Świat sportu jest wielki i bardzo inspirujący. Każdy wybiera dyscyplinę, która mu najbardziej odpowiada. Trudno powiedzieć od czego to zależy. Często kontynuujemy coś, co zaczęliśmy już w dzieciństwie lub poszerzamy o nowe dyscypliny, bo stare już się znudziły. Zdarza się też tak, że całe życie potrafimy być wierni jednej pasji, którą doskonalimy. Dyscypliną, w której nadal mam niewiele doświadczenia to wspinaczka wysokogórska. Są jednak tacy, którzy mają o tym szerokie pojęcie i doświadczenie. Są to nawet ludzie z naszej okolicy, bo z Płocka. Płock nie tylko biega, jeździ na rowerach, uprawia triathlony, ale także się wspina! Zrobiło się o nich ostatnio głośno, kiedy weszli na trzy tysięcznik – Großglockner. Postanowiłam spotkać się z jednym z nich – Przemek Braun  i porozmawiać trochę o tej pasji i wyprawie. Przemek najpierw oczywiście zaczynał od naszych Polskich Tatr, potem przyszedł czas na Włochy, Maroko, a teraz Austria. Podróżuje głównie stopem lub autem, ale jak najtaniej. Ludzie za granicą potrafią być milsi niż rodacy – mówi. Potrafią wspomóc finansowo, podwieźć stopem za darmo, nawet jeśli nie jest im po drodze. Sama chodzę trochę po górach -mam już na swoim koncie góry Świętokrzyskie, kawałek Pienin, Beskidy, Karkonosze. 😀 Trenuję także razem z dziećmi na ściance wspinaczkowej. Jednak wspinaczka wysokogórska to zupełnie co innego niż chodzenie po górach: to przemieszczanie się w terenie stromym z użyciem rąk.

Przemka znam już od jakiegoś czasu, nawet proponował mi żebym kiedyś się wybrała z nimi, ale przy moim natłoku obowiązków to nierealne. Przemek na spotkanie przyjechał rowerem, jak przystało na człowieka aktywnego i wysportowanego, by potem dalej pojechać na trening. Ma 35 lat i jest strażakiem.

Jest nas czterech, którzy tak wspólnie się wspinamy: ja, Krzysiek Dymek, Krzysiek Dąbrowski i Piotrek Antczak – mówi.

Teraz akurat wspólnie z Krzysztofem Dymkiem, z którym znam się od 15 lat wybrałem się do Austrii aby zdobyć jej najwyższy szczyt – Großglockner   3798 m n.p.m. Krzysztof Dymek uprawia nie tylko wspinaczkę wysokogórską, ale także nurkuje.

Wspinał się już na takie góry jak: Aconcagua (6962 m n.p.m.), Mont Blanc (4810 m n.p.m.), Kilimandżaro (5895 m n.p.m.), teraz przyszedł czas na Taury Wysokie i Großglockner. Szczyt ten znajduje się ponad lodowcem Pasterze, u podnóża którego jest droga samochodowa i parking. Stopień trudności najłatwiejszej trasy uznawany jest jako – nieco trudny. Na kształt szczytu składają się dwa wierzchołki przypominające piramidę: Großglockner i Keinglockner. Pomiędzy nimi znajduje się wąska przełęcz Glocknerscharte.

Obaj są zapracowani więc nie było im łatwo znaleźć wspólnie dobry termin, ale się udało. Wyprawa trwała tylko 3 dni, ale taki był zamysł. Zaparkowali  auto na parkingu pod szczytem, koło schroniska Lucknerhaus 1920 m n.p.m. ale spali w aucie żeby było taniej.  Rano, zabrali ze sobą plecaki z najpotrzebniejszymi rzeczami w tym śpiwory i namiot na wszelki wypadek i poszli w górę. Mieli jednak plan spać w schronisku. Szczyt można zdobyć nawet w jeden dzień, ale zgodnie z zasadą aklimatyzacji rozłożyli to na dwa dni. Po drodze są dwa schroniska:  Lucknerhutte na wysokości 2241 m

i kolejne Erzherzog -Johann-huette na wysokości 3451 m. Okazało się, że miejsca było pod dostatkiem, więc ani namiot ani śpiwory nie były potrzebne.

Droga na szczyt prowadzi przez lodowiec Pasterze. Lód jest twardy i mocno zmrożony. Trasa do schroniska zabezpieczona jest stalową liną. Po nocy spędzonej w schronisku chłopaki wyruszyli zdobywać szczyt. Nie spieszyli się. Znajomy Szerpa powiedział im, że pogoda się poprawi i żeby poczekali to będzie przyjemniej. Tak też było. Droga od schroniska prowadzi już przez śnieg. Trzeba mieć raki i czekany bo śnieg jest bardzo niestabilny. Temperatura około -6 stopni, podczas wiatru x 2. Nie wolno zapominać o piciu, trzeba pić nawet do 4 litrów dziennie. Kiedy nie starcza można topić wodę z lodowca i uzupełniać go elektrolitami.

Kolejnym etapem jest już wejście wąskim pasmem na sam szczyt. Warunki i sytuacja wymaga aby związać się liną.

Widoki są „amazing” ☺ . Przejrzystość wspaniała.

Tylko chmury, słońce i Oni!

Na szczyt wychodzą po dwóch godzinach. Na nim znajduje się wielki, charakterystyczny krzyż o masie 350 kg, zwany cesarskim. Okazuje się, że ma on swoją historię, bo został tam ustawiony w 25 rocznice ślubu Franciszka Józefa i Sissi. ☺

Na szczycie trzeba odpocząć, poleżeć, nacieszyć oczy widokiem, zjeść mały posiłek by mieć siłę na zejście.

Najważniejsza rzecz foty! 😀 Każdy zdobywca szczytu, musi jakoś udokumentować to.

Zejście na parking zajmuje chłopakom około 6 godzin. Koszt całej trzydniowej wyprawy to około 750 zł.

Jakie plany na najbliższy czas?

-Kazbek – jeden z najwyższych szczytów  Kaukazu 5033,8 m n.p.m. na granicy Gruzji z Rosją, oraz Elbrus – najwyższy szczyt Kaukazu 5642 m n.p.m. To też najwyższy szczyt w Rosji niedaleko granicy z Gruzją.

– mówi Przemek.

Jak wygląda przygotowanie do takiej wyprawy? To jest spontan czy wszystko przemyślane?

– Do każdej takiej wyprawy musimy się porządnie przygotować, spotkać kilka razy, omówić mapy, trasy, transport, czy obejrzeć filmy z wcześniejszych wejść na dany szczyt. Krzysiek należy do Płockiego Klubu Wysokogórskiego, ja jestem członkiem Polskiego Związku Alpinizmu. Na każdą taką wyprawę musimy też zabrać odpowiednią ilość jedzenia i to głównie liofilizowane i to też trzeba omówić. Pomaga nam i wspiera firma Cameleon. Są jeszcze: plock.pokoje@gmail.com oraz anonimowi darczyńcy, którzy chcą pozostać w ukryciu, tym bardziej serdecznie im dziękujemy! To takie nasze „Skrzydlate Anioły” na ziemi. Bardzo dużo pomaga nam i często bywa na takich wyprawach Krzysiek Dąbrowski Teraz do Gruzji jedziemy właśnie razem. Krzysiek nawiązał współpracę z firmą ALE, która sponsoruje nam żele, izotoniki i wiele innych rzeczy. Już nie mogę się doczekać!

Powodzenia w takim razie i trzymam kciuki za kolejną udaną wyprawę!

Monia

O dwóch takich co zdobyli Großglockner

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *