Tego dnia logistyka zawiodła absolutnie. Myślę, że nie tylko u mnie. Spora cześć zawodników utknęła w zablokowanej i zakorkowanej Warszawie. Niby wszystko zaplanowane, niby dopięte na ostatni guzik, a jednak wszystko poszło nie tak. Już sama zmiana godziny do przodu, była przeszkodą rzuconą pod nogi, a co dopiero Półmaraton Warszawski. Czasu wciąż brakuje! Kto w ogóle wymyślił, że doba ma 24 godziny? Ja się pytam, kto?! 😜

Już w momencie pobódki byliśmy spóźnieni, ale kto by pomyślał…Nie myli się ten, kto nic nie robi. Spakowałam się dzień wcześniej. Trzy osoby z jednego domu na zawody rowerowe to jednak jest trochę pakowania. Rowery są, kaski są, rękawiczki są, byty są, picie jest, bidony są, ubrania rowerowe są, jedzenie jest, zgłoszenia są. Pojechaliśmy specjalnie inną drogą przez NDM, Jabłonna żeby uniknąć korków po drodze do Otwocka. Niestety pomimo tego wpakowaliśmy się do zakorkowanej Warszawy. Większość dróg była pozamykana a gps zwariował i ciągle pakował nas w gorsze korki. Trwało to dobre 1,5 h. Cały zapas czasu przepadł. Teraz nie mieliśmy go nic. Już zastanawialiśmy się, czy jednak nie zawrócić i zrezygnować, ale szkoda było dzieci, które nastawiły się na zabawę rowerową. Sama nie wiem w końcu, jakim cudem, ale naprawdę cudem, nawigacja  znalazła inną drogę i wyjechaliśmy z tej paskudnej Warszawy. Cała energia zamieniła się w nerwy, stres i pogoń z czasem. Kiedy dojechaliśmy, musiałam jeszcze zgłosić dzieci i zapłacić za nie. Owszem, mogłam to zrobić przez internet, ale nie byłam pewna czy na pewno wystartujemy. Zeszło trochę czasu, zanim przebraliśmy się w stroje rowerowe, oraz zamontowaliśmy numery startowe. Dobrze, że przyjaciele pomogli. W tym czasie dystans dziecięcy  7,5 km wystartował.

Kiedy podjechaliśmy na start okazało się, że dzieciaki już dawno w lesie. Stwierdziliśmy, że nie po to przyjechaliśmy taki kawał drogi i tyle nerwów nas to kosztowało, żeby teraz zrezygnować z zabawy. Za zgodą sędziów ruszyliśmy na trasę. Nikt już nie spodziewał się nowych zawodników, więc trasa była pozamykana wstążkami. Musieliśmy się dopytywać. Jakoś udało się nam odnaleźć właściwą  drogę, tylko teraz pytanie: jak właściwie nazywa się ten dystans, który dzieci pokonują? Nie zdążyłam niestety tego zakodować w pamięci. Były trzy rodzaje strzałek: czerwone, niebieskie i czarne. Trenujący kolarz powiedział nam, że dystans FAN to czarne strzałki.  Krzysiek wyrwał do przodu, a ja ze Stasiem zostaliśmy z tyłu, kompletnie nieświadomi trasy. Na większych rozjazdach na szczęście stali wolontariusze i kierowali ruchem rowerowym. My akurat sami się pytaliśmy o drogę. W tym samym momencie zaczęłam się zastanawiać czy Krzysiek jest gdzieś z przodu i czy dobrą  trasę wybrał. Przez cały czas zamartwiałam się czy nie pojechał trasą na 27 km.

Staś jechał dość asekuracyjnie. Wszędzie było bardzo dużo błota, dziur i śniegu, który dopiero co się roztapiał. Były też miejsca lekko pod górkę oraz doły z mnóstwem wody. To były jego pierwsze takie zawody, na dodatek na tak długim dystansie. Rodzice mogli jechać za dziećmi tylko w pewnej odległości tak, aby nie utrudniać im jazdy.  W pewnym momencie zadzwonił telefon. Odebrałam i słyszę w słuchawce: Krzyś jest na mecie. Ulżyło mi i jakby kamień spadł mi z serca. No to teraz Stachu, ostro jedziemy do mety. I pojechaliśmy. 1 km przed metą znaki już ostrzegały, że zbliża się koniec trasy. Kiedy wjechaliśmy na stadion, zawodnicy i elita już byli ustawieni w sektorach. Nawet nie wiedziałam którędy do mety i, że trzeba objechać cały stadion dookoła, aby wjechać na metę.  Musiałam zapytać. Sama nie wiedziałam jak to zrobić, żeby dotrzeć do tej mety. Musielibyśmy przedrzeć się przez 600 zawodników. 😱

Trafiliśmy na wspaniałego kolarza z elity, który jak nas zobaczył od razu zaproponował pomoc.

– Jedź za mną mały!

-Śmiało! Nie poddawaj się!

Stasiu ożywił się, zaczął szybciej pedałować i przyspieszył. Widziałam, że w lesie mu było smutno samemu. Miał chwile zwątpienia bo wiedział, ze jesteśmy ostatni, że wszystkie dzieci wystartowały wcześniej razem. A siła leży w grupie!

Nagle kolarz zaczął krzyczeć:

-Uwaga! Przejście dla zawodnika!

-Robimy szpaler!!! Robimy szpaler!!!

Jak echem rozeszły się jego słowa:

– Przejście ! Przejście! Przejście! Krzyczeli inni

-szpaler! Szpaler! Szpaler!

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom temu co się działo. Wszyscy zawodnicy przesunęli się, zrobili nam przejście, wiwatowali, bili Stasiowi brawo. Staś jechał wolno, ponieważ przed metą błoto było bardzo duże, a jego rower grzązł w nim. Zawodnicy pomagali mu, popychali siodełko, żeby mógł przejechać. Nawet musiał zsiąść z roweru i chwilkę prowadzić, ale nie zrezygnował. Wsiadł na rower znowu w dogodnym momencie i wjechał na metę jak król! Był ostatni, ale czuł się jak pierwszy! Wygrał to co dla innych dawno było przegrane: wygrał pewność siebie,  której tak mu brakowało i dobrą zabawę, bo jak sam powiedział „było fajnie mamo”☺️ Mój  Król! Ma niecałe 7 lat, a od dwóch jeździmy dopiero rowerami na dłuższe trasy.

Niestety nie mam żadnego zdjęcia z wjazdu króla na metę, ale wspomnień nikt nam nie odbierze, pozostaną na zawsze w pamięci.

Krzysiek nie lubi rywalizacji. Wszystko co robi jest spokojne i wywarzone. Oczywiście lubi wygrywać jak każde dziecko, ale potrafi też dobrze się bawić . Krzysiek pokazał tym startem, że  jest bardzo samodzielnym chłopcem. Świetnie poradził sobie sam na trasie w lesie. Pojechał dobrą trasą, i przejechał linie mety prawidłowo,  objeżdżając stadion dookoła tak jak trzeba. Pomimo opóźnionego startu dotarł na metę w świetnym czasie 40 min. Brawo synu!!! 👏👏

Ja ledwo zdążyłam ze swoim startem. Ponieważ startowałam z sektora 10, to po wjeździe na metę ze Stachem, zdążyłam jeszcze odprowadzić go w bezpieczne miejsce i stawić się na lini startu. Oczywiście elita i dalsze sektory dawno już wystartowały. Ponieważ impreza zorganizowana była na terenie szkoły i tamtejszego stadionu, to mogłam spokojnie zostawić dzieci same. Miały odpocząć po swoim starcie, wziąć rowery i wykorzystać uroki tamtejszego miejsca. Wszystko było bezpieczne na tyle, że  nie martwiłam się o nich podczas mojego startu. Moja trasa miała 27 km i pokonanie jej zajęło mi aż 1:50.

Myslalam, że uwinę się szybciej, ale jednak błoto, doły i podjazdy spowalniły mnie.  Pozdrawiam Pana, który jechał długi czas za mną i instruował mnie jak mam jechać: „kręcisz mała! Cały czas kręcisz! Rece na kierownice! Dajesz! Nie zwalniasz! Nie hamuj bo Cię wyprzedzę! itd 😂

W końcu mnie wyprzedził mówiąc :” I dałaś się wyprzedzić takiemu staremu dziadowi” 😂   . Potem pan 130 kg żywej wagi z cudownym dystansem do siebie też mnie wyprzedził. Najpierw, długo jechał za mną. Rozmawialiśmy sobie w ciężkich chwilach, żeby zapomnieć jak jest trudno.

-Taka szczupła to powinna jechać jak petarda. Powiedział do mnie

-Nie jak petarda, tylko jak kobietarakieta . Odpowiedziałam 😜

Zanim mnie wyprzedził, w pięknym stylu upadł z rowerem w błoto.  😂😂 Do tej pory mam ten widok przed oczami. Pozbierał się szybko i tyle go widziałam. Pod koniec wyścigu wsparłam psychicznie trochę kolegę, który był w tym sezonie pierwszy raz na rowerze i miał kryzys. Porozmawialiśmy wiec o późnym chodzeniu spać, o zmianie czasu, o gigantycznym korku w Warszawie, przez który większość nas ledwo zdążyła i o winie poprzedniego wieczoru. 😜  Co niektórzy oczywiście mieli wypadki: a to guma, a to łańcuch, przerzutka… Jeden, kiedy go spotkałam na trasie prowadził rower już 7 km, ale nie poddał się. Na trasie jak to na mtb, było dużo ciężkich podjazdów, pod które trzeba było pchać rower, górki, dołki, ostre i wąskie zakręty.

Mój suunto pokazał średnią prędkość 14,5 km/h – słabizna, średnie moje tętno 154 ud/min, ale max było nawet 202 😱.

Było aż 178 m podjazdów i 200 m zjazdów. Co widać na załączonym obrazku.

Aż 42 min stanowił przejazd o bardzo trudnej intensywność, a 45 min o maksymalnej. Szczytowe EPOC wyniosło u mnie aż 105 ml/kg, VO2 – 38 ml/kg/min. Zastanawiam się w takim razie jak wyglądało to u najlepszych zawodników?

Wjazd na metę po tylu perypetiach, to oczywiście duża radość i uśmiech na twarzy.

Dodam, iż najlepszy zawodnik przejechał ten dystans w 1:02:38 😱, a najlepsza zawodniczka w 1:12:49 😱. Ja zostałam sklasyfikowana na 37 pozycji z czasem 1:51:32 i 8 miejsce w K4. Dla porównania dodam, że najlepszy zawodnik na dystansie max 60 km dotarł na metę 40 minut po mnie 😱.  Na 94 miejscu na 155 teamów jest mój rodzinny team kobietarakieta z liczbą 423,01 punktów, a w klasyfikacji rodzinnej jesteśmy na 19 miejscu. 💪

Wśród znajomych bardzo dobre, bo 11 miejsce open, a 5 w K2 wywalczyła moja koleżanka z Płockiego Klubu Kolarskiego Marta Motylewska, która pokonała ten dystans w czasie 1:26:28 💪👏.

Edmund Sowiński, stały bywalec Lotto Poland Bike, zajął 2 miejsce w M7 z czasem 1:41:17 😱. Co za kondycja!!!

Po zawodach, każdemu przysługiwało jedzenie, owoce,  izotonik i woda. Ta cześć zawodów szwankuje jednak wszędzie. Nadal jest ono średniej jakości a makaron rozgotowany.  Mi akurat smakowało bo jestem „chytra baba z Radomia” 😜, ale  Stasiowi nie, i musiał zatrzymać się na McDonald’s w drodze powrotnej ☺️.

Bardzo fajna inicjatywa ze strony Lotto Poland Bike, bo można było zostać dawcą szpiku. Na terenie stadionu stał czerwony namiot i każdy mógł się zgłosić. Popieram takie akcje, bo potrzebujących jest mnóstwo , a nigdy nie wiadomo kiedy ja będę jej potrzebowała. Pamietam sytuacje sprzed lat, kiedy moja mama leżała w szpitalu, z rzadką gr krwi A Rh-. Szukano i sprowadzano ją przez kilka dni.

Za dwa tygodnie NDM. Macie ochotę się z nami zmierzyć i dobrze bawić? To przyjeżdżajcie! My będziemy. Mamy nadzieję, że pogoda dopisze tak jak w Otwocku. Do zobaczenia!

Monia

Poland Bike Otwock

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


2 thoughts on “Poland Bike Otwock

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *