W życiu bym nie pomyślała, że wezmę udział w czymś takim jak obóz triathlonowy. Zupełny przypadek, ale jakże potrzebny. Wszystko zaczęło się kiedy zmieniłam pracę. Trafiłam do firmy, która dba o swoich pracowników, nie tylko pod kątem rozwoju zawodowego, ale także osobistego. Jako, że mój szef okazał się tak jak ja zapalonym sportowcem – triathlonistą, to poza tym posiada również „głowę na karku”. Napisał projekt o utworzenie w firmie grupy TRI. Projekt został zaakceptowany i dostaliśmy środki na rozwój naszych pasji i reprezentowanie firmy z zawodach triathlonowych. Obóz to fajna i potrzebna forma treningu, jednakże droga. Samej, pewnie trudno byłoby mi się zmobilizować i odłożyć pieniążki. Zawsze znajdą się jakieś ważniejsze sprawy.

Organizatorem obozu, który wybraliśmy wspólnie z kolegami, okazała się znana w Polsce  Kuźnia TriathlonuWszystko zaczęło się przypadkowo w 2011 roku, kiedy postanowili pomóc znajomym profesjonalnie przygotować się do triathlonu. Firma od tamtej pory tak się rozwinęła, że zaczęła organizować obozy triathlonowe, dla wszystkich.

Spośród wielu propozycji, wybraliśmy, krótki 3 dniowy obóz w Ślesinie.  Zakwaterowanie mieliśmy w OWW Delif, nad samym jeziorem. Urokliwe miejsce.

Znajomy powiedział mi, że tydzień przed docelowym startem to i tak nie ma sensu. Postanowiłam jednak nie słuchać go, pojechać, a nawet zapytać trenerów co o tym myślą. Zostaliśmy przydzieleni do 3 grup, w zależności od doświadczenia, możliwości i długości dystansów.Trzeba było dojechać w piątek na 15:00. Ja oczywiście, z powodu obowiązków służbowych nie mogłam wyjechać tak wcześnie jak bym tego chciała. Byłam 20 minut po czasie i sprzed nosa odjechała mi moja grupa kolarska. No pięknie, pomyślałam… co ja teraz zrobię? Na szczęście szybko okazało się, że nie tylko ja się spóźniłam. Postanowiłam dołączyć do innej grupy, ale wiązało się to z dłużą trasą i szybszym tempem.

Tym sposobem zrobiłam 45 km w tempie 28-32 km/h. Musiałam się troszkę napracować aby trzymać koło, choć czasem mi odjeżdżali. Po drodze trener uczył nas jechać w parze i utrzymywać stałe tempo. Po treningu rowerowym, zrobiliśmy pierwszy trening Open Water w jeziorze.

Po ulewnych deszczach, zaczęło się wypogadzać, wyszło słońce, a woda miała 16 stopni. To był naprawdę intensywny trening – 1,5 km w 45 minut. Tyle mnie się udało przepłynąć, ale byli szybsi i lepsi ode mnie. Trening nie był nastawiony na technikę, ale na szybkość oraz pływanie w grupie, parami, trójkami, w nogach. Polecam każdemu spróbować tego.

W sobotę to dopiero czekało nas wyzwanie: od 9-14 czekał nas trening zakładkowy rower/bieganie. Żeby zrobić tę zakładkę musieliśmy najpierw dojechać na rowerach 20 km do miejsca docelowego.

Następnie każda grupa miała inny dystans do pokonania. Moja grupa miała: dwa kółka rowerowe, każde po 9 km w swoim najszybszym tempie oraz trzy odcinki biegowe, każdy po 2 km. Inne gr miały dłuższy dystans, w zależności od doświadczenia i tempa.

Każdy z nas musiał zrobić to jak najszybciej oraz mieć jak najkrótsze przerwy między jazdą na rowerze a bieganiem. Po treningu zakładkowym trzeba było wrócić do ośrodka kolejne 20 km. W sumie w sobotę moja grupa zrobiła około 60 km na rowerze + 6 km biegania. Jakby tego było mało, po obiedzie mieliśmy kolejny trening Open Water. Tym razem woda była trochę cieplejsza, a słońce bardzo umiliło ten trening.

Zrobiłam 2,5 km pływania , bo tyle zdążyłam w tym wyznaczonym na trening czasie. Tym razem uczyliśmy się wyprzedzać siebie nawzajem, płynąc w parach z podobnym tempem. Trafiłam idealnie, bo moja koleżanka z pokoju Ewa, była na moim poziomie, a raczej ja na jej. 😂 Trochę dawała mi się wyprzedzać, ale taki też był przykaz. Inni na pewno zdążyli więcej przepłynąć, ale dla mnie 2,5  km to olbrzymi wyczyn. Nigdy tyle nie przepłynęłam, a tym bardziej kraulem. Ewa była tutaj na obozie dwa lata temu i tak się jej podobało, że postanowiła wrócić.

Po treningu był w końcu czas na relaks, odpoczynek i wspólne rozmowy w gronie nowych znajomych.

Cudowny zachód słońca wynagrodził nam całodniowy wysiłek.

W niedziele o 7 rano czekał nas poranny Open Water. Bałam się, że będzie nieprzyjemnie, ale dla morsa woda o tej porze roku wcale nie jest za zimna.

Przez 40 min zrobiłam 2,2 km 🏊‍♀️. Wspaniałe uczucie. Gdyby tak można było codziennie. 😜

Po śniadaniu, znowu podzieleni na grupy ruszyliśmy na trening rowerowy. Pierwsza grupa zrobiła aż 120 km w 3,5 godziny, my 72 km w 3 godziny, a grupa druga 100 km. Osoby początkujące, jeżdżące na rowerach mtb zrobiły w tym czasie inny, własny trening zakładkowy. Także wcale nie trzeba mieć super roweru, żeby uprawiać sporty, czy trenować Triathlon. Ja w zeszłym roku wszystkie triathlony zrobiłam na starym rowerze mtb. Na pewno taka sprawa nie mogłaby mi przeszkodzić w realizacji moich planów.

Szefem obozu był Rafał Pierścieniak, który również z nami czasem trenował.

Każda grupa miała dodatkowo swojego trenera kolarstwa. Na obóz przyjechali ludzie z całej Polski i nie tylko, bo byli też Polacy mieszkający na stałe w Niemczech. Byli ludzie doświadczeni, przyjeżdżający na obozy od kilku lat, ale także nowi i dopiero zaczynający przygodę z triathlonem. Na uwagę zasługuje najmłodszy uczestnik obozu Kuba (lat 15), który przyjechał na obóz ze swoim tatą aż z Niemiec. Kuba planuje już swoje pierwsze starty. Oczywiście w Niemczech, bo u nas w Polsce jeszcze nie może.

Powiem Wam, że ten chłopak mnie zadziwiał. W piątek jechał ze mną w drugiej grupie długi dystans i spokojnie nadążał z tempem. To raczej ja odstawałam. Byłam w szoku. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze rok temu ważył 75 km i był typowym kanapowcem. Triathlonem zacząć się interesować rok temu, a od pół roku trenuje na poważnie. Miłość do triathlonu zaszczepił mu oczywiście jego tata. Chłopak był nie do zdarcia: jeździł szybciej niż wielu z nas, pływał jak ryba, a o bieganiu nie wspomnę. Ani razu nie słyszałam od niego żeby narzekał, że ciężko czy, że jest zmęczony. Młodzież powinna brać z niego przykład, bo jest prawdziwym wzorem godnym do naśladowania. 👏👏 Kuba!!!

Ja razem z moimi kolegami z firmy: Sewerynem i Przemkiem trzymaliśmy się razem, choć należeliśmy do zupełnie innych grup. Fajnie, że kogoś znałam, bo zawsze to raźniej, niż zupełnie samemu.

Oni doświadczeni długodystansowcy, a ja szybka sprinterka 😜.

Podczas jednego z treningów, jadąc obok trenera zapytałam go: Mam za tydzień start w 1/8 IM. Czy ten obóz teraz ma sens?

Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i powiedział: oczywiście, że ma. To tylko 3 dni intensywnych treningów. Wrócisz do domu i masz jeszcze tydzień żeby się zregenerować i zrobić własny spokojny trening zakładkowy i Open Water. Oczywiście technicznie niewiele w tym czasie da się poprawić, do tego potrzeba dłuższego obozu np takiego jak był w majówkę 5-cio dniowego.

Mi do mojego sprintu w zupełności to wystarczy. Osobiście bardzo mi się podobał trening rowerowy ostatniego dnia. Poza długim dystansem, którym na początku byłam przerażona i szybkim tempem, które musiałam utrzymać, robiliśmy jeszcze interwały rowerowe np 1km na maxa. Dowiedziałam się też jak przejeżdżać przez tory kolejowe. Dodatkowym atutem był dobry asfalt i piękne trasy Muszę powiedzieć, że mają tutaj wyjątkowo urokliwe tereny rekreacyjne. Świetna sprawa.

Życie jest piękne! Kiedy wydaje nam się, że wszystko już przeżyliśmy i nic ciekawego nas nie spotka, nagle dostajemy od losu prezent, który tylko trzeba rozpakować. To my jesteśmy kreatorami naszego życia, my decydujemy o nim. Mam nadzieję, że za kilka lat, ja też przyjadę tam z moimi synami, którzy zechcą  trenować Triathlon.

To był dobrze wykorzystany czas. Sama nie zmobilizowałbym się, aby odbyć tyle treningów. Poza tym w grupa dodaje siły i motywuje.

Monia

Obóz triathlonowy z Kuźnia Triathlonu- czy warto?

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *