Jeszcze nie zdążyłam ochłonąć po Duathlonie Leśne Wydmy, który odbył się w sobotę w Nowym Duninowie, a już w niedzielę stawiłam się na starcie Lotto Poland Bike Marathon w Legionowie. Wielka impreza mtb o charakterze nie tylko indywidualnym ale i rodzinnym. W tym roku to już 10 rocznica, i fanów przybywa. Ja pierwszy raz spróbowałam swoich sił w zeszłym roku. Tak mi się spodobało, że w tym roku przyjeżdżam razem z dziećmi, mało tego wkręciłam do zabawy dwóch moich braci. Jesteśmy klasyfikowani jako rodzina i jako drużyna. Legionowo przywitało nas pięknym słońcem i muszkami, które  były wszędzie i wchodziły wszędzie. Dobrze, że mieliśmy OFF, który nas trochę zabezpieczył. Słońce tak prażyło, że trzeba  było dużo pić żeby się nie odwodnić. Rodzinny team kobietarakieta w pełnym składzie tylko czekał w boxach startowych.

Bracia moi dojechali z Warszawy, niestety przed startem nie udało mi się z nimi zobaczyć. Startowało około 900 zawodników pomimo długiego majowego weekendu. Znaleźć się w tym tłumie graniczyło z cudem. Na dodatek ja przed swoim startem zrobiłam jeszcze 8 km na dystansie FAN z młodszym synem Stasiem. Trasa dystansu FAN była trudna i bardzo piaszczysta, miejscami bardzo wąska.  Dzieciaki mimo to nie poddawały się, jechały i walczyły do końca. Widziałam pot, kurz i łzy!  Starszy syn Krzysiek wystartował wcześniej z rocznikiem 2007. Potem okazało się jednak, że nie ze swoim rocznikiem, a młodszym, ponieważ nikt go nie chciał przepuścić do przodu. Pisze o tym i uczyłam na to, bo przez to musiał startować z dziećmi młodszymi, które spowalniały go i robiły zator. Uczulam takież rodziców, aby na trasie nie przeszkadzały startującym dzieciom. Tutaj w Legionowie było mnóstwo takich przeszkadzających. Krzysiem sam mówił, że rodzice byli największymi przeszkadzającymi.

Trasa dystansu FAN była dość wymagająca i trzeba było umieć radzić sobie z przerzutkami. Próbowałam trochę podpowiadać Stasiowi, kiedy jaką przerzutkę ma wrzucić, ale nie zostało to docenione 😜 wkurzał się tylko i wykrzyczał mi dobitnie żebym „nie wtrącała się do jego życia”😱😂😂 cóż było robić … lepiej czasem zostawić dzieci same sobie.  Tuż przed metą, wyjeżdżając z lasu najechał na wystający korzeń. Przekoziołkował się przez rower i upadł na ziemię. Dobrze, że miał kask, bo ten uchronił go przed uderzeniem w głowę.  Wyglądało to naprawdę groźnie. Pozbierał się jednak szybko, otrzepał z kurzu i wjechał na metę na 11 pozycji w swoim roczniku a 20 w kategorii. Bidon, który wypadł z roweru przy upadku, pozbierałam już ja, żeby nie tamować drogi do mety.

Po wyścigu dzieci poszły na zasłużony odpoczynek, jedzenie i picie.

Uciech było co nie miara: gofry, lody, popcorn, skoki na trampolinie, słowem jeden wielki piknik.

W tym czasie rodzinny klan Skubidków stanął do rywalizacji o puchar radości 😉 i zdrowia. Kompletnie nie mogłam ich odnaleźć wśród tego tłumu, wiec ustawiłam się zgodnie z wytycznymi w 9 sektorze. Niby byłam sama, ale jednak było z kim porozmawiać. Kiedy startuje się już któryś raz, ludzie się rozpoznają i pozdrawiają.

Na trasie było bardzo ciężko. Mam wrażenie, ze dałam z siebie 250% mocy, a i tak zostałam nadal w sektorze 9. Niewiele zabrakło, ale zabrakło. Te 34 km chciałam pokonać w czasie 2 godzin. Nie udało się. 2:01:59 to wynik do poprawy. Trasa była bardzo niebezpieczna. Bardzo dużo wąskich zjazdów między drzewami, potem piaszczyste podjazdy, w których koła się zatapiała. Widziałam wiele groźnych upadków, które źle się skończyły. W całej tej rywalizacji, trzeba zachować dużo zdrowego rozsądku, bo wyścig się kończy, a życie toczy się dalej. Widziałam mężczyznę, który wręcz zawinął się na drzewie. Źle to wyglądało, chyba złamany obojczyk. Widziałam zawodniczkę, które leżała na środku trasy, pomoc jechała. Była ostra jazda i pot, kurz i łzy. Wszędzie było sucho, piach i koleiny. Serce waliło jak oszalałe, tętno skoczyło aż do 173 uderzeń na minutę, ale radość wielka.

Cieszę się jednej z istotnej rzeczy. Na trasie, koło mnie jechało wiele kobiet. Wszystkie one w podobnym wieku do mnie. Rozpoznawaliśmy się na trasie po bluzkach, kaskach i wymienialiśmy krótkie wiadomości i uśmiechy. Dzięki nim właśnie chciało mi się pedałować i szybciej jechać. To one mobilizowały mnie by walczyć do końca. Jedne były szybsze, inne za mną, ale zawsze gdzieś obok mnie, co czyniło ten wyścig ciekawszy. Na mecie był czas na uścisk dłoni, uśmiech i krótka wymianę zdań. Dziewczyny: gdyby nie wy byłoby smutno! 😀

Międzyczasie, gdzieś obok mnie jechali moi bracia. Przez cała trasę ich nie widziałam i cieszyłam się, że jako kobieta jestem lepsza od nich. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wyjechałam na metę i usłyszałam obok siebie: Cześć Monia 😎 To był mój brat wojskowy – Sławek. Świetnie mu poszło, jak na pierwszy raz. Byl dosłownie 2 min przede mną na mecie

Na rowerze z bagażnikiem, na którym codziennie jeździ do pracy. Da się? Da! Sławkowi spodobały się zawody i już szykuje się na kolejne: Ursynów lub Radzymin. Można się wkręcić w te zabawę, i ile radości.

5 min po mnie na metę wjechał mój najmłodszy brat, informatyk -Grzesiek.

Trochę przestraszony i poturbowany, ale zadowolony. Okazało się, że poszedł na całość. Jechał tak szybko, ze zjeżdżając z górki fiknął koziołka i rower spadł na niego. Skończyło się na kilku sinaiakach i bolącym kolanie oraz przestrodze na przyszłość : spiesz się powoli! Radość na twarzy jednak pozostała.

Chłopaki! cieszę się, że was zaraziłam zdrowym stylem życia. Mam nadzię, że tak już zostanie. Nie ma cwaniaka nad Skubidziaka! 😜

 

Poland Bike Legionowo – pot, kurz i łzy

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *