Przechlewo – urokliwe małe miasteczko, położone w Borach Tucholskich nad jeziorem Końskim. To tutaj od 6 lat organizowany jest najbardziej rodzinny triathlon w Polsce – Triathlon Przechlewo. Organizatorem jest gmina Przechlewo oraz ZKS Contra, a głównym sponsorem Goodvalley producent żywności bez GMO i antybiotyków.

Trafiłam tu zupełnie przypadkowo – wzięłam udział w konkursie na TRIrodzinkę i wygrałam pakiet. Wygrana była niespodziewana i przyznam, że miałam dylemat co zrobić. Niby koniec wakacji, ale dzieci  jeszcze w rozjazdach wakacyjnych i na koloniach. Nie mogłam więc wziąć udziału jako TRIrodzinka, więc postanowiłam zakończyć sezon dystansem 1/4 IM. Ponieważ dzień wcześniej miałam już zaplanowane zawody lekkoatletyczne w Toruniu, więc dystans 1/8 odpadał. Przyznam, że biłam się z myślami, czy dam radę ponieważ nie byłam dostatecznie przygotowana do tego dystansu. Oczywiście lubię się ścigać i uwielbiam, ale na dystansie sprinterskim, bo na tyle mam czas na treningi. Na dodatek ten mój stary rower… 1/8 IM można zrobić na starym mtb, ale nie 1/4 IM. Trochę go zurzyłam ostatnio i bałam się, że na tak długim dystansie odmówi mi posłuszeństwa, wiec pożyczyłam rower od syna. Nowy Kross roczny, da radę – pomyślałam. Wszystko było sprawdzone, nasmarowane, napompowane i jakież było moje zdziwienie, kiedy podczas ustawiania go w strefie zmian zauważyłam, że jedna linka od przedniej przerzutki nr 3 jest przerwana.  Nie było szansy abym mogła manewrować tymi przerzutkami, więc założyłam ręcznie łańcuch na przerzutkę nr 3 i postanowiłam manewrować tylko tylnymi. Stwierdziłam, że nie poddam się bez walki.

Po udziale w sobotę w Otwartym Mitingu Lekkoatletycznym i Mstrzostwach Polski w trójboju Masters, przenocowałam w Toruniu. Musiałam się wyspać, bo w niedziele czekał mnie spory wysiłek. Wstałam o 4 rano aby dojechać do Przechlewa na 6:30. Jedni wstają o tej godzinie do pracy, a ja wstaję by realizować swoje pasje . 😀 Ta noc była wyjątkowo zimna. Kiedy zajechałam, było tylko 11 stopni i zastałam taki oto obrazek. Nie wiedziałam, że tutaj jest takie piękne miejsce aby spać w namiocie. Ludzie w czapkach i rękawiczkach  a ja wyletniona w japonkach i rybaczkach. 😱 Dobrze, że miałam softshell, to zarzuciłam kaptur na głowę i  zrobiło się cieplej.

Ci co nie mieli namiotu, spali w śpiworach pod gołym niebem lub w altankach.

Byłam przerażona! Jezioro wydawało się być spokojne i bardzo tajemnicze. Pomyślałam sobie: nie chcę wiedzieć jaka jest temperatura wody.

Po odprawie technicznej, która odbyła się o godzinie 8:00 zaczęłam pomału przygotowywać się do startu.

Byle się nie utopić… byle nie pomylić okrążeń… byle rower się nie zepsuł… byle nogi nie odmówiły posłuszeństwa…

Kiedy weszłam do wody, okazało się, że jest dwa razy cieplejsza od temperatury powietrza. Większość zawodników rozgrzewała się w wodzie i nie miała zamiaru wychodzić z niej. 15 min przed nami wystartował szczególny tandem: Maja i Tórek. Nie wiedziałam kto to jest? Nie znałam ich. Komentator powiedział tylko: Ci zawodnicy nie potrzebują windy do nieba! Im wystarczy winda do domu! Przyszło mi ich poznać dopiero później…

Potem startowaliśmy my, po 6 osób w rzędzie, aby nie  było niepotrzebnego zamieszania w wodzie. Moje pływanie jest do bani, ale 950 m przepłynę. Trochę żabką, trochę kraulem, ale przepłynę. Zmieściłam się w czasie 27 minut . Kiedy wychodziłam z wody byłam jedną z ostatnich, ale kibice nadal czekali i dopingowali. To było bardzo budujące. Potem szybko podbieg do strefy zmian żeby wsiąść na rower. W Przechlewie pierwszy raz w strefie zmian zaproponowano system wtorkowy. Przyznam, że to był dobry pomysł, ponieważ wyeliminował zamieszanie i ewentualne kradzieże.

Do niebieskiego worka wrzucaliśmy wszystko co nam było potrzebne na rower, razem z kaskiem. Do worka czerwonego – wszystko co na bieganie.

Teraz czekało mnie 45 km jazdy. Pogoda była wietrzna, więc idealnie przydała się koszulka na długi rękaw, którą otrzymałam w pakiecie. Była wysokiej jakości i idealnie dopasowana rozmiarowo.

Byłam w tym roku na wielu triathlonach, ale na żadnym nie spotkałam tyłu punktów odżywczych co tutaj. Co kilka km stali wolontariusze na punktach żywieniowych i podawali: wodę, izotonik, żele, owoce. Co kto chciał. Doping jaki nam zgotowali zapamiętam do końca życia!

Dasz radę! Krzyczeli . „MOC! SIŁA! ADRENALINA!” Jeden z zawodników nawet im odpowiedział pytaniem: A Ty kiedy dasz radę? Za 10 lat?! Tak! odpowiedział młody człowiek – za 10 lat… Trasa rowerowa nie była ani łatwa, ani płaska, była to pofałdowana droga asfaltowa biegnąca wzdłuż lasu. I chwała, bo gdześ na 20 km zachciało mi się siusiu. Musiałam zrobić sobie przerwę w lesie. Podobno kolarze sikają podczas jazdy na rowerze, ale ja nie wyobrażałam sobie tego. Zresztą nie walczyłam o „złote gacie”. Zanim zdjęłam koszulkę, potem strój tri a następnie wszystko jeszcze mokre po pływaniu zdołałam załorzyć straciłam dobre 3 min. Kiedy jeden z zawodników zobaczył mnie wychodzącą z lasu z rowerem, zdziwił się.

-Zachciało mi się siusiu! Krzyknęłam

– Aaaa myślałem, że to jakiś skrut!

Jechałam na niskim tętnie, ale gdybym jechała na wysokim na pewno wszystko co wypiłam, wypociłabym. Droga na rowerze dłużyła mi się bardzo. Każdy gdzieś gonił… za metą… za lepszym czasem… Raz, jedna zawodniczka z naprzeciwka krzyknęła do mnie: dawaj kochana, dawaj! Optymizmu dodawały mi banery wiszące po trasie np: „Nie lubię szybkich kolarzy, dlatego ich mijam”; Nie bądź Januszem Triathlonu daj czadu!”; „Grażyna, Janusz czeka!”  😍 Byłam zaskoczona tą organizacją – pomyśleli o wszystkim! Po drodze minął mnie zwycięzca, do którego krzyknęłam: 2:03! Chodziło oczywiście o czas zwycięzcy, który można było wytypować i wygrać rower. Zwycięzca – Ławicki Marcin zrobił to jeszcze szybciej: 1:58:44 . Mi tyle zajął sam rower .

Kross spisał się na medal, wprawdzie przerzucałam tylko tylne przerzutki, ale to mi wystarczyło. Widziałam gdzieś daleko z przodu tandem Maja i Tórek,  którym mocno kibicowałam. Świetnie sobie radzili, ale wiem dokładnie ile trzeba włożyć siły, aby jechać takim rowerem. Czasem mam przyjemność jeździć tandemem z niewidomym Maćkiem, moim kolegą. To jest prawdziwe wyzwanie. Na dodatek to taki tandem, w którym pedałuje w zasadzie jeden zawodnik, a z przodu siedzi zawodnik niepełnosprawny.

Trasa biegowa była już tylko uwieńczeniem tego wysiłku i dała mi dużo radości. W końcu jestem biegaczką. Byłam już mocno zmęczona po rowerze i wiedziałam, że te dwa kółka po 5 km zajmą mi około godziny. Po przeciwnej stronie w pewnym momencie minął mnie tandem Maja i Tórek. Byli daleko, za daleko ode mnie aby porozmawiać. Znowu na trasie wspaniali wolontariusze podawali żele, wodę, izotonik, banany. Nie dowierzałam! Trasę w głowie dzieliłam na odcinki żeby starczyło siły na wszystko. Na około 8 km, na zegarku miałam 3:10 godz  i właśnie po nawrotce dogoniłam tandem. Postanowiłam wesprzeć ich swoim towarzystwem, poza tym pomyślałam, że będzie im miło kiedy trochę z nimi pobiegnę i porozmawiam. Zawsze to raźniej. Przywitałam się grzecznie, przedstawiłam i zaczęliśmy biec razem. Okazało się, że Maciej Turajski, który robił ten triathlon dla i z Szymonem (Maja) Majewskim to koledzy z klasy. Przyjechali tu we trzech jeszcze z drugim kolegą Łukaszem. Razem chodzili do klasy w szkole sportowej.  12 lat temu u Szymona zdiagnozowano SM czyli stwardnienie rozsiane. Bardzo trudna i ciężka choroba autoimmunologiczna układu nerwowego. Objawy to: zaburzenia czuciowe, ruchowe, problemy z mową połykaniem, widzeniem i inne. Ostatecznie chory porusza się na wózku inwalidzkim. Szymon mieszka w Śremie w domu na I pietrze. Od kilku lat problemem jest wyjście z nim na spacer, dlatego koledzy postanowili mu pomóc. Na www.zrzutka.pl zorganizowali zrzutkę na windę. Koszt takiej windy to 45 tyś zł. Nasze państwo refunduje tylko 1/4 tej kwoty, resztę trzeba zebrać. 10 tys już jest, teraz trzeba zebrać jeszcze 35 tyś. To już drugi ich wspólny triathlon, a prze nimi jeszcze następne. Maciej płynie z Szymonem w specjalnym pompowanym pontonie.

Nie mieści mi się to w głowie, bo ja ledwo sama pływam, a tu trzeba jeszcze kogoś ciągnąć. Na trasie rowerowej mijali mnie, na specjalnym rowerze tandemie, gdzie z przodu siedzi Szymon, a z tyłu pedałuje Maciej . Ta winda, to tak naprawdę winda dla Szymona i jego 7 letniej córki, aby mogła z nim wychodzić do ludzi, do sklepu, na spacery czy do lekarza. Wzruszyła mnie ta historia i poruszyła najgłębsze pokłady wrażliwości…

Bieglismy razem te 2 km jakieś 40 minut i rozmawialiśmy. Pomogę ile mogę! – powiedziałam. Wierzę, że Wy też pomożecie, a zwłaszcza uczestnicy Triathlonu Przechlewo. Bądźmy wrażliwi na krzywdę innych ludzi, bo nigdy nie wiadomo, kiedy my będziemy potrzebować pomocy od innych!

Pod koniec rozdzieliliśmy się. Maciej powiedział: „biegnij Monia, to Twoje 5 minut! Dziękuję za wspólny bieg i rozmowę. Do zobaczenia na mecie”

Kiedy wbiegali na metę mieli owacje na stojąco!

Długo potem jeszcze rozmawialiśmy siedząc i jedząc razem przy stole. Jak wyglada wyprawa na taki triathlon? – spytałam. Oo! to wyprawa na dwa auta i to nie osobowe – odpowiedział Łukasz.

Wózek, z którym biegł Maciej jest długi i tylko częściowo składany, na dodatek pożyczony. Trzeba o niego dbać jak o swoją własność. Rower też jest większy niż każdy inny, poza tym wózek inwalidzki Szymona, ponton … trochę tego jest. Piękna inicjatywa ze strony kolegów, chciałabym takich mieć kiedy sama będę w potrzebie. Cały dochód ze sprzedaży koszulek został przeznaczony dla Szymona. Wierzę mocno, że dzięki takim ludziom uda się szybko uzbierać na te windę. Wstyd mi było przed samą sobą, że ja mam takie przyziemne marzenie bo zbieram na rower, a tutaj ludzie zbierają na winda do domu.

Dla mnie ten triathlon był sprawdzeniem siebie na dłuższym dystansie.  I choć czas 3:39:15 nie jest spełnieniem moich ambicji, to jest taki na własne życzenie. Chcę tylko mocno wierzyć, że zawodnicy z pierwszych miejsc wszystko osiągneli swoją ciężką pracą. Po ostatnich doniesieniach na temat dopingu u kolarzy – także amatorów czy lekkoatletów pojawiają się wątpliwości. Cóż wart jest sport kiedy w grę wchodzi oszustwo… To ma być walka fair play od początku do końca. Ale niestety wszystkiemu winni sponsorzy: z jednej strony bardzo pomagają a z drugiej naciskają i wymagają. To jak praca w korporacji…chcą więcej i więcej…

Po południu odbyła się rywalizacja sztafet rodzinnych – Tri Family. W tej właśnie konkurencji chciałam wystartować razem z dziećmi, ale zabrakło moich dzieci. Wystartowały za to mocne składy innych rodzin: TriMarchewka, Farmerzy i inni.

W zależności od wieku uczestnika, dystans w poszczególnych dyscyplinach był zróżnicowany: I pływanie – dzieci do lat 7 – 25 m; starsze i dorośli – 50 m. II rower – dzieci do lat 7 – 800 m; dzieci starsze i dorośli – 1600 m. III bieg – dzieci do lat 7 – 800 m; starsze i dorośli – 1600 m. I to jest pomysł! W końcu ktoś pomyślał o rodzinach, o zabawie, o dzieciach i o nagrodach dla nich!  Co ważne, 10 zł z pakietu przeznaczone zostało na Dom Dziecka w Człuchowie.

Rodziny podeszły do walki z humorem i o to chodziło. Wszyscy byli przebrani, pomalowani i mieli cudowne gadżety.

Była rodzinka, która miała najwięcej lat…

I najmniej…

Nagród było bez liku. Kazda rodzinka została doceniona. Nagrodę za przebranie otrzymała TriMarchewka.

Zauważeni zostali także Farmerzy – najliczniejsza załoga triathlonu.

I  choć droga do domu była daleka, to chciałabym wrócić tutaj za rok. Tym razem z moimi dziećmi i noclegiem pod namiotem. Pod względem organizacji, położenia, trasy, zawartości i ceny pakietu oraz atmosfery przyznaję 4,5 punktu na 5 . 😀 A Wam jak się tu podobało?

Monia

#windadodomu -Triathlon Przechlewo

Monia Monia


Pasjonuję się sportem od urodzenia. Miałam niestety długą przerwę, ale przeznaczenia nie da się oszukać. Od 3 lat nałogowo biegam. Są to głównie biegi na 5 km, 10 km, 3000m, półmaratony, sprint 100m. Mam na swoim koncie koronę półmaratonow i kilka biegów górskich, ale zdecydowanie wolę krótsze dystanse i sprint. Pływam, jeżdżę na rowerze mtb a przynajmniej staram się. Spróbowałam swoich sił w triathlonie i zakochałam się. Jeżdżę na nartach, łyżwach, chodzę po górach. Wszystko oczywiście razem z dziećmi.


Post navigation


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *