Długi weekend majowy sprzyjał spotkaniom towarzyskim, urlopom i wyjazdom. Nie było tego widać w Radzyminie na kolejnej edycji Lotto Poland Bike. Wystartowało aż 803 osoby, w tym 130 dzieci. Tym razem kobietarakieta przyjechała bez dzieci i bez braci. Dzieci były wyjechane, a bracia po imieninach u siostry postanowili odpocząć 😀. Ja długo się zastanawiałam czy wystartować, bo trochę grzechów na sumieniu miałam. Ponieważ nie lubię zmieniać planów to wystartowałam, ale mocno tego pożałowałam. Imprezowanie przed zawodami się nie opłaca. Byłam mocno zmęczona, odwodniona i osłabiona co odbiło się od razu na wyniku i moim zdrowiu. Ale ta atmosfera mnie tutaj porywa. Świetnie się bawię, wykonując przy tym dobry trening. Nie czułam się jednak specjalnie na siłach, żeby pojechać super szybko, czy móc rywalizować z dziewczynami. Imprezy dla sportowca to najgorsze zło. Tego dnia oczywiście upał mocno dał się we znaki, a temperaturę 27 stopni można było wytrzymać dzięki powiewom wiatru. Podczas jazdy chłodził i ratował  przed przegrzaniem.

Na ten etap zawodów postanowiłam wypróbować nowy patent – plecak do biegania ultra. W poprzednich edycjach zauważyłam, że wielu zawodników używa ich, aby ułatwiać sobie picie. Przyznam, że podczas wyścigów, dużym problemem jest sięganie po bidon, oraz picie i trzymanie kierownicy tylko jedną ręką. Pewnie zawodowcy mają na to patent, ale my amatorzy zawsze szukamy wygodnych rozwiązań. Tak więc do plecaka wlałam wodę, a do bidonu na „wszelki wielki” izotonik. Kiedy przedarłam się do mojego sektora, okazało się, że to koniec 8 a początek 9. Tak więc przypadkowo stanęłam w pierwszej linii. Było mi bardzo miło, kiedy spiker puszczając nasz sektor krzyknął „Witamy kobieterakietę na starcie”. ☺️

Tuż przed startem spotkałam Darię, koleżankę, którą poznałam na ostatnich zawodach. Ona też postanowiła wypróbować patent z plecakiem do biegów ultra 😀. Jestem ciekawa jej opini, ale u mnie ten plecak sprawdził się w 100%. Dzięki niemu, praktycznie nie sięgałam po bidon, i nie myślałam o tym co zrobić, żeby udało się po niego sięgnąć bez problemów. Na trasie piłam tylko wodę, która w tym upale była niezastąpiona. Ostatnim razem w Legionowie miałam tylko izotonik, a nie miałam wody. Na trasie doszło do tego, że wręcz zasłodziłam się tym iotonikiem, a potrzebowałam bardzo wody. Dobrze, że wtedy były dwa punkty żywieniowe i na obu złapałam wodę. Oczywiście niektórzy mają dwa bidony, ale nie ja i nie większość.

Plecak wcale mi nie ciążył, ani nie przeszkadzał. Polecam taki sposób nawadniania wszystkim, którzy muszą się zatrzymywać by pić, lub nie lubią jedną ręką jeździć rowerem 😀.  To niebezpieczne tak sięgać po bidon podczas jazdy po leśnych wertepach. Dystans MINI tym razem liczył 29 km, na 14 km był rozjazd na MAX. Tutaj można było się zdecydować, który dystans jedziesz.  Oczywiście był też punkt żywieniowy. Do wyboru do koloru: woda, izotonik, banany.

Postanowiłam w locie złapać izotonik, którego wypicie sprawiło mniej problemów niż sięganie po bidon. Trasa w tym etapie była żmudna i męcząca a zwłaszcza ten wszechogarniający piach i kurz,  który dostawał się dosłownie do każdego miejsca. Wystartowałam jak rakieta, ale miałam słabej jakości paliwo ( z domieszką etanolu 😜) bo Daria śmignęła obok mnie i tyle ją widziałam. Na próżno szukałam w oddali jej różowej bluzki z nadzieją, że ją dogonię. Jeszcze Wiktoria z Kozienic była w zasięgu wzroku. Poznałyśmy się również na kilku wcześniejszych startach, a jej charakterystyczna bluzka z logo Kozienice przyciągała moją uwagę. W zeszłym roku robiłam tam swój pierwszy triathlon i w tym zamierzam tam wrócić. Trasa nie miała jakoś specjalnie dużo przewyższeń, ale zdarzało się pchać rower.

Kilka górek na trasie to nawet było wyzwanie aby je pokonać. Tylko jak to zrobić?…jak wjechać kiedy wszyscy pchają?😂

Oczywiście znowu widziałam mnóstwo zdarzeń losowych, awarii sprzętu: a to szpilka, a to łańcuch zerwany, guma, przerzutki. Kiedy tak jechałam i widziałam te awarie to pomyślałam: jak to możliwe, że mi jeszcze nigdy nic się nie stało?” Ledwo zdążyłam o tym pomyśleć a tu trach…spadł mi łańcuch! 😂😂😂 Lepiej „nie wywoływać wilka z lasu” i myśleć pozytywnie. Dobrze, że umiem zakładać łańcuch, to sobie poradziłam, ale myślę, że nie zostałabym sama z tym problemem bo ludzie pytali czy wszystko ok, czy pomóc, co się stało?

Zawodnicy są mili i pomagają sobie nawzajem, zwłaszcza z tych ostatnich sektorów. I to jest piękne. Dobrze, że to tylko spadł łańcuch, bo opony już bym zmienić nie umiała, nawet nie wożę przy sobie dętki i pompki. Czas na trasie zleciał tak szybko, że ani się obejrzałam a byłam na mecie: „I jest kobietarakieta na mecie” !!!-krzyczał spiker. Czas nie powala – 1:42:44, to poniżej moich oczekiwań aby zmienić sektor, ale czego oczekiwać kiedy organizm osłabiony. Teraz trochę za mną zatęsknicie, ponieważ w kilku miejscach być nie mogę, a zaczynają mi się już zawody triathlonowe. Będą za to z wami moi wysłannicy więc nie dajcie im się pokonać, bo oni ostro trenują ostatnio. 😜. Dziewczyny! A Wy zróbcie dobre czasy, żebym miała wyzwanie Was gonić 🚴‍♀️.

Monia

Radzymin – Majówka mtb jakich mało

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *