno było ich nawet wyprzedzać.

Po zjedzeniu obiadu w Domu Śląskim ruszyliśmy na dalszą trasę tym razem do Schroniska Odrodzenie. To miał być nasz punkt docelowy tego dnia. Plan wędrówki został tak opracowany, aby na 18:00 dotrzeć do schroniska. Mieliśmy do pokonania 9 km, Głównym Szlakiem Sudeckim (czerwony szlak). Trasa prosta, piękna i bardzo malownicza – idealna na piesze wędrówki z dziećmi.

Schronisko PTTK Odrodzenie znajduje się na wysokości 1236 m n p m. Żeby móc tam przenocować trzeba wcześniej zadzwonić i zarezerwować miejsca. Uprzedzam, że dodzwonić się jest trudno. My próbowaliśmy kilkanaście razy. Okazuje się, że trzeba wiedzieć kiedy dzwonić. Wieczorem nie przyjmują rezerwacji ponieważ wtedy przyjmują ludzi, którzy wcześniej rezerwowali nocleg lub dotarli przed nocą.

Najlepiej dzwonić rano. Udało się nam w końcu, ale dostaliśmy już tylko pokój turystyczny. Jaki to pokój? Pokój turystyczny w schronisku to pokój wieloosobowy, w którym oprócz nas śpią jeszcze inni turyści. Łazienka do korzystania na korytarzu. Koszt miejsca to 30 zł od osoby. Cieszyliśmy się bo nie chcielismy brać ze sobą żadnych karimat ani śpiworów. Jeśli ktoś wędruje po górach i śpi tylko w schroniskach wtedy nosi to wszystko ze sobą. My chcieliśmy aby ta wędrówka była przyjemna i mieć jak najmniej do noszenia.

Pogoda akurat nam dopisała, ale ja do plecaka spakowałam tylko minimum czyli: bielizna, szczoteczki do zębów i jedna pasta, filtr, dwa ręczniki szybkoschnące, kurtki przeciwdeszczowe oraz t-shirty na zmianę i do spania. Dzieciaki niosły na plecach dwa plecaki biegowe z rurką do picia. W jednym była woda w drugim cola. Do kieszonek plecaków spakowałam: żelki, paluszki, krakersy, kabanosy, daktyle.

Dzieciaki ubrałam w stroje sportowe, specjalnie uszyte do zawodów i treningów sportowych. Było najwygodniej i najbezpieczniej. Po drodze mijaliśmy piękne jeziora i  krajobrazy karkonoskie zarówno po polskiej jak i po czeskiej stronie.

We wszystkich napotkanych punktach postojowych, schroniskach stęplowalismy pieczątki oczywiście. 😀 Trasę 8,40 km pokonaliśmy w niecałe 3 h. 😀

Do Schroniska Odrodzenie dotarliśmy 3 min przed 18:00 😊 Chłopcy byli przeszczęśliwi, a Staś tego dnia zrobił 21 tyś kroków. Tyle pokazał mu jego nowy urodzinowy zegarek ☺

Kuchnia czynna od 8:00-20:00. W schronisku w cenie pokoju dają pościel, ale nie dają ręczników. Warto mieć przy sobie te szybkoschnące. My trafiliśmy do pokoju nr 1. Razem z nami spały w pokoju dwie miłe studentki. Zdarzyło się, że przypadkowo zakosiłam ładowarkę jednej z nich, zupełnie nieświadomie. Było trochę szukania, a ja zorientowałam się o tym dopiero późnym wieczorem, kiedy szukałam coś w plecaku. 😂 Jak zwykle zakręcona jak naleśnik 😉. Dla moich dzieci nocleg w schronisku to była wspaniała przygoda. Spanie na piętrowych łóżkach, bieganie wieczorem bez umiaru dookoła schroniska, oraz ta wszechogarniająca cisza, spokój – sama natura.

Dzień drugi rozpoczęliśmy już o 7:00 rano. Wspólnie z młodszym synem Stasiem poszliśmy na krótką poranną przebieżkę 1,5 km pod górę i z góry, tuż przy granicy z Czechami. Zdobyliśmy kolejną pieczątkę ze Špindlerowa Bouda. O 8:00 zjedliśmy śniadanie, wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej i o 8:30 ruszyliśmy w dalszą drogę.

Tego dnia mieliśmy do pokonania długi i trudny odcinek drogi bez żadnego schroniska po drodze. Trasa wyniosła w sumie aż 21 km do samego hotelu. Główny Szlak Sudecki biegnie dużo pod górę, ale po bardzo urokliwym terenie.

Całość praktycznie na granicy polsko-czeskiej. Moje dzieciaki były zachwycone, że mogą sobie iść tak po prostu granicą. Co chwila młodszy sprawdzał słupki graniczne, czy jest to polska czy czeska strona. Zatrzymywaliśmy się dużo i czytaliśmy wszystkie informacje o Karkonoskim Parku Narodowym: jego zwierzynie, roślinności oraz ochronie.

Po drodze minęliśmy Śląskie Kamienie gdzie zatrzymaliśmy się aby je dokładnie obejrzeć. Następnie Wielki Szyszak, Śnieżne Kotły, Obserwatorium, Łabski Szczyt  (1472 m n p m).

Trasa cudowna, lekko pod górę, po kamieniach. Radzę zaplanować ją raczej w tygodniu niż na weekend – zdecydowanie dużo mniej ludzi. Kilkanaście razy wyciągaliśmy i zakładaliśmy kurtki bo bardzo wiało, poza tym pogoda wymarzona.

Śnieżne Kotły (1490 m n p m) to przykład pięknego krajobrazu w Karkonoszach, pozostającego w rezerwacie Narodowego Parku Karkonoskiego. Stanowią go dwa kotły polodowcowe położone pomiędzy Łabskim Szczytem a Wielkim Szyszakiem.

Wyżej znajduje się telewizyjna stacja przekaźnikowa, która stanowi świetny punkt orientacyjny. Zrobiliśmy sobie tam postój na odpoczynek, kabanosy i picie.

Dalszy szlak to piękne trzy punkty: Twarożnik (1320 m n p m), Trzy Świnki i Szrenica (1362 m n p m).

Twarożnik położony jest dokładnie na granicy polsko-czeskiej. Obecny kształt to sterta spłaszczonych bloków skalnych o wysokości 12 m. Stąd rozpościera się przepiękna panorama na Szrenicę.

Trzy Świnki to skałki granitowe oddalone około 10 min od Szrenicy. Po drodze mijaliśmy mnóstwo ludzi z dziećmi w nosidełkach. Nie ma co się bać, trzeba chodzić z dziećmi od małego.

Dzieci były bardzo dzielne, szły bez  żadnego płaczu, krzyku czy narzekania. Na Szrenicę dotarliśmy po 5 godzinach spokojnej wędrówki około godziny 14:00. Był to 12 km marszu.

Tam zrobiliśmy postój na obiad, pieczątkę do naszych książeczek oraz zakup pamiątkowej monety. Gdyby dzieci były już na tyle zmęczone, że nie chcą już dalej iść to można zjechać ze Szrenicy wyciągiem. My nie poszliśmy na łatwiznę, tylko zeszliśmy ze Szrenicy przez Halę Szrenicką do Szklarskiej Poręby czerwonym szlakiem prowadzącym wzdłuż Wodospadu Kamieńczyk. To jest jakieś 5,5 km drogi. Piękna sprawa. Trasa po „kocich łbach”, kamieniach, w lesie, wzdłuż szemrzącego wodospadu. W pewnym miejscu można było się zatrzymać i ochłodzić w jego wodzie. Ja już miałam kryzys i spacer gołymi nogami po lodowatej wodzie był zbawienny.

Po zejściu do Szklarskiej Poręby skręciliśmy w prawo na czarny szlak, prowadzący prosto do hotelu Blue Mountain Resort. To jest jakieś 3 km trasy. Całość czyli 21 km zajęła nam 8 godzin. Staś miał kolejny rekord 36 tyś kroków. 😀

Dla mnie te ostatnie kilometry były najgorsze, ponieważ im byliśmy niżej tym słońce coraz bardziej piekło a zmęczenie też już dawało się we znaki. Moje dzieci okazały się bohaterami. Po zakończonej wycieczce poszliśmy na zasłużony relaks w basenie. Widziałam, że im się podobało. Młodszy syn Staś nawet powiedział: mamo gdybym z wami nie poszedł to bym dużo stracił.  ☺ Polecam tę trasę rodzinom z dziećmi, bo jest realna i przyjemna. Jeśli macie podobne trasy, napiszcie o nich w komentarzach, a może tę już sprawdziliście?

 

Monia

Kopa-Śnieżka-Szrenica z dziećmi

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *