Chyba muszę się przyzwyczaić, że mam na ziemi jakiegoś chochlika-psotnika, który rzuca mi kłody pod nogi, żeby nie było za łatwo.  Jedni przy jakichkolwiek problemach, od razu wycofują się, lub po prostu nie wychodzą z domu.  Ja na przekór losowi idę do przodu. To się chyba nazywa DETRMINACJA.

Na ten Duathlon, już w zeszłym roku miałam chrapkę. Nawet się zapisałam, ale impreza nie odbyła się. Za to odbyła się w tym roku. Pałeczkę organizacyjną przejął biegacz, triathlonista i fizjoterapeuta Krzysiek Tomiński, z PTT DELTA,  który pozyskał środki i partnera jakim był Orlen, Anvil i KolTrans. Wszystko odbyło się 2 września na terenie Nowego Duninowa. Najpierw odbyły się biegi dla dzieci na dystansie 1km, a potem wyścig główny. Niestety, moje dzieci tym razem nie mogły wziąć udziału. Zawodnicy wyścigu głównego najpierw biegli 5 km, potem jechali 28 km, by na końcu znowu pobiec 2,5 km. Wystartowało 73 osoby w tym tylko 9 kobiet. Kobiety co wy wtedy robiłyście?! Aaa malowanie paznokci było… 😜 U mnie to już nie ma co malować 😜.

Miałam wszystko dokładnie zaplanowane. Jestem bardzo zorganizowana, choć niektórzy twierdzą, że wcale. 😂 No cóż…każdy ma swój sposób organizowania się.

Wczesnym rankiem pojawiłam się po odbiór pakietu i chciałam zostawić rower w strefie zmian. Niestety nie było to możliwe, ponieważ strefa dopiero się tworzyła. Ja nie mogłam dłużej zostać, ponieważ musiałam wrócić do domu. Zostawiłam więc rower w namiocie organizatora, dzięki jego uprzejmości.

Start przewidziany był na godzinę  11.30. Wyjechałam z domu o 11, z duszą na ramieniu czy zdążę. O losie, co to był za speed! Jak zwykle dotarłam na zawody w ostatniej chwili. Złośliwość losu. Wiecie… czasem tak jest… im bardziej się staracie, im bardziej wam zależy, tym gorzej wszystko wychodzi. Wszyscy już stali na starcie, kiedy podjechałam. Jakby tego było mało, musiałam szybko wstawić rower w strefę zmian, i wszystkie potrzebne rzeczy do koszyczka.

Oczywiście pomagali uprzejmi koledzy, za co bardzo dziękuję. Mocno zdenerwowana i zmęczona stresem wystartowałam. Tego typu zawody to dla mnie dobry trening i fajny rodzaj spędzenia czasu. Wiem, że nie jestem na tyle dobra, aby ścigać się na rowerze z najlepszymi, ale dlaczego z tego powodu mam siedzieć w domu? Każdy mógł wystartować. Większość zawodników to byli jednak mężczyźni: rowerzyści, triathloniści, ale było też sporo biegaczy. Wystartowało tylko 9 kobiet, ale za to jakich?! Same petardy. Po biegu byłam 5 wśród kobiet, niestety długa, trudna i naprawdę wymagająca trasa rowerowa, dała mi się ostro we znaki. To był długi i samotny wyścig. Dokuczała mi nie tylko samotność w lesie, ale i brak zawodników na moim poziomie. Trudno się ścigać, kiedy nie widzisz nikogo przed sobą ani za sobą. Bardzo szybko dogoniła mnie i wyprzedziła koleżanka, lekarka Agata Rój-Karkowska. Jeszcze masz szansę na bieganiu mnie dogonić! Krzyczała. Niestety jej przewaga na rowerze, była tak duża, że nie udało się. Ostatecznie zawody ukończyłam na 7 pozycji z czasem 2:11:58. Nie miejsce tu się jednak dla mnie liczyło, ale czas. Walczyłam, żeby zmieścić się w 2 godzinach, ale nie udało się.

Muszę przyznać, że organizator bardzo się postarał, aby trasa była ciekawa.  Znam Krzyśka, zapewne jeździł sam po niej milion razy i dlatego wybrał właśnie taką. W nocy i podczas zawodów padał deszcz, więc trasa była mokra, pełna błota, oraz piaszczystych podjazdów. Bardzo obawiałam się zgubienia w lesie, to chyba normalne. Trasa była jednak bardzo dobrze oznaczona i nie można się było pomylić. Najlepszy zawodnik ukończył tę trasę w niecałe półtorej godziny, a najlepsza kobieta Marta Motylewska w 1:47. Marta jest młodą i doświadczoną zawodniczką mtb. Ciężko trenuje i ma wyniki. Można się było zmęczyć i sponiewierać, wszyscy zgodnie przyznali.

Jazda rowerem po lesie podobnie jak bieganie, daje multum przyjemności, nieograniczonej wolności oraz pozwala na pełen relaks. Miło wspominam pogaduchy po zawodach przy ciepłym jedzeniu i zimnym piwku. Organizator wie, co potrzeba każdemu sportowcowi po zawodach.Na zakończenie dekoracja najlepszych. W mojej kategorii wiekowej, stanęłam na podium zajmując 1 miejsce.

Co niektórzy bawili się jak dzieci.

Nie ograniczam się tylko do biegania, próbuję różnych rzeczy i świetnie się bawię, a przy tym rozwijam. W przyszłym roku robimy powtórkę z rozrywki. Mam co poprawiać. A teraz zobaczcie do czego doszło.

Nie dość, że wniosłam go na drugie piętro, to jeszcze umyłam w mojej wannie. A rower nie należy do lekkich ze względu na swoje lata. ☺️ Kiedyś byłoby to dla mnie niemożliwe, ale nie teraz. Dla kolarza, rower to rzecz święta. Czy Wy też myjcie swój rower w wannie?             Bicycle! Bicycle! Bicycle!

I want to ride my bicycle…I want to ride my bike.

Leśne Wydmy

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *