Byliście kiedyś w nocy w ZOO? NIE?! To żałujcie! To nie to samo co nocne chodzenie po cmentarzu. 😂 To dużo większa frajda. W tym roku już po raz siódmy odbyła się w Płocku ZooNoooc. Ja byłam dopiero czwarty raz. Bilety można było kupić on line, ale nie było to takie proste. Chętnych było dużo więcej niż miejsc. Wszystkie bilety 999 szt, sprzedały się w 6 minut. 😱 Dla mnie zabrakło, ale dobrze, że koleżanka miała więcej to odkupiłam. ZooNoooc to jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa i niepowtarzalna impreza w Zoo w Polsce. Pomysłodawcą projektu jest podróżnik Michał Łukasiewicz. W tym roku odwiedzili  ZOO goście nie tylko z Polski: Kutno, Gostynin, Włocławek, Wrocław, ale też z zagranicy, a gościem specjalnym był Szymon Radzimierski – młody, zaledwie 11 letni podróżnik, aktor, bloger, łowca przygód i reporter National Geographic Kids. Najmłodszy uczestnik miał podobno 2 tyg (jeśli dobrze usłyszałam) i przyjechał z Gostynina. Brawa dla rodziców za dobre wzorce 👏👏👏.

Szczególnie polecam tę imprezę rodzinom z dziećmi. Bierzesz namiot, śpiwory, karimaty, swoje jedzenie i idziesz do zoo. Jeśli nie masz namiotu, nic nie szkodzi, możesz spać razem z wężami i rybami. Tam zawsze jest ciepło i nigdy nie pada. 😂

Co roku kolejka jest długa, a stać w takiej kolejce to czysta przyjemność. To co innego niż kolejka do lekarza 😉, w banku czy na poczcie 😂. Wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Ochrona sprawdzała bilety, śpiwory i plecaki, aby każdy z nas mógł czuć się bezpiecznie. Po założeniu opaski na rękę, każdy mógł poruszać się swobodnie po zoo, a także wychodzić i wchodzić na jego teren ile razy chciał. Opaska obowiązywała od piątku do soboty dnia następnego. Kiedy więc przeszedłeś pozytywnie wstępną selekcje mogłeś udać się na plac pod „grzybka”, aby tam znaleźć miejsce dla siebie i rozbić namiot.

Miejsca w całym ZOO jest pod dostatkiem i każdy namiot się zmieścił.

My w tym roku znaleźliśmy super miejsce – tuż przy napisie ZOO

Z widokiem na most i Wisłę

Jakby tego było mało, tuż obok nas ustawiono teleskop i dzięki Piotrowi Kosek z Astrofazy, który się doskonale na tym znał można było obserwować niebo,  gwiazdy i planety. Coś wspaniałego! Pogoda niezbyt sprzyjała, bo niebo było zachmurzone, ale próbowaliśmy oglądać Jowisza. Zaraz po rozłożeniu namiotu poszliśmy na nocne zwiedzanie ZOO. Obejrzeliśmy wszystkie ryby w części akwarium, następnie poszliśmy do herpetarium gdzie czekały na nas przeróżne gady i płazy.

Moje dzieci odważyły się na bliższy kontakt z niektórymi 😀

Znany ze świata biegackiego Mariusz, próbował zaprzyjaźnić nas z olbrzymim wężem Boa o imieniu Xenia.

Xenia ma 9 lat i waży aż 22 kg, a jej utrzymanie było naprawdę trudne.

Młodszy syn zdecydował się na pogłaskanie jej ponieważ jest spokojnym wężem i wiedział, że drugi raz taka okazja może się nie zdarzyć.

Można było oczywiście wysłać kartkę do kogo się chciało, nawet do Afryki i to zupełnie za darmo! 😀


Kiedy tak przechadzaliśmy się wśród tych węży, mały koralowy wąż oplótł Stasia ☺. Był przyjemny, miły w dotyku i bardzo grzeczny. Szybkimi ruchami wił się po plecach, brzuchu i szyi.

Dużo czasu spędziliśmy na świeżym powietrzu, spacerując z czołówkami po Zoo i obserwując jak słonie idą spać, jak lwy spacerują, kozy biegają a małpy figlują. Były lody dla dzieci, kawa dla mamy i park linowy Zoolandia gdzie dzieci mogły wykazać się sprawnością sportową oraz poznać się nawzajem. Tuż koło sceny znajdowała się specjalna strefa dla dzieci. Można tam było się bawić, malować i słuchać ciekawych opowieści.

Po długiej i męczącej wycieczce przyszedł czas na jedzenie. Zabraliśmy ze sobą kiełbasę na ognisko, ponieważ wiedzieliśmy z lat poprzednich, że będzie pieczenie przy ognisku, a to największa frajda.

Kiedy dzieci najadły się już i usnęły w namiocie, wtedy ja nakarmiłam swoją duszę pięknymi opowieściami pana Michała Łukasiewicza o wyprawie na Madagaskar. Pokazywał nam zdjęcia ze swojej prywatnej wyprawy na Madagaskar, jakiego nie zobaczymy jadąc z biurem podróży. Stałam i słuchałam i oczom nie wierzyłam.

Rano obudził mnie ryk głodnego lwa 😉. Dobrze, ze namiot miałam zasunięty, to nie poszłam na pierwszy głód 😉😂. Może dlatego nie spotkałam żadnych znajomych, nawet tych co byli obok mnie bo cały czas siedziałam w namiocie 😉, z obawy przed lwami. Zresztą, namiot był tylko trzy osobowy, więc nikt więcej w nim by się nie zmieścił 😂. Trochę bolały mnie stare kości od spania na twardym, ale czego się nie robi dla dzieci i takich przeżyć. To co? Widzimy się za rok! Tymczasem 24 sierpnia będziemy mogli pobiec w ZOO, także w nocy. Chętnych zapraszam do zapisów. Do zobaczenia!

Monia

Pod namiot do ZOO – 7. ZooNoooc w Płocku

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *