Wspomnienia są jak bumerang, wracają i spinają nam teraźniejszość z przeszłością. Przez pierwsze 20 lat mojego życia ciężko pracowałam. Już jako mała dziewczynka musiałam sama na siebie zarobić, aby pomóc mamie. To była oczywiście wakacyjna praca fizyczna: rwanie ogórków, pomidorów, jabłek, wiśni, śliwek. Któż z nas tego nie robił… Sandomierz – tereny sadownicze. Pamiętam, że po całym dniu pracy w ogórkach i schylania się, kręgosłup nie chciał się wyprostować. Wiśnie rwałam także w moim rodzinnym ogrodzie, ale to była przyjemność. Pamietam długie, wesołe rodzinne rozmowy razem z mamą i braćmi, dużo śmiechu i kaprysy pogody. Nie ważne czy był upał 40 stopni czy zimno, wietrznie i deszczowo – trzeba było iść do ogrodu. Sama nie wiem co było gorsze upały czy burze z piorunami, które potrafiły nas zaskoczyć w środku dnia. Kiedy podrosłam, awansowałam 😜 i sprzątałam  w domach u bogatych ludzi, w końcu żadna praca nie hańbi. Nawet lubiłam te wszystkie moje aktywności i prace, bo nie nudziłam się i zawsze miałam swoje pieniądze. Nigdy o nic nikogo nie musiałam się prosić! Myślę, że tak zrodziła się moja siła i brak strachu przed czymkolwiek. Inne dziewczynki w tym czasie chodziły na kółka taneczne, recytatorskie, na dyskoteki, zapewne uczyły się jak być delikatną i zwiewną damą, co umówmy się było strasznie nudne! 😂  No może poza tymi tańcami, ale wszystko było płatne, więc wolałam sobie kupić fajny ciuch. Potem na kolejne 20 lat zrobiłam przerwę na regenerację, edukację (w tym jak być damą), rodzinę i wróciłam. Here I am! ☺ Kiedy teraz trenuję, uprawiam te swoje amatorskie sporty, w końcu czuję że żyję. Po każdych takich zawodach, czuję się jak po takiej ciężkiej fizycznej pracy. Jestem zmęczona, ale zadowolona z produktywnie wykorzystanego czasu. Kiedy pomyślę, że 5 lat na studiach człowiek zmarnował na balety, robi mi się szkoda straconego czasu. No, ale na wszystko musi być miejsce, żeby potem było co wspominać. Jak to ludziom niewiele potrzeba do szczęścia, poza tymi, którym potrzeba wiele 😜😂.

Jestem skonana, nie mam weny, boli mnie głowa, kręgosłup i w ogóle wszystko mnie boli 😢 – tak po krótce mogę określić mój stan po dzisiejszych zawodach Duathlon Leśne Wydmy. To impreza dla twardzieli, a nie dla takich delikatnych kobiet jak ja! ☺ To wcale nie było przyjemne i chyba zastanowię się za rok, czy podejmę to wyzwanie. Albo mi PESEL już nie pozwala, albo trasa była zbyt ambitna. Może lepiej pojechać do SPA albo poleżeć? 🤔

Wystartowało 79 osób z czego tylko 9 kobiet, reszta sami mężczyźni i to jacy…?… Sama ELITA światka biegowego, rowerowego i triathlonowego z Płocka i nie tylko: członkowie PTT Delta, PKK, TKKF i innych grup biegowych. W końcu usłyszałam dawno niesłyszany głos Sebastiana Dymka, a sędziował mój osobisty trener Przemek Stelmaszewski. Przemek uważaj z tym gwizdkiem, bo wygląda jak banan, żeby nie było afery 😜.

Cieszy fakt, że w zawodach pojawiły się nowe kobiece twarze.  Widać, że impreza nabiera rozmachu bo, przyciąga ludzi nie tylko z Płocka czy Gostynina, ale także z innych miast. Jakże miło było mi spotkać dawno nie widzianego znajomego lekarza triathlonistę z żoną, którzy przyjechali aż z Łęczycy. Oboje startowali, a Pani Renata Biniewicz stanęła na podium w klasyfikacji wiekowej K40. Gratulacje!

Mi było bardzo smutno, bo nie miałam kompletnie z kim rywalizować i pościgać się. Dziewczyny w zasięgu moich możliwości:  Agata Rój-Karkowska, Agnieszka Burżacka-Tyc nie startowały. Nie wystartowała tez w tym roku Kasia Pakulska i Marta Motylewska czołowe zawodniczki rowerowe. Moje 25 km było nudne, ciężkie i samotne, ale o tym za chwilę.

W tym roku trasa Duathlonu została zmieniona i wydłużona: 6 km biegu- 25 km jazdy na rowerze – 2,5 km biegu. Dystans długi i jak się okazało dla wielu trudny i morderczy. Na szczęście wszyscy ukończyli cali i zdrowi. Należy też wspomnieć, że przy okazji imprezy odbyły się biegi dla dzieci. Wystartowaliśmy o 11:15. Od razu na pierwszym kółku wyłoniła się trzy osobowa grupka prowadząca: Andrzej Piętka, Michał Lech i Maciej Bukowy.

Biegli ramię w ramię, na dodatek mnie raz zdublowali na bieganiu! Jak mogli?! 😜😂 Zapamiętam to sobie! 😝 Kiedy wsiedli na rower, ja nadal biegłam i już ich nie zobaczyłam, aż na mecie. Grzegorz Piętka reprezentuje Gostynin i już od dawna widać było jego rosnącą siłę. W tym roku wystartował w zimie, w bardzo trudnych zawodach triathlonowych Steelman i zakończył je na 3 pozycji. Dziś z czasem 1:28:30 wygrał Duathlon Leśne Wydmy. Pokonał królującego z zeszłego roku Michała Lecha z AM Cycling Team.

Był Andrzej, długo długo nikt i dopiero po 2 minutach kolejni zawodnicy: Michał Lech i Maciej Bukowy.

Zaraz za nimi biegła kolejna mała grupka: Zbyszek Chrzanowski, Grzegorz Sebastianowicz i Piotrek Malinowski, Jacek Brygier, Jarek Matacz. Po drodze trochę to się przetasowało, ale tempo mieli niezłe.

Zbyszek Chrzanowski, którego miałam okazje poznać na zimowym triathlonie warszawskim ze skromnego fotografa, okazał się świetnym i doświadczonym triathlonistą.

Zbyszek reprezentuje tajemniczo brzmiący Team KJ CREW, i startował także poza granicami naszego kraju np. w 2016 roku w Luxemburgu. Miały być to zawody Ironman 70.3, ale ze względu na powodzie formę zmieniono na Duathlon: 5 km biegu- 90 km jazdy na rowerze- 1/2 maratonu. Dziś skończył zawody na honorowym 4 miejscu open, z czasem 1:34:42 i pierwszy w kategorii wiekowej. Ten sam Team reprezentuje Michał Różański, który zajął 3 miejsce w M30. Gratuluję!

Na drugim miejscu w M 30, a 6 open stanął znany i od dawna dobrze zapowiadający się triathlonista Grzegorz Sebastianowicz z czasem 1:37:28. Grzesiek jak wspominał przed startem poprzez ten udział, chce udoskonalić warsztat na zbliżający się sezon triathlonowy. Poprosiłam Grzesia o krótką opinię na temat tych zawodów i tej trasy, oto co mi napisał: „Te Zawody są bardzo wymagające a trasa kolarska bardzo trudna technicznie i dawała się we znaki w całej swojej rozciągłości,
Po osiąganych czasach bardzo dobrze widać, kto jest kolarzem MTB, a kto woli biegać.
Stoczyłem dwa Ciekawe pojedynki ze starszymi kolegami. Jeden już na początku trasy biegowej, kiedy to Piotr Malinowski uciekał mi przez dwa okrążenia, po czym do samej strefy zmian prowadziłem i tam postanowił mnie „dojść”. Moje obycie ze strefami zmian pozwoliło mi odskoczyć na 22sek.
Tarka na trasie kolarskiej była mocno uciążliwa i zniechęcała mnie do mocnej rywalizacji do momentu gdy doszedł mnie kolega Zbyszek i w tym momencie odpalił we mnie nowe pokłady energii i zapału co przedłożyło się na dodatkowe 7-8km/h. Trzymałem się go jeszcze przez 2,5 kilometra i mały błąd, chwila dekoncentracji i gramolenie się przez około 10″ w pułapce piaskowej, pozwoliło mu odjechać na około 150m, które sukcesywnie powiększał aż do niecałych 5′ na koniec tego etapu.
Końcowy bieg odbył się już spokojnie, bez bezpośredniej rywalizacji.”

Mnie dziś biegło się gorzej na początku niż po etapie rowerowym. 🚀

Nie wiem czy za słabo się rozgrzałam, czy nadałam sobie zbyt duże tempo, czy znowu za grubo się ubrałam – 5 kołek czyli 6 km w 31 minut. Nie mogłam jednak biec na cienko, bo nie chciałam tracić czasu w strefie zmian na ubieranie i rozbieranie, albo jechać zbyt cienko ubrana, bo na rowerze w lesie bym zamarzła – wiem to. Kiedy wsiadłam na rower już byłam zmęczona, pomyślałam : no to teraz trochę sobie odpocznę. 🚀

Jakże się pomyliłam. To był dopiero początek prawdziwej męki, drogi przez piekło. Już sam początek drogi rowerowej mi się nie podobał: był niby prosty, płaski ale bardzo nierówny jakby przejechał po nim czołg na gąsienicach. Na pewno każdego nieźle wytrząsło. Nie dało się jechać ani środkiem ani bokiem, bo z boku był już piach, w którym się tonęło. No, ale dobra myślę sobie, kiedyś to się skończy i zacznie się prawdziwa rowerowa ścieżka leśna. No i zaczęła się, ale nie była taka przyjemna i łatwa jak np na Lotto Poland Bike. To nie była trasa na szybkość, ale na doświadczenie i warsztat. „Tylko piach, suchy piach! Tylko piach…suchy! Suchy! Suchy!…” tak w wielkim skrócie można opisać tę trasę. Każdy z zawodników miał zwykły, bez żadnych bajer rower: mtb, górski lub trekingowy. To, kto jak pojechał, zależało od doświadczenia jazdy po lesie i górkach oraz warsztatu w nogach. Grzęzło się w piachu. Moje tylne koło zapadało się jak na pustyni. Kilka razy spadałam i prowadziłam rower, by po chwili wsiąść, pojechać i znowu spaść z niego. W pewnym momencie nawet sprawdziłam czy nie złapałam gumy. Nie złapałam, ale to mnie wcale nie ucieszyło, bo wyszedł totalny brak doświadczenia i umiejętności jazdy po takim terenie. Nie miałam siły kręcić szybko. Aby pokonać ten piach trzeba było po prostu prześlizgnąć się po nim na szybkich obrotach i niskiej przerzutce. A ja wszystko pokonałam na wysokiej lub średniej przerzutce. Zamiast szybko przepłynąć po tym piachu, ja powoli wyjeżdżałam i grzęzłam. Trzeba było jeszcze zdążyć zmienić tę przerzutkę stosunkowo wcześniej czyli kłania się umiejetność przewidywania, szybka reakcja no i siła w nogach. Czasem mi się udawało nie powiem, ale tylko czasem. Tego czyli podstaw mi zabrakło. 😂 Męczyłam się, naprawdę się męczyłam. W pewnym momencie zrobiło mi się nawet zimno ze zmęczenia i wysiłku. Utrzymywałam cały czas trzecią pozycję, ale to mnie wcale nie cieszyło. Nie miałam z kim się ścigać, walczyć, rywalizować. W zeszłym roku była Agata, Agnieszka i aż chciało się jechać. Miałam cel, bodziec.  Dziś koło mnie jechał tylko jeden zawodnik, ale to nie z nim konkurowałam. Dobrze, że na bieganiu trochę pogadałam z ludźmi, bo przez całą trasę rowerową z nikim nic, ani słowa. Mało brakowało a „zapomniałabym języka w gębie” 😜. Do siebie trochę mówiłam, nie powiem, że nie, ale to jakieś pojedyncze słowa i kilka wulgaryzmów 😂😂. Kiedy skończył się ten przeklęty rower, trzeba było jeszcze przebiec 2,5 km jakby tego było mało. Biegło mi się super, naprawdę czułam, ze nogi pracują i mam siłę. Czyli wniosek z tego, ze na rowerze się obijałam. 😂

Czas 2:13:54 dał mi trzecią lokatę wśród kobiet i 54 miejsce open. 🚀 Były pieniądze zarobione na ulicy, teraz są pieniądze zarobione w lesie, aż boje się pomyśleć co będzie dalej 😜.

Wielką bohaterką dzisiejszych zawodów, jest dla mnie Anetka Turalska. Dziewczyna była w pracy całą noc, następnie o 6:22 miała już pociąg z Sierpca do Łącka. Z Łącka do Nowego Duninowa przyjechała rowerem tj. ponad 20 km. Taka tam mała rozgrzewka 😉. Kiedy czytałam jej posta przypomniała mi się książka, którą ostatnio połknęłam w jeden dzień „Ciekawość następnego dnia” Maćka Hawrylaka.

Chłopak przejechał rowerem i zwiedził cały świat. Żeby wziąć udział w zawodach rangi Ironman lub marathon, wszędzie dojeżdżał rowerem. Często były to setki i tysiące km. To był tez jego trening. Spał w namiocie lub pod gołym niebem. Teraz triathlonisci latają trenować na Majorkę i śpią w hotelach, ale wtedy w latach 80-tych Maciek aby tam pojechać, musiał najpierw pracować ciężko w fabryce. Zarobił, poleciał, ale żył i trenował w spartańskich warunkach. Polecam!

Kiedy chwilę z nią rozmawiałam po zawodach, widziałam, że też była naprawdę zmęczona. Trasa rowerowa dała jej ostro w kość. Zakończyła zawody na drugim zaszczytnym miejscu z czasem 2:08:46.

Wśród kobiet wygrała Katarzyna Krzeszewska z Active Runners Płock z czasem 1:55:49. Mocna zawodniczka!

Mocno obsadzona była także kategoria męska M 50. Same sławy: Piotrek Malinowski, Boguś Tyc i Waldek Gieres. Brawa! 👏👏👏

Strefa zmian ciasna, ale co niektórzy mieli sporo miejsca. 😜

Organizacyjnie impreza na medal! Krzysiek Tomiński pomysłodawca i organizator przy udziale firmy Orlen oraz Gmina Nowy Duninów, OSP N. Duninów, Nadleśnictwo Gostynin, Polski Związek Łowiecki, zadbał o wszystko: ambitną trasę, innowacyjne medale i puchary, nagrody pieniężne, świetne jakościowo jedzenie (trzy dania do wyboru: bigos, ryż z warzywami lub kurczakiem), kawa, herbata, piwo, owoce, atmosferę i pogodę. Nie zabrakło również kibiców, którzy mocno dopingowali i pomagali.

Mam nadzieję, że pamiętaliście o porządnej regeneracji po takim wysiłku!? Zwłaszcza te partie, które były szczególnie narażone na wysiłek i bolą: łydki, uda, ramiona, przedramiona. Konieczny jest długi sen, rolowanie, sauna, jacuzzi. Ja w ten weekend rozpieszczałam się.

 

Monia

Tylko piach! Suchy piach! Suchy! Suchy! Suchy! – III Duathlon Leśne Wydmy

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *