Cykl p.t. „Wyjątkowi ludzie” z Płocka zaczęłam od wspinaczki wysokogórskiej, a dziś przyszła kolej na Triathlon. Tylko nie taki zwykły Triathlon. O tym, że triathlon jest interesującą dyscypliną nie trzeba chyba nikomu przypominać. Niewielu zaś wie, że poza typowymi dystansami: 1/8 IM, 1/4 IM, 1/2 IM, IM są jeszcze jego wielokrotności. To już nie jest wtedy zwykły Triathlon tylko Ultra – Triathlon.

7 lipca 2019 r w Austrii, odbyły się zawody na dystansie 5-krotnego IRONMANA Ultra – Triathlon Rogner Bad Blumau: tj. 19 km pływania, 900 km jazdy na rowerze i 211 km biegu. W zawodach Ultra Triathlon Quintuple wystartowało 32 zawodników, w tym 3 Polaków, a jeden z Płocka – Damian Lewandowski. 

Kiedy w mediach przeczytałam jakieś bzdury na temat jego startu i jego wątpliwej wygranej, zbulwersowałam się i postanowiłam, że porozmawiam o tym z Damianem. Zagotowało się we mnie! Zarówno cała Polska jak i lokalni mieszkańcy zasługują na to aby poznać szczegóły i dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. Jeszcze do tego roku, żaden Polak nie ukończył zawodów na dystansie 5-krotnego IRONMANA. Dwa lata temu Damian wystartował w Mistrzostwach Świata w potrójnym Ironmanie jako jedyny Polak. To dało mu przepustkę do 5-krotnego IRONMANA.

Kim jest Damian Lewandowski?

Damian uczy matematyki i fizyki w płockim „Elektryku”. Na codzień ojciec dwójki dzieci: Igora i Zuzi oraz kochający mąż swojej żony Moniki, która wspiera go w jego poczynaniach sportowych. Nieprzeciętnie skromny człowiek, lubiący pomagać innym z tzw „czynnikiem ludzkim”, który zapragnął spełnić marzenia.

Gdyby nie koledzy z PTT „DELTA”: Tomek Górecki, Adam Kaźmierczyk, Jarek Sosnowski, Paweł Wiśniewski, Tomek Nowakowski wszystko byłoby dużo trudniejsze. To oni i moja żona utworzyli stronę na Facebooku, zrobili zrzutkę oraz poinformowali media o tym co chce zrobić.

Bardzo szybko znaleźli się sponsorzy: firma ProkomtelUnigrafRevico. Jestem im bardzo wdzięczny i serdecznie dziękuje!

Jak to się wszystko zaczęło i jaki w tym udział ma Paweł Przybyszewski?

Sport od zawsze był w moim życiu. Najpierw przez wiele lat było to karate, potem kolarstwo i w końcu przyszedł czas na Triathlon. Lubię pływać bo jest ogólnorozwojowe, rower mam opanowany, bieganie po lesie to też czysta przyjemność. Moim mistrzem i trenerem, który zaraził mnie sportem jest Świętej Pamięci Paweł Przybyszewski. Paweł najpierw przez 10 lat trenował mnie karate, potem nasze drogi rozeszły się ponieważ miałem wiele kontuzji, i musiałem zrezygnować. Myślałem wtedy trochę o piłce nożnej, ale te wszystkie kontuzje po karate: złamane nosy, łękotki, ścięgna i inne nie pozwalały mi na to. Skończyłem studia, założyłem rodzine, zrobiłem doktorat i 15 lat później spotkaliśmy się znowu z Pawłem na „szosie”. To on uczył mnie stawiać pierwsze kroki w kolarstwie: tłumaczył jaki rower dobrać, jak siodełko dopasować, jakie buty oraz jak to wpływa na moją szybkość. Uczył mnie techniki jazdy i warsztatu, często razem jeździliśmy. Paweł był kolarzem typowo szosowym. Zawsze powtarzał: „on po krzakach nie będzie jeździł”! Był świetnym kolarzem i doskonałym trenerem. Uważał, ze jeśli coś nie wychodzi, to trzeba to robić do skutku, aż wyjdzie. Był wymagający wobec siebie i wobec innych. Uczył twardej szkoły życia. Ja może w wojsku nie byłem i nie dlatego, że się migałem tylko akurat przeniesiono nas do rezerwy. Mimo to wojskową szkołę życia dostałem od Pawła. Sam trenował bardzo dużo, nawet po 8 godzin w weekend, co przekładało się na jego osiągnięcia. Wystartował w Tour dr Pologne Amatorów w 2017 roku z bardzo dobrym skutkiem. Na 1933 zawodników był 867, a 68 w swojej kategorii wiekowej. Był moim Mistrzem i nagle dwa miesiące przed  moimi zawodami odszedł… Miał tylko 56 lat! Bardzo to przeżyłem! Płakałem na pogrzebie jak dzieciak. Godziny wspólnych treningów bardzo nas zbliżyły, a z trenera zmienił się w przyjaciela. Kiedy zmarł Paweł, nie mogłem sobie znaleźć miejsca, myślałem: co mogę dla niego zrobić? Dla jego rodziny? Zadzwoniłem wtedy do jego kobiety – Uli i zapytałem czy mogę dostać jego koszulkę ze startów? Jeśli nie na zawsze, to na wzór, żeby zrobić taką i w niej wystartować. Ula się zgodziła i tak oto przejechałem w niej 900 km na zawodach.

Pizzeria Czerwony Pomidor to ich dzieło. Dlatego Jemu zadedykowałem ten start. Uli po Pawle zostały dwa rowery, które chce sprzedać. Jeden rower jest zupełnie nowy, kupiony na ten sezon i ani razu nie użyty – to rower czasowy. Drugi trochę jeżdżony, ale utrzymany w bardzo dobrym stanie. Ula „z nich zupy nie ugotuje”, więc sprzeda je chętnie po kosztach. Gdyby więc ktoś chciał kupić bardzo dobre rowery i tanio to proszę zgłosić się do Uli w Pizzeria „Czerwony Pomidor”. To na pewno pomoże jej i jej osieroconej córce.

Kiedy przyszła myśl o Triathlonie? 

W 2013 roku zadebiutowałem w Garmin Iron Triathlon w Płocku na dystansie sprinterskim. Tak mi się spodobało, że zacząłem zwiększać dystanse. Wystartowałem w Malborku i w Borównie na dystansie pełnego IM i przyszło mi to bardzo łatwo. Postanowiłem iść za ciosem i wydłużyć dystans. W 2016 r w Słowenii zrobiłem podwójnego IRONMANA. To był mój pierwszy Ultra Triathlon. Zająłem tam wtedy 3 miejsce w kategorii wiekowej i 10 open.

W 2017 roku, jako jedyny Polak wystartowałem w Mistrzostwach Świata w potrójnym Ironmanie i zająłem dobre 12 miejsce. Międzyczasie zrobiłem jeszcze w Polsce dwa Ironmany i zszedłem poniżej 10 godzin. To zbliżało mnie coraz bardziej do dystansu 5-krotnego IRONMANA.

To jak było naprawdę z tą wygraną w Austrii?

Ultra Triathlon w Austrii – część pływacka, organizowana jest zawsze na basenie. Aby móc pomieścić wszystkich uczestników na pływalni trzeba to jakoś logistycznie podzielić. Organizator podzielił nas na dwie grupy. Wolniejszych puszcza się wcześniej, aby mieli więcej czasu na ukończenie zawodów, a szybszych trochę później. Pierwsza grupa wystartowała 17 godzin wcześniej niż druga. Ja byłem w tej drugiej grupie, podobnie jak mój kolega Piotr Młynarczyk, a Mateusz Pietruliński w pierwszej. Tuż przed startem, Piotr poprosił o przeniesienie do pierwszej grupy, tłumacząc to ograniczeniem czasowym winiet. Organizator zgodził się. Mój zespół zapytał sędziego czy ma to jakikolwiek wpływ na wyniki końcowe. Nie miało!

W wynikach końcowych wyglada to następująco:

10 miejsce Open: Damian Lewandowski : 97:45:56

17 miejsce Open Piotr Młynarczyk: 110:58:05

18 miejsce Open Mateusz Pietruliński: 116:52:53

Piotr Młynarczyk nie może więc być pierwszym Polakiem, który ukończył ten dystans! Ja wyprzedziłem moich polskich rywali o 13 godzin jednego i o 19 godzin drugiego. Chronologicznie wbiegł pierwszy, ale tu nie liczy się chronologia tylko czas.

Ewidentnie widać, że został uknuty spisek przeciwko Tobie.

– Na to wychodzi. Taka mała manipulacja opinii publicznej. Kiedy wbiegałem na metę słyszałem słowa spikera: „Proszę Państwa, miejskie na uwadze, że Damian jest Pierwszym Polskim Sportowcem, który ukończył wyścig na dystansie 5-krotnego IRONMANA!”

Dodam, że jest to od teraz rekord kraju i z nim będą rywalizować kolejni uczestnicy.

– Tak, zgadza się. Jest mi zwyczajnie przykro, że muszę się  z tego tłumaczyć.

Tak to jest kiedy nieoczekiwanie wygrywa zawody ktoś, kto trenował sam, bez poklasku, bez mediów i trenerów, kto wierzy w czysty sport. Bo tak było?

– Tak. Sam układam sobie plany treningowe. Nie mam tez żadnego doradcy dietetycznego. Wszystko robię metodą prób i błędów. Takich błędów żywieniowych popełniłem już mnóstwo np. podczas Ultra Triathlonu w Słowenii. Teraz byłem mądrzejszy i bardziej doświadczony.

Jak to wyglądało od strony technicznej?

– Bardzo pomogli mi przyjaciele. Pojechaliśmy w składzie 5-osobowym: moja żona Monika – odpowiedzialna za przygotowanie jedzenia i masowanie mi nóg.

Michał Ruciński – odpowiedzialny za załatwianie różnych spraw organizacyjnych. Przebiegł nawet ze mną 40 km żeby mi było raźniej.

Tomek Nowakowski i jego córka Klaudia – odpowiedzialni za transport. Pojechaliśmy bowiem dwoma autami. Pierwszy raz nie miałem problemu z logistyką i mogłem zabrać wiele rzeczy np. Lodówkę, kuchenki gazowe, leżaki, trzy rowery, namioty. Tomek gotował mi też oraz sprawdzał prognozy pogody.

Waldek Gieres, który pojechał w ostatniej chwili w zastępstwie za mojego przyjaciela Leszka Bukowskiego. Waldek jest prezesem mojego klubu PTT DELTA. Był odpowiedzialny za sprawy techniczne na rowerze. Bardzo się przydał! Dziękuję!

Bez nich to by się nie udało!

Ile spałeś podczas tych zawodów i co jadłeś?

– Spalem wszystkiego może z 6 godzin, niewiele mniej niż moi przyjaciele, którzy mi pomagali. Piłem rosół, jadłem słodycze, popijałem izotonik. Rosół zamiast klusek miał pokrojone naleśniki. 😂.

Czytałam na Twoim fanpage, że biegłeś w dwóch różnych butach. Dlaczego?

– Czarny but próbował wyprzedzić pomarańczowego i na odwrót, dzięki temu szybciej biegłem 😋. A tak naprawdę to zrobiły mi się pęcherze i to był jedyny pomysł, żeby to przystopować. Jako jeden z niewielu biegłem do samego końca.

Jak długo się przygotowywałeś?

– W sumie 4 miesiące. Codziennie trenowałem co innego, wydłużając dystanse.

Znajomy kolega powiedział, że kiedy by nie wyszedł na trening to zawsze spotykał Damiana 😂.

– Mogło tak być, bo pod koniec przygotowań trenowałem w tygodniu: 500 km na rowerze, 130 km biegu i dwie jednostki pływania.

Mówisz, że nie będzie już dalszych wielokrotności. Czy myślałeś w związku z tym aby powalczyć o slota na Hawaje?

– Kończę karierę na dystansach ultra. To co zrobiłem w zupełności mi wystarcza. Jestem zadowolony z tych osiągnięć, a nawet zadziwiony takimi sukcesami. Teraz chcę nacieszyć się rodziną. Mam wspaniałe dzieci, żonę no i przyjaciół. Czy trzeba chcieć więcej?

Hawaje…Za duże koszty. Myślałem o tym, a dokładniej koledzy z Delty mnie namawiali. Poza tym to mnie nie kręci, ja mam już 4 Ironman na końcie, a Hawaje to przecież kolejny Ironman.

 

Jednemu z kolegów Damiana wspomniałam o kim piszę teraz, a tak jak On jest „wyjątkowy” i oto co powiedział: „Daniam, ojjj tak. Postać, która to jest wyjątkowa nie tylko pod względem sportowym, ale również dzięki swojej skromności i chęci pomocy innym. Jego wyczyny sportowe są niesamowite i myślę, że takich śmiałków jest niewielu w naszej galaktyce. Chylę czoła i podziwiam upór, odwagę i poświęcenie. Niewątpliwie to Płocczanin, który zasługuje na wielki szacunek.” 😀

Damian wielokrotnie mówił, że dużo radości sprawiła mu pomoc kolegów, bo była bezinteresowna. Kiedy wrócił do domu po zawodach, nie spodziewał się takiego komitetu powitalnego!

To tylko potwierdza opinię, jakim jest człowiekiem. Rozmowa z Damianem przyniosła mi wiele radości, zazdroszczę jego uczniom – bo fajnie mieć nauczyciela z pasją, który jest wzorem dla swoich uczniów, przyjaciołom oraz rodzinie bo mają wokół siebie wyjątkowego CZŁOWIEKA.

Monia

p.s. Swoją drogą nie wierzę, że Damian na tym poprzestanie. Myślę, że jeszcze nas zaskoczy… ☺

Pierwszy Polak, 5-krotny Ironman Damian Lewandowski z Płocka – Mistrzem Polski

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


2 thoughts on “Pierwszy Polak, 5-krotny Ironman Damian Lewandowski z Płocka – Mistrzem Polski

  1. Dzień dobry. Takie trochę kłamstwo, bo owy Pan nie był pierwszym Polakiem, który ukończył, ale był z Polaków najszybszy. To zasadnicza różnica i tu ma miejsce wprowadzenie w błąd czytelnika. W momencie biegu Pana Lewandowskiego, bieg ukończył Piotr Młynarczyk. Wystartował on dzień wcześniej, razem z Panem Pietrulińskim. Jednym z dowodów na to co mówię, jest zdjęcie na profilu wspomnianego powyżej Piotra.

  2. Żadne kłamstwo! Piotr Młynarczyk ukończył wcześniej bo wcześniej zaczął. Gdyby obaj Panowie wystartowali razem to przegrałby z Damianem! Rozumiem, że jak ktoś jest słabszy to szuka rozgłosu własnie takimi drogami. Liczy się czas! Żenada, że ktoś w ogóle mógł pomyśleć o sławie w taki sposób! A zasady fair play? Takie rzeczy tylko w Polsce jak zwykle. Pzdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *