Gdyby 18 lat temu, ktoś powiedział mi, że będę morsem puknęłabym go w głowę. Wtedy to poznałam prawdziwego i pierwszego w życiu z krwi i kości morsa. Pamiętam to jak dziś. Pracowałam wtedy w nudnym laboratorium i marzyłam o ciekawym życiu.  Kiedy podczas rozmowy kolega powiedział, że jest morsem i kąpie się w zimie w przeręblu lub jeździ nad Bałtyk, żeby tam to robić, ze zdziwienia zakręciło mi się w głowie. Oczywiście zawsze miałam głowę pełną nietuzinkowych pomysłów, ale skrupulatnie były one tłamszone przez rodzinę lub szkołę. Od wczesnych lat dziecięcych próbowano mnie włożyć w ramy, w które się nie mieściłam. I te moralne gadki : „ pamiętaj, kobieta powinna być skromna, cicha i pokorna. „ Nie chciałam taka być, bo taka nie byłam. Chciałam od życia brać tyle ile sama z siebie daję. Wszelkie przejawy kreatywności były systematycznie tłumione. Podobnie jak marzenia o bieganiu tak i wszystkie inne rzeczy, które chciałam robić musiały poczekać.  Morsować zaczęłam regularnie trzy lata temu. Na początku, to było po prostu spełnianie tych zapisanych na kartce marzeń. Potem przerodziło się w terapię i element treningu biegacza.  Kiedy na całego weszłam w bieganie, okazało się, że brakuje czasu na regenerację a praca w korporacji, dom, dzieci czynią moją głowę zmęczoną. Pojawiła się kontuzja kolana a potem ból nawet 4 stawów. Same zabiegi rehabilitacyjne to za mało, a krioterapia zwłaszcza ta naturalna okazała się zbawienna.  Zaczęłam czytać… Morsowanie ma bardzo pozytywny wpływ na organizm ludzki bo: hartuje ciało, poprawia wydolność układu sercowo-naczyniowego, minimalizuje ból zwłaszcza u osób aktywnych sportowo, który jest skutkiem mikrourazów i mocnych treningów. Zdecydowanie przyśpiesza regenerację organizmu i jego rehabilitację oraz pozwala na olbrzymi wyrzut endorfin. Morsy to ludzie pozytywnie zakręceni, pełni energii i pogody ducha. Takie też są płockie morsy. Nie opłaciłam jeszcze składki członkowskiej, bo zawsze są jakieś inne, ważniejsze wydatki, ale coraz bardziej czuję się z nimi związana emocjonalnie.

W sobotę 17.03 nad płocką Sobótką w godzinach 13-17 miało miejsce wyjątkowe wydarzenie.  Na zamówienie płockich morsów przyjechała sauna na kółkach. Właścicielem jest Pan Marcin z firmy Sauna Polska z Zielonki. Ten kapelusik, który Pan Marcin ma na głowie, wykonany jest z filcu i nie służy jako ozdoba czy żart, ale ma chronić skore głowy przed przegrzaniem w saunie.

Członkowie płockich morsów z opłaconą składką mieli wejście darmowe, wszyscy inni płatne 30 zł. Kiedy przyjechałam, przywitał mnie komitet powitalny w osobie prezesa Zbyszka i wice prezesa Roberta

 

Dziś wyjątkowo spotkaliśmy się na plaży, a nie na Wake Parku. Żeby morsowanie było możliwe, trzeba było najpierw wyrąbać przerębel. Niska temperatura zmroziła Sobótkę na tyle, że potrzebne były siekiery i dużo męskiej siły.

Zbyszek i Robert pilnowali porządku, tak jak przystało na członków zarządu 😜  oraz zmagali się z kagankiem, który posłużył do podgrzewania pysznej zupy gulaszowej.

W oddali paliło się już ognisko, które nadawało całemu spotkaniu uroku i atmosfery.

Obok, na kółkach stała sauna. Na stronie fb „Polska Sauna”można znaleźć więcej informacji na temat budowy, wypożyczania i transportu takiej sauny.

Miałam mieszane uczucia co do korzystania z sauny. Bałam się, że po wyjściu z niej będę za bardzo rozgrzana, aby bez problemu wejść do przerębla. Nic bardziej mylnego! Najtrudniejsze jest zawsze rozebranie się z ubrań. Dlatego warto przyjść w stroju sportowym i rozgrzać się przed morsowaniem. Moje wahania rozwiali panowie prezesi 😜: „Monika nie pękaj tylko wchodź”. No to weszłam.

Nie przypuszczałam, że morsowanie i saunowanie razem w zimie, może być tak przyjemne. Zaczęłam od wejścia do przerębla. Po 5 min wspólnie z Ewa Wysocką i Olą Ciecierską przeszłyśmy do sauny.

W saunie spedziłyśmy około 10 minut. Tyle potrzeba aby w temperaturze około 90 stopni pozbyć się z organizmu wszelkich toksyn i oczyścić organizm.Sauna okazała się bardzo czysta i pachnąca. Wykonana z drzewa sosnowego wyglądała na zadbaną i nową. Pan Marcin, który jako jedyny znał się na bezpiecznej obsłudze sauny opiekował się nami i opowiadał o zaletach sauny. Polewał kamienie wodą z domieszką cedru i mentolu. Wspaniała inhalacja dla górnych dróg oddechowych oraz nawilżenie przesuszonej skóry. Ja zrobiłam jeszcze dwie takie serie: morsowanie, sauna, morsowanie, sauna. Międzyczasie dołączyła do nas Ewa Jakubiak, która również od niedawna cieszy się dobroczynnym działaniem morsowania na życie.

Jako członek mogła skorzystać bezpłatnie z sauny oraz darmowej wody  w przeręblu 😜.

Po takiej dawce endorfin czuję się dziś w końcu, zrelaksowana i zregenerowana. Tego mi brakowało w ostatnim czasie. Treningi do triathlonu i zawodów sprinterskich bardzo mnie osłabiły, a wyspać się nie było kiedy. Całkowity czas, jaki spędziłam w sumie w przeręblu i saunie to godzina i spaliłam 270 kcal. ☺️ Można było oczywiście być dłużej i korzystać z sauny do oporu.

W tym czasie panowie prezesi nie próżnowali . Rozgrzani tajemniczym trunkiem, składali ręce do nieba, prosząc o łaski dla morsów. 😜

Dziś z sauny i przerębla skorzystało wielu morsów i biegaczy w różnym wieku. Na pewno odbije się to na ich zdrowiu i kondycji 😜. Zwracam jeszcze uwagę na to, aby nie morsować samemu, tylko zawsze w towarzystwie. Pomysł z sauną uważam za rewelacyjny. Stowarzyszenie zasługuje na wielkie brawa a organizatorzy na podziękowania.  Zachęcam wszystkich niezdecydowanych, ale zainteresowanych taką formą aktywności na przychodzenie w każdą niedzielę w samo południe na Wake Park. Chcecie być zdrowsi, mieć skórę młodą i jędrną, cieszyć się z życia beztrosko? Najdroższy krem nie da Wam tego co zimna kąpiel. Skoro moje dzieci odważyły się już morsować to znaczy, że mają dobry przykład i rozwijają się prawidłowo. Po takiej dawce sauny, nawet lód nie wydaje się lodowaty. Ufff jak gorąco 😄

Monia

Sobótkowa sauna morsów

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *