MAM CEL…

W niedzielę wzięłam udział w triathlonie, na dystansie 1/8 IM, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie.  Jeśli więc wahacie się, który i gdzie wybrać, tu znajdziecie odpowiedź. Na początku oczywiście byłam pełna obaw: wielkie miasto, pływanie w rzece, oraz 3,5 tyś uczestników. 😱 Jechałam z głową pełną pytań zwłaszcza, że to mój pierwszy sezon triathlonowy. Sam etap zapisywania już zrobił na mnie wrażenie. Pomyśleli o wszystkim. Nie dość, że można było zadeklarować czas płynięcia: biały, czerwony, niebieski czepek, to jeszcze można było pomóc charytatywnie. Uwielbiam pomagać, a tutaj automatycznie można było wybrać jedną z trzech osób, której chcemy pomóc. 20 zł z wpisowego będzie przekazane na cel charytatywny, do tego Enea dorzuca jeszcze 10 zł do każdego zgłoszenia. Wspaniała inicjatywa, godna naśladowania. Przeważnie każdy chce zarobić na takiej imprezie, przez co ich jakość coraz częściej się obniża. Złość mnie ogarnia, kiedy organizator widzi tylko chęć zarobku, a nie widzi zawodników. Byłam na wielu imprezach: biegowych, triathlonowych, kolarskich, dużych i małych, o rożnym poziomowe organizacji, ale nigdy wielka impreza mnie tak nie zaskoczyła. Najczęściej pakiet zawiera tylko to co musi czyli nr startowy i chip. Koszulka zwykle słabej jakości lub za dodatkowa opłatą, a jedzenie to rozgotowany makaron jak dla świni. Tutaj w pakiecie znalazłam koszulkę firmy SISU, czapeczkę oraz opaskę na nr startowy. Ponadto w pakiecie znalazłam coś jeszcze bardziej wartościowego: świadectwo woli. Co to jest świadectwo woli?

To karta, która podpisana przez nas wyraża zgodę na pobranie po naszej śmierci naszych tkanek i narządów, przez co może uratować komuś życie. „Mamy w sobie niejedno życie” –  Przyznam,że trafili w moje potrzeby.  Regulamin napisany jasno i klarownie. Wiadomo gdzie zaparkować – my na podziemnym parkingu przy TESCO i wszystko podzielone na dwa dni tak, aby nie było zamieszania.  Depozyt czynny cały czas. Strefa zmian umiejscowiona na hali Łuczniczka.

Nie ma możliwości, żeby coś zginęło. Każdy zawodnik przy wejściu i wyjściu jest fotografowany. 😀 Nawet rzędy ponumerowali, aby było łatwiej znaleźć swój rower. Mi to bardzo pomogło. Pływanie odbywało się w rzece. Trudna sprawa, bo rzeka to nie zalew czy jezioro. Ma nurt, jest niebezpieczna i stanowi wyzwanie. I teraz wyobraźcie sobie start wszystkich 1300 zawodników na każdym dystansie, do wody…jednoczesny, raczej niemożliwy. Dlatego to co wymyślili to mistrzostwo: start do wody na 1/4 IM pojedynczo, na 1/8 IM parami – skacząc do wody na nogi przy dźwiękach oszałamiającej muzyki. BOMBA!!!

Z drugiej strony, na pomoście obserwujące rodziny, przyjaciele i osoby dopingujące. Wrażenia niezapomniane, również dla startujących 😉. Skaczesz do wody na nogi. Oczywiście idziesz na dno, odbijasz się i albo umiesz pływać i płyniesz kraulem, albo zdenerwujesz się jak ja, nie możesz wyrównać oddechu i pozostaje Ci tylko żabka i to odkryta 😜.

Brda czysta, ale zarośnieta trawą. Spiker mówił, że kiedyś Brda była brudna, ale poczyniono wiele inwestycji aby wyglądała tak jak dziś. Podczas pływania trawa lekko smyrałka po nogach.

Nie było mowy o pływaniu na grzbiecie, zapomnij! Regulamin wyraźnie zabraniał. Podobnie jak z jazdą na rowerze: możesz na każdym, byle nie z pełnym kołem z przodu. Fajowo. Kiedy wychodzisz z wody podają ci rękę, pomagają odsunąć piankę, wszystko dla Ciebie.

Ja startowałam na dystansie 1/8 IM gdzie limit czasu był dość duży bo 4 godziny. Każdy mógł to zrobić.

W końcu widzialam ludzi, którzy z dystansem podeszli do tego i świetnie się bawili: bez lansu, spiny, sprzętu – tylko dla zabawy, co nie znaczy, że mieli zły czas. Mieli Cel…

Okazuje się, że triathlon można zrobić w stroju królika lub jednorożca. To na pewno twardzi ludzie, a przebranie było tylko przykrywką. Na uwagę zasługuje czas w strefie zmian T1 – 4:33. Tyle wystarczyło aby wyskoczyć z pianki,  wbić się w strój pluszowego króliczka i założyć kask. Szacun. Dodam, ze rower był pożyczony od córki i rozwijał prędkość 26 km/h. Okazało się, że tym królikiem był Bartosz Apanasiewicz, który zmierzył się dwukrotnie z Hardą.

Jadąc na rowerze Wigry 3 też można ukończyć triathlon i można być lepszym ode mnie! 👏💪Miszcz!

Można też triathlon zrobić na rowerze miejskim – takim pożyczanym na godziny 👍, wziąć  od syna lub córki czy tak jak ja na starym i ciężkim mtb. Tutaj Tomi Gorg, który towarzyszył różowemu króliczków. Brawo Panowie 👏👏.

Można też przejechać na tandemie. No i kto jest debeściak?! 😀

I to uczucie, kiedy mówisz ludziom ile masz lat, na jakim rowerze jeździsz i w jakim czasie lub niedoczasie to zrobiłeś… cholesterol od razu spada 😜.

MAM CEL…

Oto zawodnik z nr 600, który towarzyszył mi przez połowę trasy rowerowej. Kupa śmiechu była bo, ciagle się nawzajem mijaliśmy, potem on mnie doganiał i krzyczał: jestem! 😂😂😂 Miał dużo siły bo opowiadał, że pomagał dzień wcześniej, potem biegł bieg nocny, by następnie stawić się o 7 rano kiedy startował dystans 1/2 IM, a następnie wystartować samemu w 1/8.👏💪

W końcu mnie zostawił i tyle go widziałam. 😂

Meta prawie jak na Rzeźniczku. Każdy ma zdjęcie jak wbiega, a komentator krzyczy: Yes! You did it!; Brawo! Zrobiłeś to!; Prawdziwa rakieta!… Każdy mógł być przywitany jak chciał…

Na trasie biegowej oczywiście woda, a na mecie ciasto, banany, pomarańcze, arbuzy, woda, cola, izotonik i piwo 😀.  Czego chcieć więcej? Ano spokoju na trasie biegowej. Jedyne co mi przeszkadzało, to ludzie spacerujący z dziećmi na rowerkach na trasie biegowej. W kolejce po piwo staliśmy prawie godzinę, ale była to jedna z przyjemniejszych kolejek w moim życiu. Rozmawiasz, poznajesz ludzi, wymieniasz uwagi i poglądy. My poznaliśmy Kubę i Wojtka z TriWawa. Byli bardzo zadowoleni ze startu i wyniku. Wojtek nawet opowiadał jak przygotowywał się do tego triathlonu: wprowadził dietę, schudł. Kiedy zaczynał przygodę z triathlonem miał cholesterol 250, a teraz 190. I kto powiedział, że się nie da?!

A oto ekipa Delty z Płocka: uśmiech nie schodzi im z ust nawet po 1/4 IM.

Takich jak oni było wielu. Każdy przekraczał linie mety w jakim stylu chciał: jedni zmęczeni padali, inni ze szczęścia płakali, jeszcze inni cieszyli się jak dzieci. A ja?

Ja też tam byłam, piwo i colę piłam, medal ze szczęścia gryzłam, szczęśliwa do domu wróciłam.

Jeśli byliście tam, napiszcie w komentarzu co widzieliście, co przeżyliście i co zapamietaliście.

Monia

p.s. Zdjecia: maratonmania.pl, Tym żyje Bydgoszcz oraz własne.

MAM CEL – Enea Bydgoszcz Triathlon

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *