Mama zawsze powtarzała mi i moim braciom: do odważnych świat należy!  Sama była raczej ostrożna i ceniła sobie bezpieczeństwo i komfort, ale kiedy trzeba było umiała zaryzykować. Może właśnie dlatego, od małego wypychała nas z domu ucząc zaradności, samodzielnego podejmowania decyzji, dokonywania wyborów.  Myślę, że często nie zdawała sobie sprawy z tego, że nauczy nas odwagi, przestrzegając przed nadmiernym wychylaniem się. Każdy z nas sam uczył się na swoich lub cudzych błędach. To szkoła życia, która nauczyła mnie odwagi i pozwoliła uwierzyć w siebie. Nie zawsze jednak o tym wiedziałam. Myślę, że tak miało wielu z nas. Odwaga kształtuje się powoli, przez całe życie, w miarę wzrostu własnej świadomości i wartości. Generalnie odwaga to gotowość do ponoszenia ryzyka. Albo lubimy ryzyko albo nie. Mamy prawo go nie lubić, ale pozwalając sobie na odwagę, mamy możliwość stworzyć rzeczy największe o których zawsze marzyliśmy.  Czy warto więc w życiu być odważnym? Czy odwaga i zwycięstwo rzeczywiście idą ze sobą w parze? Czy wyzwania pobudzają w nas odwagę? Skąd się bierze w nas w ogóle odwaga? Dlaczego ktoś ma jej więcej, a ktoś mniej? A może wszyscy mamy jej tyle samo, tylko każdy inaczej ją pożytkuje? 🤔

Zamiast unikać strachu, warto wyciągnąć rękę po odwagę – tak jak zrobili to 1 grudnia 2018 roku śmiałkowie, którzy już po raz drugi wystartowali w Płocku w zawodach z cyklu Arena Challenge. Po zeszłorocznym sukcesie pierwszej edycji, organizatorzy – MOSiR postanowili zorganizować kolejną edycję. Patronami medialnymi byli: radiomixx.pl, ESKA, Portal Płock. W tym roku trasa liczyła 600 m, 10 przeszkód, 151 stopni w górę i 146 stopni w dół. Trasa oraz przeszkody trochę się różniły od zeszłorocznej edycji, więc trudno porównywać. Wystartowało 115 mężczyzn i tylko 21 kobiet. Ja się tylko pytam – dlaczego tak mało kobiet?!

Oczywiście wybrały komfort. Co sprawia, że komfort wygrywa a co, że 21 kobiet wybrało odwagę? Uwierzyły, że ich wrażliwość nie jest słabością tylko siłą! Uwierzyły w siebie i zmierzyły się z wcale nie łatwymi przeszkodami.

Na początek opony, żeby nie wystraszyć zawodników. Trzeba było przebiec po nich w dowolnym stylu, byle  bezpiecznie i szybko.

Zaraz za nimi, ostry zakręt i przeskok przez skrzynię. Skrzynia zbudowana była z plastikowych skrzyneczek coca-cola. Nieprecyzyjne trafienie butem sprawiało, że traciło się czas na wspięcie.

Zaraz za skrzyniami leżały piłki:duże i małe, lekkie i ciężkie. To nowa przeszkoda, której nie było w zeszłym roku. Trzeba było przerzucić piłką przez ramię. Kobiety miały do wyboru dwa rodzaje piłek:10 kg i 22kg. Jeśli ktoś zdecydował się na lżejszą to rzucał 10 razy, jeśli na cięższą- rzucał 5 razy. Były różne kombinacje i taktyki, wedle uznania.

Ja zdecydowałam się na przerzucenie 22kg piłki czyli rzucałam 5 razy. Przyznam, ze dużo sił tutaj straciłam i z lekką zadyszką wbiegłam na kolejną przeszkodę – płotki. Przypomniałam sobie wtedy, jak Przemek Stelmaszewski męczył nas na treningach tymi płotkami: noga do góry, równo, prosto i wysoko! W końcu na coś przydały się te jego ćwiczenia 😉. Płotki pokonywaliśmy na zmianę góra,dół, góra, dół.

Jeszcze nie zdążyliśmy się pozbierać po płotkach, a tu czekała na nas kolejna przeszkoda – drewniana wysoka ściana. Trzeba było przeskoczyć przez nią w dowolny sposób. Metody były różne: naskok, wślizg, wskok, przeskok, niektórzy nawet siadali.

Dobra taktyka, znajomość metod biegu przełajowego bardzo się tutaj przydała. Po tych zaledwie kilku przeszkodach można było się już zgrzać, a to dopiero był początek. Przed nami rozpościerały się schody. Bieg po schodach okazał się wg mnie najtrudniejszym elementem tych zawodów. Jeśli ktoś trenuje co jakiś czas bieg po schodach, był wygrany, ale jeśli rzadko po nich biega – wykończył się.  Na dużej powierzchni schodów mieliśmy linki utrudniające nam dotarcie do mety. W tym roku trzeba było wbiegać między linkami pod górę.

Metody pokonania schodów z linkami były różne: nad, pod, pomiędzy, czołganie się, przeskakiwanie. Trzeba było dostać się aż na ściankę wspinaczkową, gdzie czekały na nas liny. Na wysokość 2 m – kobiety i 4 m – mężczyźni musieliśmy się wdrapać. Było to awykonalne w zasadzie ponieważ liny były bardzo cienkie. Ręka do góry komu się udało? Słyszałam tylko o jednej kobiecie, ale mężczyźni chyba też nieliczni.

Za karę trzeba było obiec dookoła ściankę wspinaczkową, aby następnie wbiec do siłowni. Tam na zawodników czekały już odważniki 20 kg na każdą rękę. Z tymi odważnikami w rękach, każdy musiał przejść pewną odległość uginając kolano i dotykając nim podłoża. Zadanie trudne i nie wszyscy wykonali je precyzyjnie.

Ja pamietam, że już tu piekło mnie w gardle, czułam smak krwi w ustach, a serce waliło jak oszalałe. Kiedy wydawało się, że najgorsze za Tobą, znowu napotykasz te „cholerne” schody. Znowu po nich zbiegasz, ale już nie tak szybko jak na początku, bo przecież siły straciło się na wcześniejszych przeszkodach i wykończyły Cię wcześniejsze schody i slalom między krzesełkami. Znowu wbiegasz na trybuny, żeby na macie zrobić 10 burpeesów. Niektórzy robili tylko ćwiczenie padnij/powstań co uważam za błąd. Dużo trudniej jest znaleźć w takim zmęczeniu, energię aby wyciągnąć ręce do góry. Wstajesz z kolan, masz już dość, ale wiesz, że to nie koniec, że musisz biec dalej choć nie masz już siły. Wtedy napotykasz barierki, które trzeba przeskoczyć. Tutaj odwaga mieszała się z brawurą. Mężczyźni przeskakiwali przez nie jak Rocky Balboa.

To co z tymi barierkami robiły kobiety, przechodziło ludzie pojęcie! Bez strachu, że będą cierpieć, że koszt odwagi będzie zbyt duży, „skopały tyłek” tym barierkami.

Tutaj kobiety pokazały się takimi jakie są, kiedy nie wiadomo czy się uda! Ale to nie ważne czy się uda, ważne że zaryzykowały, że odważyły się. 👏👏👏 kobiety!!!

Zbiegasz dalej po schodach, nie liczysz czasu, nie oglądasz się za siebie tylko biegniesz dalej prosto po skakanki.

Jesteś już bardzo zdyszany i zmęczony, ale dasz radę. Czujesz, że zatyka Cię, ale koniec już blisko. Chwytasz skakankę i skaczesz 10 razy. To pikuś, przecież każdy umie skakać. To nic, że boli…nogi są zmęczone i jakieś takie ciężkie. Jednym się udaje, inni muszą powtórzyć ćwiczenie a czas ucieka.

Już za chwileczkę, już za momencik… jeszcze krzesła i czołganie się pod nimi. Ruszasz się szybko, ręce pracują bo rywale są blisko.

Nie odpuszczasz bo ceną jest finał. Sponiewierany wyczołgujesz się spod tych ciasnych krzeseł i wbiegasz na metę. ☺ Ufffff

5 najlepszych kobiet i mężczyzn dostaje się do ścisłego finału. Biegłam tak aby nie dostać się do finału. Cieszyłam się, że nie musiałam tego powtarzać drugi raz. Kiedy wbiegłam na metę zaczepił mnie Konrad Kowal – nowa osoba za Sebastiana Dymka w MOSiR i uwiecznił  na zdjęciu bez oddechu. 😂

Bezkonkurencyjna była oczywiście Gosia Daszkiewicz i Robert Bandosz. Gosia zrobiła całą trasę w niecałe 7 minut, ja w niecałe 9. 😛

Robert Bandosz w świetnym stylu wygrał wśród mężczyzn. Czas poniżej 6 min robi wrażenie. Po biegu mówił, że wszystko wykonał tak jak sobie zaplanował, dobrze rozłożył siły i niczego by nie zmienił.

Przedstawicieli Sparta Sierpc było naprawdę wielu i zajęli czołowe miejsca. W zawodach wzięła również udział grupa dziewczyn z Poznania –  Selekcja. Twórcą grupy jest Natalia Rybarczyk, była „żołnierka” ☺ a teraz fitnesswoman i pomysłodawczyni całego programu treningowego.

W tym  roku pierwszy raz odbył się także bieg dla dzieci, których wystartowało aż 40. Niektórzy rodzice przyszli na te zawody tylko ze względu na bieg dzieci. Świetnie! Społeczeństwo zmienia myślenie o sporcie i aktywności fizycznej.

Gdyby wszystko zależało ode mnie, to zabrałabym i swoje, bo wszędzie są ze mną, ale tym razem miały inne Challenge. 😉 Dzieciaki szalały z rówieśnikami w oczekiwaniu na swój czas.

Najpierw trener pokazał wszystkim jak ma wyglądać trasa, a dzieci słuchały i patrzyły uważnie. Trzeba było się skupić, aby zapamiętać kolejność. Każdy dostał medal, bo zadania wymagały nie lada odwagi.

Zwróciłam uwagę na zawodnika nr 113 Wojciecha Kulińskiego, który przyszedł na zawody z 5-letnią córką Niną. Kiedy tata startował, córka miała za zadanie poczekać na niego na mecie. Zaproponowałam pomoc w opiece nad małą, żeby tata mógł się skupić na zadaniach, wiem co to znaczy. Widziałam, jak bardzo Nina była wpatrzona w tatę i dumna z niego. Nie ważne który był i jaki miał czas – ważne, że dał dziecku wspaniały przykład jak bawić się w sport. Nina była bardzo dzielna, bo kibicowała tacie, śledziła jego postępy, a na mecie biła brawo. Kiedy przyszedł czas zawodów dla dzieci, wzięła w nich udział z radością.

Tak właśnie kształtuje się odwaga, wiara w siebie i swoje możliwości, która nie raz przyda im się w życiu. Kiedyś dzieci wychodziły na podwórko i po prostu biegały i wymyślały sobie zabawy sportowe, teraz czasy się zmieniły, mamy inne większe możliwości, więc wykorzystujmy je. W myśl zasady: ćwicz ruszaj się, a stres odejdzie – ufaj sobie i swoim możliwościom. Spójrzcie na te szczęśliwe, odważne i wygrane dzieci. To od nich możemy nauczyć się najwiecej.

Czasem więc warto porzucić strach, wstyd i komfort i pokazać się innym takimi jakimi jesteśmy, bez względu na to co oni o nas powiedzą – to się nazywa żyć pełnią życia.

„Gdzieś, kiedyś, ktoś zapukał. Inny zapytał: -kto tam? STRACH! – rozległ się donośny głos. Wszyscy struchleli, jedynie ODWAGA powoli wstała, podeszła do drzwi i otworzyła, za nimi nie było NIKOGO.”

 

Monia

Kto ma odwagę, wygrywa – Arena Challenge vol.2

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *