Nigdy nie zapomnę tego dnia: 12 marzec 2020 r – 13 urodziny mojego syna i ogłoszenie stanu pandemii w Polsce z powodu COVID-19. Zamknięto nas w domach i nikt nie wiedział na jak długo. Cały świat walczy w tym czasie z Coronawirusem i Polska też. To był dla mnie ciężki czas. Nie należę do ludzi lubiących siedzieć w domu non stop. Mój organizm jest przyzwyczajony do ruchu. Kiepsko znosiłam to zamknięcie, myślę że nie tylko ja. Niedotleniony mózg zbuntował się. Potrzebowałam ruchu jak wody do życia. Robiłam co mogłam, żeby wyjść z domu. Kiedy można było jeździłam na rowerze w lesie albo biegałam, ale kiedy totalnie zabroniono nam wszystkiego dostałam  migren. I niech mi ktoś powie, że ruch nie jest niezbędny do życia! Mieszkam w bloku więc wychodzenie na własną działkę odpadało. Zostawał tylko balkon i pole powierzchni pod blokiem. Wszystko bardzo ograniczało, ale dostęp powietrza był, a to najważniejsze. Trochę ćwiczyłam w domu i jeździłam na trenażerze. Nie byłam psychicznie przygotowana na taką sytuację. Trenażer nie jest ulubioną formą treningu. Oczywiście taki trening może sprawiać przyjemność jeśli ma się trenażer kompatybilny z jakąś aplikacją lub czujnik mocy. Nic takiego nie miałam. Musiałam więc pedałować na czas. Jakoś sobie radziłam: czasem słuchałam audiobooka, innym razem słuchałam muzyki lub oglądałam film.

Kiedy już można było wychodzić zaczęłam jeździć na rowerze, ale solo. Formy sprzed roku dawno już nie było. Żeby szybciej jeździć trzeba jeździć dużo i z lepszymi od siebie. Nie można było. Cieszyłam się jednak nawet z tego, że znowu coś robię. Codzienne odrabianie lekcji w domu z dziećmi wykańczało mnie, do tego zdalna praca. Trudno to pogodzić. Dobrze, że pracuję w cudownej firmie, która rozumie swoich pracowników i obecną sytuację, bo dostałam 12 dni dodatkowego urlopu. Było to dla mnie zbawienne. Mogłam w pełni poświęcić się dzieciom i znaleźć czas dla siebie. Kiedy już można było więcej zaczęłam umawiać się na rower z przyjaciółką triathlonistką Justyną Szałańską. Razem kręciłyśmy jakieś kilometry.

Pływanie leżało. Od 3 miesięcy nie byłam na basenie. Wszystko co trenowałam od października przepadło. U mnie ma to znaczenie, ponieważ jestem słabym pływakiem. Na treningach 3x tyg starałam się nadrobić technikę oraz rozwinąć szybkość, ale w tej sytuacji było to niemożlwe. Pierwsze Open Water zrobiłam dopiero miesiąc temu. Nie były to treningi tylko ponowne zaprzyjaźnienie z wodą.

Przez COVID świat znalazł się nagle i niespodziewanie w zupełnie nowej i trudnej sytuacji. Nikt nie był na to gotowy. Pandemia wiele nas nauczyła oraz uświadomiła, że nasze plany są niczym z planami losu. Miałam plany i ja. Wszystko legło w gruzach.  Kieruję się w życiu intuicją i najczęściej mnie ona nie zawodzi. Rzadko cokolwiek planuję na głos i z dużym wyprzedzeniem. Po prostu wiem, że nagle może to się zmienić. W tym roku pierwszy raz postanowiłam zaplanować coś konkretnie i niestety sparzyłam się. Wracam więc do spontanu.  😛

Takim spontanem był Silesiaman Triathlon zorganizowany 6 czerwca 2020 w Katowicach w Dolinie 3 Stawów. Spakowałam więc swojego Treka i ruszyłam na podbój Katowic. 😉 Byłam już tak spragniona adrenaliny i tych sportowych emocji, że nie ważne gdzie, ważne żeby wystartować i dobrze się bawić. Wiedziałam, że forma jeszcze daleko w lesie, ale potraktowałam go jako kontrolny start.

Zawody można było zorganizować pod kilkoma warunkami:

  1. Impreza do 15o osób
  2. Obostrzenia sanitarne i epidemiologiczne
  3. Zachowanie odległości między zawodnikami 2 m.
  4. Puszczanie zawodników falami
  5. Mierzenie temperatury ciała zawodnikom
  6. Brak publiczności

Pamiętajmy, że wirus nadal jest wśód nas, a najwięcej właśnie w województwie Śląskim. Ja akurat jestem zwolennikiem uodparniania się, a górników wśród nas nie było.

Katowice przywitały mnie piękną, słoneczną pogodą. Zaraz na dzień dobry zrobiłam rekonesans trasy rowerowej. Zawodnicy triathlonowi są otwarci więc dość szybko znalazłam sobie towarzyszkę. Dwa kółka po trasie zawodów od razu pokazały mi gdzie jest moje miejsce. 😉 Będzie ciężko pomyślałam, ale przecież ja to lubię. 🙂 Zawodnicy podzieleni byli na dwie Fale: Fala 1 czyli wszyscy mężczyźni z M20-M30 wystartowała o godzinie 9:00, Fala 2 – wszystkie kobiety + mężczyźni M40 i wyżej o godzinie 12:00. W sumie wystartowało 100 zawodników, w tym 16 kobiet a około 50 osób nie dojechało. Trudno się dziwić: zawody organizowane na szybko, w ostatniej chwili i jeszcze podczas pandemii. Nie wszyscy mieli akurat czas, a niektórzy zapewne się bali o zarażenie. Zresztą to nie są zawody typu: Garmin Iron Triathlon czy Enea Bydgoszcz, Gdynia, Susz czy Sieraków żeby nagle zawodnicy PRO walili drzwiami i oknami. Chciaż uważam, że w końcu zaczną być doceniane małe, kameralne imprezy, ponieważ nic im nie brakuje. Ja bywam na różnych imprezach dużych i małych i zdecydowanie wolę mniejsze, bardziej kameralne zawody. Z doświadczenia wiem, że jest kulturalniej i przyjemniej. Czasem dziwnie się czuję, kiedy słyszę jak ktoś mówi:”… a co to za zawody? To nie zawody! Pojedź do Gdyni to zobaczysz.”  🙂 No byłam widziałam i mam porównanie i zdania nie zmienię. Przede wszystkim nie porównujmy! Nauczmy się doceniać i szanować to co mamy blisko, wokół siebie, bo czasem mam wrażenie, że „szukamy smaku w d…” ! 😉

Dolina Trzech Stawów to bardzo urokliwe miejsce. Nawet nie wiedziałam, że Katowice mają taki kawałek zielonego miejsca: staw kąpielowy, las, plaża, camping. Wjazd bardzo prosty i nawet się nie zgubiłam, co w moim przypadku jest normalne. Trasa pływacka miała 1 pętlę i mierzyła około 500m, trasa rowerowa wynosiła około 19,5 km a trasa biegowa niecałe 5 km. Niedomierzona, ale nie zagłębiajmy się w szczegóły na poziomie światowym. 😉 Organizatorzy nie dali skrzyneczek do strefy zmian. Nie doczytałam w regulaminie, że ma ich nie być i nie zabrałam swojej z domu. Musiałam rozłorzyć bluzę dresową aby położyć wszystkie niezbędne rzeczy.

Dobre zawody dla kogoś kto zaczyna przygodę z triathlonem. Jak na tak szybkie przygotowanie organizatorzy spisali się dobrze. To co mogli to zaoferowali. Nie było jedzenia i medali ze względów higienicznych. No tutaj bym polemizowała. Mi akurat medal nie jest potrzebny do szczęścia, ale słyszałam głosy niezadowolenia wśród uczestników. Medal przecież można przysłać pocztą. Były za to puchary i nagrody dla najlepszych open i w kategoriach wiekowych. Warunkiem do sklasyfikowania danej kategorii były minimum 3 osoby w danej kategorii. Zdarzyło się tak, że w M50 mężczyźni nie dojechali i kategoria nie została doceniona.

Woda w „Dolinie trzech Stawów” płytka, nie można było się utopić, nawet przy drugiej bojce na nawrocie można było śmiało iść. Ponieważ słaby ze mnie pływak to wcale nie pchałam się do przodu. Liczył się i tak czas netto, więc nie ważne kiedy wystartujesz, bo i tak liczony jest czas od momentu przekroczenia przez zawodnika belki z pomiarem czasu.

Trasa rowerowa z nawrotkami, bardzo zróżnicowana: trochę płaskiego, trochę wzniesienia, trochę pod górkę w lesie i trochę z górki. Asfalt pozostawiający wiele do życzenia, zwłaszcza w lesie mocno połatany, chropowaty, z mnóstwem dziur. Raczej na rower mtb niż szosowy. Można było bardzo łatwo wpaść w dziurę, zaliczyć wywrotkę,  złapać gumę, zniszczyć sobie rower. Były takowe zdarzenia, widziałam na własne oczy. W myślach miałam tylko jedno: Monika byle bezpiecznie, nic za wszelką cenę. Zabroniony był start na rowerach czasowych i z lemondką wystającą poza obręb kierownicy. No niestety musiałam moją zdemontować w PG Bikes Płock w ostatniej chwili. Przy okazji od ręki zrobiono mi przegląd kół i przerzutek. Dziękuję! 4 takie pętle naprawdę mnie wykończyły. Najpierw było mocno pod wiatr i lekki podjazd na wzniesienie po równym gładkim asfalcie, potem nawrotka i można zjeżdżać ze wzniesienia, ręce na hamulec i wjazd do lasu od razu pod górkę.

W lesie praktycznie cały czas było pod górkę, dopiero przy wyjeździe z lasu stromy i bardzo niebezpieczny zjad i skręt. Kawałek równego i płaskiego asfaltu, nawrotka i dawaj na kolejne kółko i tak 4 razy. Trasa mocno techniczna nie szybkościowa, nawet nie było kiedy odpocząć. 😉 Dozwolony był za to drafting. Jeśli ktoś miał siłę to można było jechać na kole.

Bieganie całkiem przyjemne po terenie leśnym, szutrowym i kawałkiem po kostce chodnikowej i asfalcie. Był nawet jeden całkiem mocny podbieg, gdzie ręce od machania wysiadały a co dopiero nogi.

No co tu dużo mówić, to siedzenie w domu nie podziałało na mnie korzystnie. Straciłam kondycję i szybkość, którą jeszcze w zeszłym roku się cieszyłam, choć 4 miejsce w K40 cieszy. Szukałam tego COVIDA-19, mocno się za nim rozglądałam, ale nie widziałam łobuza. Albo nie dojechał, albo został w kopalni. Widziałam, że inni też go szukali, nawet w tym celu mierzyli temperaturę ciała. 😉 Na mecie go nie było!

Było za to duże zmęczenie. Czułam, że lekko się odwodniłam. Za mało wypiłam w czwartek i piątek.

Pewien rzymski poeta Horacy, który tworzył za czasów Cesarza Augusta, określany był mianem największego łacińskiego liryka i mistrza satyry. Jego myśli, cytaty i sentencje były uważane przez wieki za doskonałe i mądre. Jednym z nich jest cytat- ” Carpe Diem” – chwytaj dzień, ciesz się każdą chwilą! Taką zasadę właśnie ja wyznaję. Zresztą chyba to widać. Widzicie sami jakie niepewne są czasy. Nikt z nas nie wie co będzie jutro, jak długo bedziemy żyć. Dlatego warto  z życia brać garściami. Iść za głosem swojego serca, a wtedy dojdziemy gdzie tylko chcemy. Chwytam dzień z całych sił, aby czuć życia smak i Wam radzę to samo. Niedawno przeszłam szkolenie Discovery Insight. Jest to model osobowości wg Junga. Jestem klasyczny Motywator Inspirator :-). Wszystko się zgadza. Podażam swoją włąsną drogą i ona jest zgodna z moim wnetrzem i tym co wyszło w testach. Przypadek?

Monia

Silesiaman Triathlon Katowice 2020- Chwytaj dzień!

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *