Udział w triathlonie nie może być przypadkowy. Nie wystarczy być świetnym biegaczem, żeby poradzić sobie w triathlonie. Już lepiej jeśli jest się pływakiem, bo tutaj można zyskać duża przewagę. Stare porzekadło triathlonistów zaś mówi: możesz wygrać triathlon rowerem, a przegrać bieganiem”. Pomysł na triathlon zrodził się w zeszłym roku, po udziale w sztafecie na Garmin Iron Triathlon. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Triathlon jest ciekawy bo łączy w sobie trzy dyscypliny sportowe i nie ma czasu na nudę. Przygotowania zaczęłam jesienią: 2 x tygodniu basen, 1 x trening motoryczny, 2 x trening biegowy. Na rower nie było czasu niestety. Nie żyje ze sportu, więc trenowanie dwa razy dziennie basenu w moim przypadku odpada. Sport to tylko albo aż moja pasja, którą realizuję po godzinach pracy.Trening rowerowy wprowadziłam wiosną w weekendy w postaci zawodów rowerowych mtb. Jako, że jestem głównie matką, musiałam a nawet chciałam pogodzić to z wychowywaniem dzieci i ich szkołą. Był to świetny pomysł aby pogodzić życie rodzinne z treningiem. Wyrobiłam sobie dużo siły zwłaszcza w tych partiach mięśni nóg, które pracują na rowerze. Pierwszy start w triathlonie grozi dużym wydatkiem finansowym: zakup najtańszej pianki np. w Decathlonie to koszt około 300 zł, zakup stroju triathlonowego to już wydatek około 500 zł (ja kupiłam w promocji za 200zł), do tego dochodzi w okresie przygotowań karnet na basen około 100 zł miesięcznie. Sprawa roweru jest też istotna, ale dementuje plotki, że triathlon można zrobić tylko na rowerze profesjonalnym za min 5 tyś. Ja trenowałam na mtb i na takim miałam zamiar pojechać. Oczywiście byłoby ciężej, ale zrobiłabym. W ostatniej chwili pożyczyłam rower, wcale nie wypasiony a jedynie lżejszy i na nim pojechałam. Jeśli ktoś chce zacząć bawić się w triathlon to wystarczą też zwykle buty do biegania w których pojedzie i pobiegnie. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i kiedyś zamarzy się lepszy rower, buty wpinane specjalne do jazdy rowerowej i do tego pedały, ale nie jest to warunek konieczny! Jest tak mało kobiet bawiących się w triathlon, że aż wstyd. Ja na debiut wybrałam Garmin Iron Triathlon w Płocku i najkrótszy dystans 1/8 IM czyli 475 m pływania/ 22,5 km jazdy na rowerze/ 5 km biegu. Na moim dystansie wystartowało 275 osób w tym tylko 44 kobiety. Z Płocka natomiast na tym dystansie wystartowało nas 17 osób- 3 kobiety i 14 mężczyzn. Zawodnicy, którzy startują już od lat i należą do Płockiego Klubu „Delta” startowali na dystansie 1/4 i 1/2 IM w tym tylko jedna kobieta Agnieszka Burżacka-Tyc. To już duże wyzwanie zarówno wydolnościowe jak i czasowe.

Wystartowałam w piance zakupionej właśnie w Decathlonie. Na te kilka startów w sezonie jest naprawdę wystarczająca.

Etap pływacki odbył się nad zalewem Sobótka, a start z wody, co mnie przeraziło kiedy dowiedziałam się o tym. Trzeba było najpierw dopłynąć do wyznaczonego punktu, a następnie poczekać w wodzie na start dobre kilka minut. Dla mnie jako początkującego pływaka bariera nie do pokonania. Kilka razy zachlapałam się wodą zanim w ogóle dopłynęłam, na start. Woda bujała z powodu jazdy po niej skuterów wodnych. Kiedy już dopłynęłam do punktu startu musiałam uspokoić oddech, nastawić zegarek, schować go pod piankę i lekko machając rękami czekać na start. Uwierzcie mi, że byłam spanikowana i bardzo zdenerwowana. Nie mogłam uspokoić oddechu a co dopiero utrzymać się na wodzie. I jeszcze te glony! Feee ochyda! Oplatały się wokół nóg i ciągnęły w dół. 300 zawodników tak zmąciło te wodę, że była ochydnie brudna. Ustawiłam się tak bardziej z tyłu, a i tak zaliczyłam „pralkę”. Ktoś po mnie przepłynął, uderzył mnie w głowę, zrzucił okulary z prawego oka 😂😂😂 zero kultury 😜. Powiem Wam jeszcze jedno: co  innego pływanie w basenie, co innego indywidualny trening na jeziorze czy zalewie, a jeszcze co innego start z wody razem z 300 innymi zawodnikami. Pomimo, że podszkoliłam pływanie kraulem to nadal brakowało mi siły aby cały etap przepłynąć jednym stylem. Użyłam trzech stylów: żabka kryta, kraul i na grzbiecie. Musiałam! Inaczej źle by się to skończyło. Nie przejmuje się tym zbytnio, bo moje niedoskonałości tylko dopingują mnie do jeszcze większej pracy. Etap 450 m pokonałam w czasie 14:12 min. Z wody wyszłam przeszczęśliwa, że przeżyłam i nie taka ostatnia. Czego zapomniałam a o czym powinnam pamiętać? Zapomniałam banana, batoników i wody nad Sobótkę do strefy zmian T0. Człowiek wychodzi na zawody po śniadaniu, a start dopiero za parę godzin. Trzeba coś przegryźć. Widziałam zawodników jedzących batoniki na rowerze i tak im zazdrościłam… ☺️ Za gapowe się płaci.

Koledzy z którymi razem przygotowywałam się do tego triathlonu popłynęli bardzo podobnie, choć myslałam, że będą dużo szybsi ode mnie. Pewnie asekurowali mnie potajemnie 😜. Trzeba być naprawdę wprawionym pływakiem i czuć się pewnie w wodzie aby zmieścić się w 10 min. Kolejny etap to strefa T0- zdejmowanie pianki, zakładanie butów i długi podbieg Wzgórzem Tumskim do kolejnej strefy zmian T1 usytuowanej na Starym Rynku. Mi zajęło to wszystko 9:00 min i już dziś zastanawiam się ile jeszcze z tego mogę urwać. Co i gdzie zrobić szybciej. Strefa zmian T0 niby bezpieczna, pilnowana a jednak ktoś pierwszemu zawodnikowi, który wyszedł z wody ukradł buty. Nie do wiary!!! Musiał biec na boso pod górę, po czym dał znać swojemu supportowi i ten dopiero szybko podał mu inne buty. Przypadek? Nie sądzę …

Trasa rowerowa w Płocku do łatwych nie należała. Mało elementów płaskich, na Starym Rynku „kocie łby”, dwa duże podjazdy: jeden pod ul. szpitalną a drugi pod ul. Kazimierza Wielkiego i praktycznie cały czas pod górę. Niby czasem się wypłaszczało, ale cały czas jedziesz lekko pod górę. Były też dwa mega szybkie zjazdy i tam warto było troszkę pokręcić a nie odpoczywać, aby nadrobić górki. Zawrotka pod Cierszewem. Trasa ciekawa, duża cześć trasy w cieniu, między drzewami. 22 km zajęło mi aż 49 min. Dziś wiem, że nie dałam z siebie wszystkiego.

Jechało mi się bardzo dobrze i przyjemnie. Nawet udało mi się wyprzedzić trochę osób, co bardzo cieszy. Jednak trening mtb działa. Strefa zmiany T2 poszła całkiem sprawnie 1:23 min zajęło mi zdjęcie kasku, rękawiczek oraz założenie nr startowego i buffa na głowę. Dziś już wiem, że zakładanie i zdejmowanie rękawiczek rowerowych na triathlonie, gdzie trasa prowadzi po szosie to bezsens. Kompletna strata czasu. Następnym razem już ich nie zabiorę. Po rowerze przyszedł czas na bieganie, moja ulubiona dyscyplina sportu. Wspaniale mi się biegło po tym rowerze.

Nogi pięknie podawały. Utrzymywałam dobre tempo, które nie odcięło mnie, a na ostatnim kilometrze dodało mi siły i skrzydeł. Był zapas. Czas 25:12 to naprawdę dobry czas dla mnie, po wcześniejszych dwóch ciężkich dyscyplinach.

Dziewczyny w mojej kategorii wiekowej, które uplasowały się przede mną pobiegły gorzej ode mnie, podczas gdy na rowerze pojechały bardzo podobnie. Przewaga lepszego czasu z pływania sprawiła, że ostatecznie były lepsze.

Genialnie wypadł w tym dystansie mój kolega Grzesiu Sebastianowicz, który jest w stanie wygrać zawody, jadąc nawet na damce z koszyczkiem 😜. Do ostatnich chwil trwała walka pomiędzy nim a Sebastianem Dymkiem. Według moich obserwacji Grzesiu wyprzedził Sebka na rowerze, a w strefie zmiany T2 pogłębił przewagę, której Sebek nie odrobił na trasie biegowej. Piękna walka, szkoda, że nie mogłam się jej przyglądać na własne oczy. Sebastianowi zależało na dobrym wyniku, żeby nie wypaść blado 😉 jako trener przed swoimi zawodniczkami: Agnieszką i Anetą, które wystartowały w sztafecie.  Dziewczyny oczywiście pokazały klasę i zajęły pierwsze miejsce w sztafetach mieszanych. Jak zwykle w dobrej formie zaprezentował się  Stanisław Dymek – legenda płockiego sportu. Facet nawet na chwile nie zwalnia. Był lepszy ode mnie pod każdym względem, co oczywiście nie było niespodzianką, ale robi wrażenie. Czas 1:29:32 i pierwszy w kategorii M60. Moje ukłony !

W tym sezonie w triathlonie debiutował tez na dystansie 1/8 IM Robert Ławnicki. Kiedyś biegał, ale jemu podobnie jak mi samo bieganie nie wystarczy. Zapisał się do klubu „Delta” i trenował solidnie cała zimę. Trening przyniósł efekt bo Robert ukończył zawody z czasem 1:21:44 👏👏👏.W kategorii M50 startował Romuald Baranowski, który w zeszłym roku pierwszy raz wystartował w triathlonie i tak mu się spodobało, że podjął treningi tej zimy i udało się. Nie utonął a przepłynął, na rowerze zrobił wszystko co mógł, aby mnie dogonić a bieganie to już tylko formalność. I kto jest „debeściak”?! 😜💪👏.

Bardzo dziękuje Przemkowi  Stelmaszewskiemu, za wszystkie rady przed, w trakcie i po fakcie ☺️  oraz przygotowanie motoryczne. Teraz w 1/8 jestem Iron Manką, tylko która cześć mnie jest z żelaza 🤔? Może jakieś sugestie…?…

Monia

Pokochać triathlon

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *